Senne osy w deszczu

"Letnie osy kąsają nawet w listopadzie" - reż. Wojciech Urbański - Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy

Wyrypajewa albo się lubi albo nie – taka opinia krąży po mieście. No właśnie. Ja bym dodała do tego jeszcze inną opinię: dobrego Wyrypajewa robi tylko... Wyrypajew. Bo tylko on sam czuje, jakim aktorom może powierzyć tekst, który – nie oszukujmy się – stanowi najważniejszy element jego przedstawień. I tylko on wie, w jaki sposób można ten tekst podać, żeby był znaczący. Moim zdaniem ta sztuka nie udała się żadnemu „zewnętrznemu" reżyserowi. Spektakl w Dramatycznym jest przyzwoity – ale nie jest dobry. Mimo znakomitych aktorów i zachwycającej scenografii. Niestety.

Sztuka zaczyna się niczym mieszczańska farsa: Robert chce wiedzieć, czy jego brat Marcus spędził ostatni poniedziałek z jego żoną, Sarą, czy z jego przyjacielem, Donaldem. I Sara i Donald twierdzą, przysięgają i upierają się, że brat Roberta w ostatni poniedziałek był z nimi. Kiedy Robert dzwoni do Marcusa, potwierdza on wersję Sary. Ale wersja Donalda też ma swoich świadków. Które z nich kłamie, i dlaczego? Ta salonowa gra czasem przeradza się w psychologiczną rozgrywkę emocjonalnego trójkąta, czasem ujawnia pewne bolesne, nieprzerobione sprawy, czasem dotyka ważkich tematów, takich jak miłość, samotność, zmęczenie życiem, śmierć, Bóg – ale ostatecznie rozmywa się w absurdzie. Owe poważne, uniwersalne tematy byłyby interesujące, gdyby nie to, że sprawiają wrażenie wciśniętych trochę na siłę i jeszcze upchniętych kolanem. Nagle, w środku niezobowiązującej rozmowy, przepiękna kobieta w błękitnej sukni, leżąc na kanapie i wymachując uroczo stopami obutymi w szpilki za pół tysiąca złotych, mówi o głodzie w Afryce, umierających dzieciach, niesprawiedliwości społecznej i Bogu. Oczywiście rozumiem zasadę przełamywania konwencji, ale odnoszę wrażenie, że akurat tutaj jest to nieznośnie pretensjonalne.

Trójka świetnych aktorów robi, co może, żeby tekst był łatwiejszy do strawienia. Katarzyna Herman, Zdzisław Wardejn i Witold Dębicki bawią się konwencją, żonglują słowami i usiłują przekonać widzów do własnych racji. W moim przypadku niemal im się to udało. Uwierzyłam każdemu z nich – choć ich opowieści wykluczają się wzajemnie. Nic to jednak dziwnego, bo jeśli ta sztuka w ogóle o czymś jest – to o naturze kłamstwa.

Dużą wartością spektaklu Wojciecha Urbańskiego jest scenografia: estetyczna i zachwycająca, przedstawiająca wnętrze nowoczesnego mieszkania – kanapę, kuchenną wyspę ze stołkami barowymi i wielkie okno, o które nieustannie uderza deszcz. Pogłębia to wrażenie salonowej gry pomiędzy znudzonymi bogatymi mieszczuchami, daje poczucie płytkości i miałkości podejmowanych tematów.

To dość przyjemnie spędzone półtorej godziny zupełnie pozbawione znaczenia. Jeśli jednak szukacie czegoś więcej w teatrze, dotknięcia, poruszenia, jakiegoś głębszego przeżycia, to szkoda Waszego czasu. Poczekajcie, aż „Letnie osy..." zrobi Wyrypajew.

Maja Margasińska
Dziennik Teatralny Warszawa
11 marca 2016

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia