Sentymentalny wieczór

"Stacyjka Zdrój" - Teatr Polski w Szczecinie

Niejeden z nas z nutą nostalgii wspomina dziś niezwykły kabaret Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, który w magiczny sposób, dzięki swej wyjątkowej elegancji oraz stylowi i klasie podbijał serca ludzi, dostarczając śmiechu, rozrywki i porcji inteligentnych dialogów. Tym samym duchem przesiąknięta jest "Stacyjka Zdrój", na którą zaprasza nas szczeciński Teatr Polski.

Spektakl jest propozycją podróży wspomnieniowej, refleksyjnej podróży w czasie, odbywającej się na granicy jawy i snu. Obcujemy z duchami, nie upiornymi i straszącymi, ale z duchami łagodnymi i zabawnymi, które - nie da się ukryć - po prostu tęsknią za swym dawnym życiem. Przebywają w końcu w zupełnie nowym wymiarze - pozagrobowym - gdzieś w niezbadanej przestrzeni, gdzie panuje bezczas. Całość jest zatem utrzymana w melancholijno-żartobliwym tonie. 

Zostajemy wprowadzeni w ten „nieziemski” świat przez tajemniczego ducha, którego świetlista postać pojawia się na mrocznej, nieoświetlonej scenie teatru. Zjawa przybliża nam klimat przedstawienia związanego z życiem pozagrobowym, przesiąkniętego pierwiastkiem niematerialnym, odrealnionym, pełnym tajemnicy i metafizyki. Jest w tym wszystkim coś z seansu spirytystycznego, Dnia Zaduszek, a także upiornej nocy, pełnej niepokoju i grozy.

Podróżujący bohaterowie to zbłąkane dusze wędrujące w przestrzeni pozaziemskiej w nadziei znalezienia stałego miejsca zbliżonego do tego, które opuścili. Bardzo chętnie sięgają one pamięcią wstecz, przywołując utrwalone w pamięci obrazy ze swojego życia. Wyczuwa się w ich tonie tęsknotę i niepewność. W nieznanym bowiem świecie rodzi się szereg pytań, gdyż nic nie jest już takie proste i oczywiste. Wątpliwości nastręcza nowy porządek i nieznany kierunek wędrówki bez kresu.  

„Stacyjka Zdrój” jest jak poczekalnia, na której postaci spotykają się, rozmawiają, rozwiewają wątpliwości lub też je pogłębiają. Jest miejscem „półtrwania”, odpowiednikiem czyśćca, w którym oczekuje się z nadzieją dalszej podróży ku szczęściu wiecznemu. Tu nie ma już odmierzania czasu (na co wskazuje zegar pozbawiony wskazówek). To spokojne miejsce - jakże dalekie od życiowego pędu i codziennej gonitwy - pozwala więc na zadumę, zastanowienie, przywołanie radosnych chwil przeszłości, tęsknot, a niekiedy także straconych szans życiowych.

Postacią, która sytuuje się w przedstawieniu na pozycję wiodącą jest Poeta Smutku - uczestnik i zarazem komentator zdarzeń (Andrzej Poniedzielski). Jego charakterystyczna rola zapada w pamięci widzów dzięki niezwykle trafnym komentarzom, pełnym inteligencji, błyskotliwości i czarnego humoru. Te niezwykłe skojarzenia, jakie artysta wypowiada z dystansu patrząc na przebieg akcji śmieszą, dziwią i zaskakują. Wśród bohaterów spektaklu jest też prawdziwa kobieta-fatalna, kochająca draki, prowokująca i kusząca mężczyzn swymi wdziękami. Jest i znudzona, dumna hrabina.

Obok nich cztery ciemne typy, czyli „tanie dranie” z piosenki „Kabaretu Starszych Panów” i ciekawa postać dziarskiego, pełnego wigoru strażaka- dogaszacza. Niezwykłą i niecodzienną atrakcję stanowią w dodatku niezapomniane przeboje „Kabaretu Starszych Panów” (m. in. „Taka gmina”, „Tanie dranie”, „Upiorny twist” czy „Herbatka”), które w wykonaniu aktorów Teatru Polskiego wcale nie tracą swego uroku. Jest i bliska sercu piosenka „O Kutno”, chyba najbardziej znana nam z interpretacji Grzegorza Turnaua. Przenoszą nas one w czasie, przywołują wspomnienia i koloryt dawnych lat...   

Jest w tym spektaklu czas na refleksję. Stanowi on swego rodzaju zachętę do spojrzenia w głąb siebie, na swoje życie. Zdaje się w nim wybrzmiewać horacjańskie „carpe diem”. Skoro czeka nas nieuchronny koniec, powinno się zawczasu docenić różnobarwność świata i korzystać z jego uroków. Warto zatem wstąpić na tę „Stacyjkę Zdrój”, by móc z tego zdroju zaczerpnąć-przystanąć, zadumać się, rozważyć kierunek i cel życiowej podróży, póki nie jest za późno, póki zegar posiada wskazówki, a my jeszcze mamy czas…

W spektaklu tym, mówiąc najprościej, uczestniczy się z prawdziwą przyjemnością. Nie da się ukryć, że chwytają za serce te stare, urocze piosenki, w których zawarte są „wiara, nadzieja i miło”- a miło i iście pasjonująco oglądało się tak dobrze wyreżyserowany i zagrany spektakl. Przekonywać o tym nie trzeba - wystarczy przywołać słowa Ewy Podgajnej „Kabaret Starszych Panów wciąż jak balsam”.

Marta Winnicka
Dziennik Teatralny Szczecin
22 maja 2009

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...