Sienkiewiczowski remiks

"Trylogia" - reż. Jan Klata - Stary Teatr w Krakowie

Inscenizacja kilkutomowej „Trylogii" Henryka Sienkiewicza była przedsięwzięciem wymagającym rygoru i konceptu, by nie powstał spektakl-bryk lub prześmiewczy zbiór skeczy. Pomimo skrótowości i niewątpliwego poczucia humoru – znajdującego potwierdzenie w reakcjach publiczności – Klacie udało się ominąć niebezpieczne mielizny i z dezynwolturą zaiste sarmacką opowiedzieć o polskiej tradycji.

Nie jest to Polska Sienkiewicza, a Polska jako taka, próba dotarcia do jednego z filarów naszej tożsamości narodowej, której serce – pokrzepione przez pisarza – rzekomo bije na kartach „Trylogii". Reżyser zachował jej strukturę – swój spektakl podzielił bowiem na trzy części. W „Ogniem i mieczem" na pierwszy plan wysuwa się miłość Heleny i Skrzetuskiego, na której tle rozgrywa się konflikt polsko-kozacki – w spektaklu upostaciowiony przez porywającego PolkęBohuna. W „Potopie" historia nawrócenia Kmicica zostaje ubrana w sztafaż religijno-patriotyczny. W „Panu Wołodyjowskim" zaś podkreślonoksenofobiczny wymiar polskich lęków (w końcu Sienkiewicz nadał „złu wcielonemu" ze wschodu imię Azja), ale przede wszystkim kres pewnej epoki.

Klata niezwykle efektownie podkreślił w adaptowanej prozie elementy, które składają się na trzon polskości – z jego stereotypami, śmiesznostkami, ale i obserwacjami – nawet jeśli mniej dotyczącymi rzeczywistości, to na pewno jej kanonicznej reprezentacji w prozie Sienkiewicza. Całość przypomina momentami pikareskę, w której mężczyźni przeżywają przygody, a w międzyczasie romansują – od tego schematu odchodzi może tylko ostatnia część „Trylogii" – głównymi bohaterami jest poczciwy „mały rycerz" i zadziorna Basia. Zwykle role są jednak rozdane przez tradycję – Polki leżą, pachną i się modlą, ubierając się w gorset konwencjonalnych gestów i czekając na rycerza, który w przerwach od awanturniczego życia wróci do domowych pieleszy. Oczywiście, przy boskim przyzwoleniu, ponieważ przygody to tak naprawdę obrona ukochanej Ojczyzny. Te (melo)dramaty narodowe mają silnie religijny charakter, co wiąże się z silnie zakorzenionym stereotypem Polski jako przedmurza chrześcijaństwa. „Anielskość" Polaków skonfrontowana jest z Innym – złowrogim kozakiem lub Turkiem, dwulicowym, nieszczerym i dybiącym tylko na cnotę niewieściąalla pollacca. W spektaklu w postać Bohuna i Azji wcielił się ten sam aktor, Zbigniew W. Kaleta, co podkreśla stereotypowy wizerunek wroga. W pierwszej części „lubieżnie" liże zemdloną Helenę, a w ostatniej tworzy niemalże performance zła zagrażającego niewinnej Polsce – najpierw jego inność podkreślona jest przez taniec (nie jest ważny autentyzm, a raczej stereotyp „wschodnich rytuałów"), a po zdradzeniu Polaków i odrzuceniu przez Polkę następuje krwawa scena zemsty. Jej fantazmatyczny charakter – podkreślony czerwonym oświetleniem sceny i biernością Azji, przed którego broń sami ustawiają się bohaterowie – ukazuje system demonizacji wroga i projektowania na niego narodowych lęków przed azjatyckimi „krwiopijcami".

Wątki krytyczne – jakkolwiek ciężko mówić o dekonstrukcji – podkreśla warstwa audiowizualna. Scenografia autorstwa Justyny Łagowskiej przenosi akcję wszystkich trzech tomów do przestrzeni metaforycznej: szpitala umieszczonego wewnątrz kościoła. Sakralne tło nie tylko oddaje rangę religii w polskiej tożsamości zbiorowej, ale także ukazuje mechanizm i katalizator wielu zdarzeń. Jednak szpitalne łóżka oraz przeciwstawienie szabli oraz kul na przeciwległych obrazach stają się symbolem słabości sienkiewiczowskiej wizji, która przetrwała tylko jako pewne echo, coraz słabiej rezonując w społeczeństwie. Podobnie ironiczny efekt uzyskano dzięki grze i aparycji aktorów – wygląd Krzysztofa Globisza nie pokrywa się z wyobrażeniem na temat Kmicica, a udawanie jazdy na koniu czy walki na miecze (przy braku jakichkolwiek rekwizytów) daje efekt wręcz kreskówkowy. Jednak dystans nie neguje sympatii i pewnej dozy pobłażania dla tego teatru narodowych wyobrażeń i sarmackiej dezynwoltury, która cechuje również samą heterogeniczną formę przedstawienia. Szczególnie na uwagę zasługuje warstwa muzyczna – obok „Boże, coś Polskę" czy „Marszu żałobnego" Chopina słychać np. „Love WillTearUsApart", remiks piosenki Joy Division, a sceny galopady zamieniają się w autonomiczne interludia muzyczne.

Anachronizm utworów muzycznych tworzy ze spektaklu remiks Sienkiewiczowskiej „Trylogii". Nonszalancka zabawa formą nie jest jednak ani pozbawiona logiki, ani nie poprzestaje na pastiszu. Unika dekonstrukcji, ale i czołobitności, tworząc diagnozę nie tylko kanonicznego tekstu w polskiej kulturze, lecz zarazem współczesnych odbiorców, gdy w finale wybrzmiewa nostalgiczna prośba o nowego rycerza, a widzowie utwierdzają się w sentymentalnym wizerunku własnej tożsamości. Niespodziewanie aktualizuje się scena, w której polska szlachta reaguje na zdradę Radziwiłła okrzykami „Hańba!", powstaje bowiem spektakl, który celnie wypośrodkowuje tendencje artystyczne z tymi, jakie według prawicowców protestujących w Teatrze Starym powinny przyświecać scenie narodowej.

Marta Stańczyk
Dziennik Teatralny Kraków
25 stycznia 2014

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia