Sezon poświęcimy polskim operom

rozmowa z Markiem Weiseem

- W myśl ustawy o instytucjach artystycznych ich dyrektorzy powinni być powoływani w drodze konkursu. Jeśli taki zostanie ogłoszony, to do niego przystąpię - mówi Marek Weiss, dyrektor Opery Bałtyckiej, w rozmowie na temat nadchodzącego sezonu artystycznego w tym teatrze.

 

Łukasz Rudziński: Sezon rozpoczynacie spektaklem Natalii Kozłowskiej - "Eros i Psyche" Różyckiego, w listopadzie "Pokój złudzeń" Krauzego w reż. Jerzego Lacha, a w grudniu "Straszny dwór" Moniuszki. To będzie polski sezon w Operze Bałtyckiej?

Marek Weiss: 250 lat teatru w naszym kraju to poważna rocznica. Tym bardziej, że to kraj wielu świetnych scenicznych osiągnięć. Jesteśmy w tej dziedzinie prawdziwą potęgą docenianą przez inne narody, co zdarza się nader rzadko w innych dziedzinach. Prawie wszystkie teatry czczą w jakiś sposób tę rocznicę. Opera Bałtycka uczyni to tak, że cały sezon poświęcimy polskim premierom. Może nie jest to zamiar oryginalny, ale w tej sprawie ważniejsze są inne wartości.

"Pokój złudzeń" jest kolejną propozycją cyklu Opera Gedanensis. Jak wyglądają przygotowania do tego tytułu i zapowiadanego jako kolejny - "Sądu Ostatecznego"? Będą dalsze propozycje cyklu? Udało nam się stworzyć wartość w polskim życiu muzycznym bez precedensu i trudną do przecenienia.

- "Pokój złudzeń" jest drugą premierą z cyklu "Opera Gedanensis", na którą czekaliśmy nieco dłużej, niż to było zaplanowane. Teraz partytura jest już gotowa, próby zaczynamy zaraz po premierze "Erosa i Psyche". Trzecia pozycja z tego cyklu, czyli "Sąd Ostateczny", jest w fazie komponowania muzyki przez Krzysztofa Knittla. Mam nadzieję, że będziemy mogli pokazać to dzieło na scenie na początku następnego sezonu. Jeszcze większą nadzieję pokładam w tym, że cykl będzie kontynuowany w Operze Bałtyckiej bez względu na to, kto będzie nią kierował i kto zasiądzie na fotelu prezydenta Miasta Gdańska. Ta nadzieja wynika z przekonania, że udało nam się stworzyć wartość w polskim życiu muzycznym bez precedensu i trudną do przecenienia.

Bałtycki Teatr Tańca w listopadzie sezon rozpocznie premierą "Fedry", pokazywanej wraz z "Burzą". Jakie będą kolejne premiery BTT?

- Wśród planów Izadory Weiss "Fedra" zajmuje szczególne miejsce. Po sukcesie "Burzy" i zainteresowaniu, jakie ta realizacja wywołała na świecie uważam, że trzeba inne plany przesunąć na później. Izadora zdecydowała się połączyć "Fedrę" realizowaną do muzyki dziesiątej symfonii Mahlera w jedną całość z jego pierwszą symfonią i fragmentem piątej, które są muzycznym fundamentem "Burzy". Jeszcze przed premierą przyszło zaproszenie dla "Fedry" do Londynu, gdzie ten niezwykły projekt będzie zapowiedzią brytyjskiego tournée BTT w roku 2017. Tyle mogę tymczasem powiedzieć o planach naszego teatru tańca, którego ranga w świecie trochę przerosła lokalne możliwości operacyjne naszej skromnej instytucji i musimy bardzo starannie rozważać każdy kolejny krok tego zespołu, by nie zmarnować jego imponującego potencjału artystycznego.

Jak dotąd próżno szukać Marka Weissa w gronie inscenizatorów zaplanowanych premier operowych. Będzie pan reżyserował w Gdańsku spektakle w tym sezonie?

- Wbrew niektórym krytykom staram się zachować ustaloną osiem lat temu przy podpisywaniu mojego kontraktu proporcję pomiędzy premierami reżyserowanymi przeze mnie, a tymi, które proponuję reżyserom gościnnym. Nie zawsze możliwe jest ich równomierne następstwo. Ostatnio było więcej moich, co zostało natychmiast nazwane "monokulturą", "monopolem" i innymi słowami, nie zawsze sprawiedliwymi. Mam nadzieję, że teraz, kiedy zaprezentuję swoją kolejną premierę po dwóch gościnnych, a będzie to "Straszny Dwór" Moniuszki, moi krytycy obejrzą ją łaskawszym okiem.

Kiedy w repertuarze Opery Bałtyckiej znajdzie się świetnie przyjęty podczas premiery przez widzów i krytyków spektakl "Czarodziejska Góra", koprodukcja Opery Bałtyckiej?

- "Czarodziejska Góra" czeka na swoją realizację w Operze Bałtyckiej. Termin jest uzależniony od solistów, tak wyjątkowych i wspaniałych, że nie sposób zastąpić ich innymi, oraz od reżysera - Andrzeja Chyry, który jak wiadomo jest jednym z najbardziej zajętych aktorów w naszym kraju. Tym samym, jak na dłoni widać, że za tym kryje się jeszcze trzecie uzależnienie od środków finansowych, by artyści pojawili się u nas. Na pocieszenie mogę tylko zapewnić, że cała produkcja spoczywa w naszych magazynach w Gdańsku i tylko czeka na zmontowanie jej na scenie Opery Bałtyckiej.

Do końca roku Opera ma w planach w każdym miesiącu 7-9 spektakli operowych i tanecznych. Czy z początkiem kolejnego roku to się zmieni i będzie ich więcej?

- Wciąż muszę w każdej odpowiedzi powracać do pieniędzy, ale nic na to nie poradzę, skoro nasz budżet od lat jest niewystarczający na granie większej liczby spektakli. Gramy tyle, ile mamy środków. Będziemy ich mieli więcej - będziemy więcej grali. Od ośmiu lat powtarzam, że Opera Bałtycka powinna grać 12 spektakli miesięcznie. Nasza widownia jest za mała, żeby można było wpływy z biletów uważać za poważną część składową budżetu. Jesteśmy całkowicie uzależnieni od dotacji samorządu wojewódzkiego. Wsparcie naszego bezcennego partnera strategicznego, jakim jest "Lotos", wystarcza na jedną premierę. Drugą zapewnia nam miasto Gdańsk. Razem to jedna piętnasta dotacji Marszałka Województwa Pomorskiego, bez której nasza instytucja nie istnieje. Urynkowienie opery to śmierć opery. Niby oczywiste, a wciąż trzeba to powtarzać.

Już we wrześniu podziwiać będzie można "Obsesje" Polskiego Baletu Narodowego. Czy doczekamy się także innych gościnnych produkcji w najbliższym sezonie?

- Gościnne występy to też pieniądze. Balet Narodowy otrzymał z ministerstwa wsparcie na pokazanie ich spektakli w kilku miastach Polski. Piękna okazja, żeby widzowie innych miast obejrzeli osiągnięcia naszego czołowego zespołu tańca i wspaniałych choreografii dwóch naszych największych mistrzów w tej dziedzinie. Czasami udaje nam się wymienić spektaklami z innymi zespołami, jak to było z Polskim Teatrem Tańca, ale szczerze mówiąc nie ma tak wiele zespołów w kraju na wymianę, bo taniec stał się domeną pokolenia duo-solo, czyli amatorów choreografii prezentujących swoje kreacje osobiście lub z towarzyszeniem partnera. Na zespoły zagraniczne, szczególnie te wybitne, nie stać nas - tak, jak nie stać na gwiazdy Metropolitan Opera.

Od dawna wiadomo, że po najbliższym sezonie artystycznym kończy się pana druga kadencja w Operze Bałtyckiej. Co dalej? Będzie trzecia kadencja?

- W myśl ustawy o instytucjach artystycznych ich dyrektorzy powinni być powoływani w drodze konkursu. Jeśli taki zostanie ogłoszony, to do niego przystąpię nie zważając na obelżywe wpisy, które ukażą się znów masowo na pańskim portalu po naszej rozmowie.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
12 września 2015
Portrety
Marek Weiss

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia