"Skrzypek na dachu"... Starego Browaru

"Skrzypek na dachu" - reż. Artur Hofman - Teatr Muzyczny Poznań

Tewje Mleczarza rozważania o życiu na dachu poznańskiego centrum handlowego. Brzmi karkołomnie, ale... udało się!

Każdy ma swoje miejsce magiczne, do którego wraca, jeśli nie dosłownie, to przynajmniej pamięcią. Nie wszystkie jednak mają to szczęście, że stają się równie sławne jak Anatewka ze "Skrzypka na dachu". Kto miał odrobinę szczęścia i kupił zawczasu bilet, mógł osobiście odwiedzić w sobotnią noc Anatewkę urządzoną przez Ryszarda Kaję na dachu Starego Browaru w Poznaniu. 

Światowa premiera musicalu odbyła się w 1964 roku na Broadwayu. Autorzy nie spodziewali się, że historia Fundusze inwestycyjne może aż tak bardzo zainteresować Amerykanów. Może była w tym odrobina kokieterii, a może to sprawa legendy, jaką obrósł ten musical. Bo przecież nie o anegdotę opowiedzianą w tym utworze chodzi.
Literatura, teatr i film wielokrotnie sięgały po temat córek wydawanych za mąż niezgodnie z tradycją. Ale nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na ojca, w tym wypadku biednego mleczarza, który jest zarazem prostodusznym małomiasteczkowym filozofem. Kimś, z kim można by się zaprzyjaźnić, który słucha, a nie poucza. I zdaje się, że właśnie ta oparta na prostych zasadach filozofia życiowa głównego bohatera zadecydowała o sukcesie.

Śpiewana i tańczona historia Tewie Mleczarza przestała być tylko opowieścią o emancypacji i łamaniu tradycji przez młode kobiety, o Żydzie wiecznym tułaczu… Autorzy umiejętnie wyakcentowali problemy uniwersalne, nie zapominając o nawiązaniach folklorystycznych, specyficznym żydowskim humorze i jak na musical wszech czasów przystało - piosenkach.

Nie wiem, czy zadając sobie retoryczne pytanie: "Gdybym był bogaczem?", myślimy o "Skrzypku na dachu". Ale to nie jest jedyny przebój z tego musicalu, który wszedł do języka Polaków dzięki genialnemu przekładowi Antoniego Marianowicza; myślę również o "Anatewce", "Tradycji" czy przejmujących utworach "To świt, to zmrok" lub "Czy mnie kochasz?".

W Starym Browarze największe wrażenie zrobił na mnie Andrzej Ogórkiewicz. To dzięki takim artystom jak on, "Skrzypek" ciągle cieszy się popularnością. Ogórkiewicz umiejętnie łączy realizm z groteską, żydowską metafizykę z humorem i przede wszystkim świetnie śpiewa.

Podobała mi się także Jolanta Podlewska jako jego żona Gołda. Świetne były sceniczne córki Ogórkiewicza: Magdalena Wilczyńska (Cajtla), Natalia Puczniewska (Hudel) i Barbara Gutaj (Chawa).

Kolejny mój "Skrzypek na dachu". Z każdego coś mi pozostało w pamięci. Nie zapomnę sceny finałowej w realizacji Teatru Muzycznego w Gdyni (1984) roku, kiedy Jerzy Gruza (reżyser) otworzył tylną kulisę, tworząc złudzenie perspektywy, aby Żydzi opuszczający Anatewkę szli i szli...

W tym samym roku widziałem premierę poznańską, z której nie zapomnę kreacji Edwarda Kmiciewicza jako Tewie Mleczarza. Po dłuższej przerwie zobaczyłem "Skrzypka na dachu" w Hali Ludowej we Wrocławiu. Scenografię zaprojektował Ryszard Kaja. Ale była to zupełnie inna scenografia niż ta na dachu Starego Browaru. Była dokładnie jak wycięta z obrazów Marca Chagalla. Nigdy jej nie zapomnę.

W 2005 roku w Teatrze Muzycznym w Poznaniu Artur Hofman wyreżyserował "Skrzypka" jako rzecz bardzo kameralną, niemalże psychologiczną, zupełnie inaczej niż wszystkie realizacje, jakie wcześniej widziałem. I wreszcie ostatnia, przeniesiona z poznańskiego Teatru Wielkiego na dach jednego z najbardziej popularnych miejsc w Poznaniu.

Zapamiętam kreację Andrzeja Ogórkiewicza jako Tewie Mleczarza i naturalną przestrzeń. Zabrakło tylko rozgwieżdżonego nieba…

Stefan Drajewski
Głos Wielkopolski
13 czerwca 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...