Skowyt zarzynanej godności

"Trojanki" - reż. Jan Klata - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Spektakl Jana Klaty oparty jest na trzech dramatach Eurypidesa – „Trojankach", „Hekabe" oraz „Helenie". Wymienione tragedie opisują rzeczywistość po wojnie trojańskiej. Legendarna Troja, bogate miasto o wielkiej kulturze, zostaje zdobyte i zdeptane. Katastrofa już się dokonała – zginęli wszyscy trojańscy herosi.

Na tle dramatycznego pogorzeliska rozegra się skowyt zarzynanej godności. Przyszedł czas na podział wojennego łupu – bezlitosną demonstrację zwycięstwa Greków nad Trojanami, którzy nie zdołali obronić własnych kobiet i dzieci. Te, którym los sprzyja zginą, pozostałych czeka makabryczna rola seksualnych niewolnic – w greckiej nomenklaturze „niewolnik" to nic więcej, jak tylko „mówiące narzędzie". Zwycięzcy z lubością odbiorą to wszystko, co im się należy za dziesięć lat wojennej katorgi. Pokonani pokażą, że potrafią umierać z godnością.

Bezmiar okrucieństwa
Nie ma odpowiednich słów wobec takiej skali cierpienia. Na tle zwęglonych ciał, które zalegają na scenie rozchodzi się starogrecki lament – φεῦ φεῦ, οἲμοι, πόποι, ὀττοτοτοτοτοτῖ. Cała uwaga oraz ciężar dramatyczny zostaje przeniesiony na stany emocjonalne bohaterów, którzy muszą stawić czoła nowej rzeczywistości. Menelaos musi udowodnić swojemu wojsku, że ta długa wojna miała sens, że zwyciężyli, że Helena już go nie obchodzi. Fantastyczna scena kreowania męskiego ego. Polyksena postara się przezwyciężyć lęk, by z godnością przyjąć to, co z perfidią zostało już zaplanowane. Porażająca scena składania w ofierze człowieka zamiast wołu oraz zbiorowego gwałtu na jej zwłokach. Natomiast Hekabe musi publicznie przeżyć kolejne zgony swoich dzieci i wnuka. Wzruszające momenty konfrontacji matki ze śmiercią bliskich. Hekabe zostaje zalana niekończącą się falą złych wiadomości, wyrafinowanie dawkowanych przez cynicznego Talthybiosa – posłańca, który w końcu może zademonstrować swoją wyższość wobec królowej Troi. Każde jego pojawienie się na scenie uprzedza nieznośny dźwięk dzwonka, który świdruje uszy scenicznych bohaterów, a także widzów. Wszechogarniający nastrój grozy podbudowuje drażniąca muzyka Michała Nihil Kuźniaka.

Znakomite kompozycje muzyczne dopełnia niezwykle wyrazista i plastyczna scenografia autorstwa Mirka Kaczmarka. Kapitalna forma czarnej szaty, która mieści tytułowe Trojanki – te stają się nieprawdopodobnie plastyczną, nieoczywistą acz bardzo sugestywną, pełzającą wspólnotą. Cały ten krajobraz aż puchnie od żalu, poczucia niesprawiedliwości, opresyjności, sadyzmu, bezsilności i grozy. Zwycięscy Grecy nie mają nic wspólnego ze szlachetnością białych posągów, zaś głoszony od pokoleń ideał wartości καλός καί ἀγαθός (dobry i piękny) stanowi totalne zaprzeczenie aktualnej postawy.

Rzeczywistość opisana przez Eurypidesa to okrutny świat, w którym nie ma miejsca na sentymenty. Tu reguły ustala zwycięzca, nawet jeśli nie potrafi unieść tego zwycięstwa z godnością. Niebywale wzruszający spektakl. Mimo wielu starań i brania głębokich oddechów, ostatecznie przygnieciona ciężarem scenicznych emocji zapłakałam nad Polykseną i nad Hekabe...

Tragiczno-komiczny finał
Wyczerpanym emocjonalnie widzom finał przynosi ukojenie. Otrzymujemy nadpisany epilog, przypominający antyczny dramat satyrowy, który wieńczył trylogie dramatyczne. To humorystyczna wariacja na temat przyczyn wojny trojańskiej. Finalnie dowiadujemy się, że Parys nigdy nie porwał Heleny. Ta została ukryta przez Hermesa w Egipcie, gdzie po latach w czasie spaceru po egipskiej plaży dochodzi do orgiastycznego spotkania Heleny z Meneloaosem oraz podstępnej ucieczki małżonków. Zatem całe to okrucieństwo zadane Troi było spowodowane jedynie sennym widziadłem. Chociaż nadpisany epilog posiada fantastyczną vis comica, a kipiąca seksualność Katarzyny Figury, która kreuje sceniczną Helenę, ma nieograniczoną siłę rażenia, to jednak mam niesłabnące poczucie pewnego przerysowania oraz naiwności dopisanego fragmentu.

Poziom finalnego absurdu, ale także humoru zdaje się nadmiernie burzyć tak konsekwentnie budowany nastrój wszechogarniającej zgrozy. W mojej ocenie zamiast solidnej dawki komicznego absurdu, wystarczyłaby szczpta. Mimo wszystko pozostaję pod ogromnym wrażeniem całego spektaklu, składając gromkie brawa dla niebywałej scenografii Mirka Kaczmarka, wnikliwej analizy dramaturgicznej Olgi Śmiechowicz, uważnej reżyserii Jana Klaty, fenomenalnej muzyki Michała Nihil Kuźniaka oraz aktorów, którzy dali radę to wszystko unieść.

Magdalena Mąka
Dziennik Teatralny Gdańsk
9 lipca 2020
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...