Śląski weekend czeski

"Viva Verdi" - Scena Polska oraz "Sen Nocy Letniej" - Teatr Aréna

W miniony weekend na scenie Teatru Śląskiego zagościli nasi sąsiedzi zza czeskiej granicy. W sobotę zaprezentowała się Scena Polska czeskiego Teatru Cieszyńskiego, natomiast w niedzielę wystąpili aktorzy z Teatru Aréna z Ostrawy. Katowicka publiczność mogła obejrzeć dwa różne zespoły i dwa różne spektakle, ale oba na swój sposób mówiły o magii teatru, która wabi do siebie zarówno wybitnych twórców, jak i zwykłych widzów

Pierwszy ze spektakli - „Viva Verdi” zaprezentowany przez Scenę Polską Těšinskego Divadla z Czeskiego Cieszyna to poetyckie, choć nie stroniące od patosu przedstawienie. Spektakl opowiada historię dwóch wybitnych twórców - Giuseppe Verdiego oraz Arrigo Boito - poety, librecisty i kompozytora. Boito poznajemy jako podstarzałego artystę, męczącego się nad swoim ostatnim dziełem - operą opowiadającą o Neronie. Towarzyszka Boito, młoda pianistka z Polski Anielka, nakłania swojego mistrza do zwierzeń.

W retrospekcyjnych obrazach przedstawiających dzieciństwo i młodość Boito oraz jego późniejszą współpracę z Verdim poznajemy kolejne etapy życia poety, w trakcie których dojrzewał do swoich artystycznych wyborów. Związek dwóch przyjaciół-artystów odsłania lęki, niepewność oraz całą gamę uczuć, jakie towarzyszą ludziom wzajemnie się szanującym, darzących podziwem, miłością, ale też nienawiścią i zazdrością. Wszak taki duet jak Verdi i Boito trafia się szczęśliwie w muzyce raz na sto lat! Dzięki ich współpracy powstały jedne w najlepszych światowych oper.  

Spektakl opowiada nie tylko o współpracy dwóch geniuszów, ale także o samej sztuce scenicznej i o przemianach jakie zachodziły w myśleniu o teatrze, między innymi za sprawą Ryszarda Wagnera. Pojawiają się pytania o sens sztuki teatralnej, o jej rolę i wpływ na zwykłych ludzi. 

Reżyser spektaklu, Michael Tarant, oddał w inscenizacji atmosferę dziewiętnastowiecznej Europy - ogarniętej rewolucyjnymi hasłami walki o wolność i natchnionej romantycznym duchem. Losy głównych bohaterów rozgrywają się na tle wydarzeń historycznych – dążeń Włoch do zjednoczenia. Nie brak też polskich motywów z walk powstańczych, pojawia się poezja Mickiewicza, a flagi włoskie powiewają tuż obok biało-czerwonych barw. Elementy te przypominają o polskich korzeniach Boito, które nie pozostały bez wpływu na jego twórczość. 

Reżyserowi udało się zgrabnie skomponować sceny zbiorowe, które wypadają bardzo plastycznie i napełniają spektakl dynamiką. Choć Tarant nie ustrzegł się patosu, który dodatkowo podkreślają kłęby dymu oraz muzyka operowa, stanowiące tło dla niektórych scen, to jednak trudno czynić z tego zarzut, ponieważ wpisuje się on w poetykę przedstawienia i atmosferę czasów, w których rozgrywa się akcja. Samej publiczności katowickiej taka stylistyka zdaje się najzupełniej odpowiadać, ponieważ na koniec podziękowała aktorom oklaskami na stojąco, szczególnie entuzjastycznie traktując odtwórcę roli Verdiego, Karola Suszkę.  

Z kolei zpełnie odmienną, bo nowoczesną inscenizację „Snu nocy letniej” zaprezentował w niedzielę Teatr Aréna z Ostrawy. Szekspir po czesku bez wątpienia Polaków bawi, zwłaszcza, że teatromanom treści utworu nie trzeba przedstawiać. Jednak w czasie trwania spektaklu widzowie mieli zapewnione tłumaczenie symultaniczne, dzięki czemu zaproponowano nam poezję szekspirowską w miksie polsko–czeskim.  

Na potrzeby spektaklu przygotowano bardzo skromną scenografię. W zasadzie scenografią był tylko księżyc wiszący cały czas nad sceną i dwie niebieskie ławki ustawione po obu stronach sceny. Reszta skromnych rekwizytów i elementów scenografii była wnoszona na potrzeby kolejnych scen. Na przykład Tytanię za każdym razem wprowadzano w czerwonym łożu z zasłonami. Łoże to było może zbyt  małe dla wdzięków Tytanii, ale czerwone barwy oddawały erotyczny charakter królowej elfów. Jej świta natomiast, przedstawiała się w tej inscenizacji równie skromnie, poza zielonym kostiumem Groszka, odróżniającym się znacznie na tle stonowanej czerni innych elfów. Efektownie wypadł przemieniony w osła Spodek, którego odziano w lateksową czerwoną maskę z takąż kamizelką, przypominającą, kostium z sexschopu.  

Na ogól jednak bohaterowie ubrani byli w stroje współczesne, ze szczególnym uwzględnieniem „mrocznej” Heleny, której strój nakazywałby jej raczej pójście na koncert grupy heavy metalowej niż nocne spacery po lesie. Nie sposób było nie zwrócić uwagi na kostium Oberona w postaci ciemnego garnituru, czerwonych butów i peruki z czarnych włosów przyodzianej wiankiem. Dodając do tego dość korpulentny wygląd i siwą brodę, bardzoej przypominał Bachusa niż szekspirowskiego Oberona. Z kolei Puk dostał rozdwojenia jaźni i znalazł sobie alter ego. Obu łączyły zdolności muzyczne – jeden grał na gitarze, a drugi na skrzypcach, dzięki czemu wprowadzali na scenę elementy muzyczne, a czasami nawet wyśpiewując strofy z Szekspira.  

Na koniec, tak jak wynikało to z zamysłu samego autora trupa ateńskich aktorów rozbawiła publiczność swoim niezdarnym przedstawieniem o tragicznej miłości Priama i Tyzbe. Widać już Szekspir dostrzegał urok w kiepskich przedstawieniach, przygotowywanych wówczas często przez amatorów. Końcówka spektaklu bez wątpienia wypadła czeskim aktorom najzabawniej. Można się nawet zastanawiać, czy zespół z Ostravy nie za bardzo poszedł w stylistykę teatralną spod znaku Spodka, Pigwy i Dudka. Ale komu to przeszkadza? W końcu Szekspir i po czesku potrafi nas bawić.

Barbara Wojnarowska
Dziennik Teatralny Katowice
23 września 2009

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia