Śląska polifonia

,,Węgla nie ma" - reż. Jacek Jabrzyk - Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach - 17.09.2022

Czy da się w jednym spektaklu połączyć tematy takie, jak: ekologia, LGBT+, kryzys migracyjny na wschodzie, wojna, rozliczenie z przeszłością, regionalne stereotypy, poszukiwanie tożsamości? Czy da się w jednym spektaklu połączyć style takie, jak: surrealizm, futuryzm, komedia, groteska, czarny (węgiel) humor? I w końcu, czy da się w jednym spektaklu połączyć język polski, język śląski oraz głos Ukrainy?

Reżyser spektaklu ,,Węgla nie ma" Jacek Jabrzyk przyznaje, iż ze Śląska nie pochodzi i patrzy na temat oczami przybysza. Dramaturg Przemysław Pilarski również ma korzenie nieśląskie. I ja przyznam się do mojej perspektywy z pozycji zewnętrznej obserwatorki krainy Polski węglem płynącej.

Każda postać w swej charakterystyce jest wielopłaszczyznowym portretem Śląska. Główny bohater - Edward Twarz Zagłębia (grany przez Michała Majnicza) - ukazuje proces przebranżowienia się oraz migracji za pracą mieszkańców Śląska. Edward kiedyś był górnikiem mającym swój epizod we Francji (nawiązanie do Polaków, którzy masowo wyjechali do Nord-Pas-de-Calais), a obecnie jest detektywem. Kabaretowy ,,Sęk" tkwi w sprawie, którą właśnie zajmuje się Edward. Jego zadaniem jest zbadać, dlaczego na Śląsku nie ma Ślązaków. Spektakl opływa w komediowe zagrania ukazujące stereotypy, w które latami ubierany był Śląsk. Wątek podziału na Zagłębie i Śląsk skwitowany jest zdziwieniem bohatera z braku kontroli paszportowej podczas przekraczania granicznej rzeki - Brynicy. Kolejną postacią, w której już samym imieniu czytamy specyfikę i historię Śląska jest Peter/Piotr/Pyjter (grany przez Marcina Gawła). Razem z Omą (Grażyna Bułka) tłumaczą detektywowi, dlaczego są ostatnimi Ślązakami na tej ziemi. I w tym momencie z ascetycznej scenografii (Anna Maria Karczmarska i Mikołaj Małek), której tak naprawdę nie ma (jak mówi głos z offu scenografia jest uboga tak, jak pejzaż samego Zagłębia) przenosimy się w świat futurystycznej baśni. Na scenie zaczyna pojawiać się roślinność, jak z obrazów Teofila Ociepki. Natura odradza się, niczym delfiny przypływające do portów podczas największego lockdownu, a to za sprawą nieużywania węgla. Co musiało się stać, aby odstąpiono od węgla? Ślązacy polecieli w kosmos (i to katowickim spodkiem). Uciekli przed Orkami, które opanowały ich krainę. Połączenie mniejszości etnicznej oraz języka regionalnego z futurystycznymi tematami kojarzy się z ,,Afrykańskimi korzeniami UFO". W końcu odsłania się Śląsk, który nie jest pokazany tylko jako zespół pieśni i tańca ludowego.

Śląsk to gąbka o skomplikowanej strukturze, która wchłania różnorodne wpływy (m. in. popkulturę Zachodu) i wyciśnięta daje w efekcie wielobarwny kolaż, którym jest rzeczony spektakl. Wychodząc od zapomnianego, kojarzonego tylko z kluskami regionu, przechodzimy przez Gwiezdne Wojny i Gumisie (Gumiklyjzy, które dodają mocy niczym sok z gumijagód), a dochodzimy do tematu współczesnej tkanki społecznej Śląska, którą stanowią również imigranci z Ukrainy i Białorusi. I tutaj należałoby wspomnieć o Poli (w której rolę wciela się Kateryna Vasiukova). Imię Pola również nie jest przypadkowe. Prawdopodobnie nawiązuje ono do epizodu życia aktorki Poli Negri, w którym to mieszkała w Sosnowcu. Postać grana przez Vasiukovą jest kluczową dla zakończenia spektaklu, a co za tym idzie dla współczesnego czytania Śląska. Pola jest symbolem młodego pokolenia, dla którego ,,najbardziej odnawialnym źródłem energii jest miłość". Scena, w której Edward i Peter/Piotr/Pyjter dyskutują o przeszłości Śląska, a Pola nie zwraca na nich uwagi i zatraca się w tańcu pokazuje, jak zmienia się pewna narracja prowadzona w krainie węgla.

Ciekawym plot twistem jest również wyjawienie, iż Pola kocha Bellę. Wątek miłości niemożliwej do zrealizowania ze względu na odległość (ukochane są rozdzielone przymusową migracją), jak również przez ich homoseksualny charakter relacji. Monolog Kateryny Vasiukovej chwyta za serce (przynajmniej w jego początkowej części, ponieważ rozbudowanie i wydłużenie mu nie służy). Możliwość wysłuchania kogoś, kto nie miał głosu cały spektakl (Pola nie mówi w trakcie przedstawienia, pisze tylko zdawkowe informacje na kartce) daje piorunujący efekt. Może być również czytane jako wyrażenie hasła ,,Giving voice to the voiceless" (które jest coraz bardziej popularne w otaczającej nas rzeczywistości).

Pomieszanie wielu form i gatunków daje ciekawy rezultat, a rzeczona mieszanka może być czytana jako metafora tygla kulturowo-językowego, jakim jest Śląsk. Gra z autostereotypami poszerzona o refleksję nad współczesną tkanką społeczną Śląska jest dowodem dojrzałości regionu. Wielość wątków zawarta w tym spektaklu jest zadziwiająca. Jednak jeszcze bardziej zadziwiający jest fakt, że reżyserowi udało się to zszyć w tak misterny sposób.

Aleksandra Szczęsna
Dziennik Teatralny Warszawa
26 września 2022
Portrety
Jacek Jabrzyk

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia