Seks i sens

"Serotonina" - reż. Paweł Miśkiewicz - Teatr Studio w Warszawie

O starości, seksie, orgiach, impotencji, poszukiwaniu sensu życia, pożerającej depresji, umieraniu ze smutku, antyrządowych protestach, rolniku szukającym żony, zdradach, silnych kobietach i pogrążonych w kryzysie mężczyznach - opowiada "Serotonina", która doczekała się pierwszej teatralnej adaptacji. "Najgłośniejszą książkę roku", powieść Michela Houellebecqa, w Teatrze Studio w Warszawie wystawił Paweł Miśkiewicz.

Były dyrektor warszawskiego Dramatycznego po latach wraca na Plac Defilad. W Teatrze Studio zamyka rok premierą głośnej "Serotoniny". Laureat O!Lśnień Paweł Miśkiewicz przy wsparciu Joanny Bednarczyk (dramaturgia) wziął się za trudną w inscenizacji - opartą głównie na przemyśleniach bohatera - powieść francuskiego skandalisty Michela Houellebecqa, nazywanego też seksoholikiem i szowinistą. Książka jednych zniesmaczyła, innych zachwyciła. To nie tylko opowieść o cip**ch, penisach i zwierzęcej (bywa, że dosłownie) chuci. To też widmo kryzysu współczesnej Europy i obraz depresji, która z życia robi cmentarz. Ale nie jest tak smutno jakby się zdawało. Houellebecq, a za nim Miśkiewicz, podchodzą do losów egoistycznego dupka Claude'a Florenta Labrouste'a z sarkazmem. Reżyser humorem przykuwa uwagę widowni i wiele tym wygrywa.

Mężczyźni w wiecznym kryzysie
Nad ciemną, skromną, scenografią Barbary Hanickiej wisi wielka chmura. Być może nawiązuje do stanu pomiędzy życiem a śmiercią, w którym symbolicznie jest chorujący na depresję bohater. Na scenie stoją rzędy krzeseł, na których w drugiej części siada grupa mężczyzn protestujących przeciwko polityce rolnej rządu i Unii Europejskiej.

Tytułowa serotonina jest zbawieniem dla bohatera w wiecznym kryzysie (wydzielanie hormonu szczęścia umożliwiają antydepresanty). U Miśkiewicza Claude ma dwa wcielenia. Pierwszy odkrywa na komputerze swojej partnerki filmy z jej orgii, gdy ta m.in. uprawiała seks z psami, a później rozprawia, kim są, według niego, "prawdziwe kobiety". Drugi jest przegranym gawędziarzem. Po miłosnych podbojach zostały mu wspomnienia i politowanie.

"Podróże Guliwera" Pawła Miśkiewicza w Starym Teatrze: dokąd teraz?
Gdy Roman Gancarczyk robi one man show i zagrywa się na potęgę (a potrafi to robić), wspominając nielegalne dymki puszczane w hotelach, gdzie spędził większość życia, Marcin Czarnik z miną cynicznego inteligenta mówi o nieładnej cip** swojej kobiety. Kontrast między komediowym Gancarczykiem i poważnym Czarnikiem jest czytelny. Ale trudno zrozumieć, dlaczego tak zdolny aktor jak Czarnik, z kolejną międzynarodową produkcją na koncie (wystąpił w "Wiedźminie" Netfliksa), jest (chyba pierwszy raz) nijaki.

Kobiety do tańca i do różańca
Najlepsze momenty przedstawienia - tragikomiczne - to również zasługa Roberta Wasiewicza, który jako psychiatra-flegmatyk trochę walczy z myślami samobójczymi swoich pacjentów, a trochę ich rozumie. I szalonego jak zawsze Krzysztofa Zarzeckiego. Tym razem jego bohater został wyjęty z programu "Rolnik szuka żony" (wątek rolników pojawia się u Houellebecqa m.in. w kontekście jego zawodu - jest agronomem, który ma zachęcić świat do kupowania francuskich serów).

Ale "Serotoninę" warto obejrzeć przede wszystkim dla aktorek. W opowieści skupionej na mężczyźnie najbardziej skomplikowane i ironiczne są kobiety. Z Haliną Rasiakówną będziecie chcieli się umówić, z Martą Ziębą napić, z Sonią Roszczuk zakumplować, a z Dominiką Biernat pośmiać z męskiego ego. Wiadomo nie od dziś, że Miśkiewiczowi z kobietami jest po drodze. Wyobrażam sobie tą inscenizację wyłącznie z kobiecej perspektywy. Być może mówilibyśmy wtedy o wielkim sukcesie.

Genialna porażka
Kolejny kameralny spektakl Miśkiewicza znów jest zdecydowanie za długi. Wcale nie dlatego, że bywa nudny. Reżyser niekończącą się paplanina potrafi intrygować. Gorzej, gdy nie umie zdecydować, o czym i jak chce opowiadać.

Powiedzieć, że "Serotonina" jest przedstawieniem nierównym, to nic nie powiedzieć. Ma momenty błyskotliwe i fascynujące. Rozmowy seksualnie rozbudzonej Rasiakównej z tłumaczącym się z impotencji Gancarczykiem, albo spotkanie plotkujących o Claudzie jego byłych kobiet - to perełki. Ale nie brak też scen, w których trąci tanią metafizyką (kobiece okrzyki w ciemności w końcowej sekwencji z Magdaleną Osińską). Do tego brakuje Miśkiewiczowi pomysłu na angażujące wprowadzenie wątku społecznego. Kontekst protestu "żółtych kamizelek", z którym zbiegła się premiera książki Houellebecqa, w spektaklu wygląda jak dopisany na siłę.

W "Serotoninie" Paweł Miśkiewicz albo jest geniuszem, albo epigonem. Nie ma nic pomiędzy.

Dawid Dudko
Onet.Kultura
27 grudnia 2019

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia