Singerowskie historyjki z żydowską cepelią

"Namiętności" - reżyseria: Izabella Cywińska, Teatr Ateneum w Warszawie

Obejrzałem wybitnie beznamiętne przedstawienie pod mylącym tytułem "Namiętności". To najnowsza premiera Teatru Ateneum.

Izabella Cywińska zaadaptowała trzy opowiadania Isaaca Bashevisa Singera: "Brodę", "Wielbicielkę" i "Przygodę". Musi bardzo tego autora kochać, skoro uwierzyła, że kryje się w nich jakikolwiek potencjał teatralny. Singer był, owszem, rasowym narratorem i opowiadał, zwłaszcza w krótkich formach, przykuwające uwagę historie. Miał nadzwyczaj tradycyjny pogląd na literaturę, odmawiał wielkości najważniejszym autorom XX wieku, Joyce`owi, Kafce, narzekał na intelektualizm "Czarodziejskiej góry" Manna, bez żenady przyznawał się, że nie mógł skończyć Prousta. Dowodził, że jeśli ktoś się męczy, czytając książkę, to znaczy, że to nie jest dobra książka. De gustibus Książki Singera w moim przekonaniu nie należą do męczących ani tym bardziej do istotnych. To, jak by powiedział Gombrowicz, pierwszorzędny pisarz drugorzędny, niejedyny taki wśród laureatów Nagrody Nobla. Jego prozą rządzi zasada, którą Niemcy określają jako lust zu fabulieren, czyli coś w rodzaju namiętności do zmyślania fabuł. I prawdę mówiąc, jest to jedyna namiętność, która daje się rozpoznać w przedstawieniu Cywińskiej.

Cywińska wybrała typowe dla techniki pisarskiej Singera teksty, które opierają się na podwójnej narracji: pierwszoosobowy narrator opowiada o kimś, kto spotyka go lub odwiedza i przedstawia jakąś historię. W przełożeniu na scenę wygląda to tak, że mieszkającego samotnie w nowojorskiej garsonierze Autora (Grzegorz Damięcki) nachodzą kolejno trzy damy (Jadwiga Jankowska-Cieślak, Magdalena Zawadzka, Barbara Prokopowicz). Każda z nich zamężna, niezaspokojone namiętności seksualne przenosi na literaturę albo raczej na pisarza, uszczęśliwiając go swoją opowieścią. Każdą cechuje jakaś ekscentryczność, niezrównoważenie psychiczne lub fizyczne anomalia, np. Pani Pupko odznacza się tym, że jej twarz porasta okazała, godna rabina broda, z czego zresztą w wykonaniu Zawadzkiej nie wynika nic oprócz niezamierzonej groteski i lekkiej żenady. 

Zasadnicza sytuacja teatralna jest zatem taka: damy opowiadają, a Autor słucha, wtykając w ich monologi watę słowną w rodzaju "Ależ, proszę pani" albo "Przepraszam, muszę do łazienki". Pojawiają się postaci epizodyczne, które podpierają fabułę, przeważnie za pomocą telefonu (Krystyna Tkacz, Jerzy Kamas, Bartłomiej Nowosielski), ewentualnie osobiście (Krzysztof Gosztyła). Niekiedy spod tej humoreski wygląda drugie dno. Rozmowa odrywa się od erotycznych niespełnień i pojawiają się refleksy pamięci o świecie, który nowojorscy Żydzi pozostawili w Polsce, jakieś wspomnienia o przodkach, rodzinnych powinowactwach jeszcze grubo sprzed Wielkiej Wojny. Czasem zabrzmi nuta melancholijnej mądrości, czasem ton metafizyczny czy religijny podtekst (jak w kwestii Pani Pupko: "Nu, czy trzeba zaraz wszystko wiedzieć?"). W pewnym momencie Autor, poniekąd porte-parole Singera, wspominając Warszawę lat trzydziestych, wypuszcza się na wzburzone fale polityki, wypowiadając słowa wyjęte z opowiadania "Taniec", w którym zdanie o dojściu Hitlera do władzy w Niemczech otwiera cały akapit o przejawach faszyzmu w Polsce "zgrzybiałego Piłsudskiego". Singer wyemigrował z Polski w 1935 roku i jej późniejszym losem nigdy się nie interesował, nie zajmując się zresztą również tematem Holocaustu.

Żeby słuchanie Singerowych historyjek nie było nazbyt nużące, na scenie mamy jeszcze tło i przerywniki. Za tło służy scenografia czy raczej dekoracja Jana Kozikowskiego. Lubię i cenię jego prace, ale w tym przypadku fasada nowojorskiej kamienicy, zbudowana jakby ze spiętrzonych szaf, stanowi jedynie ilustrację literatury. Podobnie zresztą jak napisane przez Andrzeja Poniedzielskiego i Jerzego Satanowskiego piosenki - przyjemne, gdy się ich słucha z dołączonej do programu płyty. Wykonywane przez wystylizowany na ludowo tercet (Halina Łabonarska, Dorota Nowakowska, Jan Janga Tomaszewski) skłaniają do niewesołego wniosku, że nawet Cywińska, wystawiając żydowską literaturę, nie może się obejść bez żydowskiej cepelii.

Janusz Majcherek
Gazeta Wyborcza Stołeczna
31 marca 2009

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia