Słowa nie mają już nic do powiedzenia

"Hamlet" - reż. Maja Kleczewska - Teatr Polski w Poznaniu

"Hamlet" Mai Kleczewskiej jest ciekawym, współczesnym widowiskiem, wykorzystującym technologiczne możliwości. Odbiorca, wybierając jeden z kanałów i zmieniając w trakcie przedstawienia swój wybór, decyduje, które postaci będzie słyszał, za kim podąży.

Kolejki po słuchawki to tradycyjny widok podczas Malta Festival - Poznaniacy spragnieni zabawy od kilku lat ustawiają się po nie, żeby tańczyć podczas silent disco. Uczestnicy imprezy tego typu, mając na uszach słuchawki, mogą na bieżąco wybierać, który z trzech kanałów oferuje ich zdaniem najlepszą muzykę, a potem wirować w jej rytmie. Dla niektórych silent disco jest kluczowym wydarzeniem Malty, przy którym bledną wszystkie spektakle i inne działania.

W tym roku, dwa tygodnie przed festiwalem, kolejki po słuchawki tworzyły się jednak przy okazji spektaklu - chętnych, żeby obejrzeć w Starej Rzeźni "Hamleta" w reżyserii Mai Kleczewskiej, premierę Teatru Polskiego w Poznaniu, nie brakowało.

W kontekście tego przedstawienia słowo "obejrzeć" wydaje się słowem niewystarczającym - raczej wypadałoby powiedzieć "doświadczyć", "wejść w świat spektaklu".

Widzowie wyposażeni w słuchawki mogli bowiem, podobnie jak w przypadku muzycznej imprezy, decydować o odbiorze i skali swojego zaangażowania.

KWESTIA WYBORU

"Hamlet" Kleczewskiej jest ciekawym, współczesnym widowiskiem, wykorzystującym technologiczne możliwości. Odbiorca, wybierając jeden z kanałów i zmieniając w trakcie przedstawienia swój wybór, decyduje, które postaci będzie słyszał, za kim podąży, czyje rozmowy i monologi okażą się dla niego najważniejsze. W kluczowych scenach na wszystkich kanałach słyszymy ten sam przekaz.

Na początku możliwość wyboru jest dla niektórych przez chwilę dezorientująca - przyzwyczajenie do linearnego odbioru spektakli w teatrze powoduje, że pojawiają się pytania: jak wybrać? Jak zdecydować? Czy da się usłyszeć, zobaczyć, przeżyć wszystko? Po kilku pierwszych scenach większość widzów znajduje jednak swój sposób poruszania się po przestrzeni przedstawienia i dokonuje kolejnych wyborów, a te nie dotyczą tylko tego, co słyszane.

W "Hamlecie" część Starej Rzeźni zmienia się w królewski pałac. Spektakl, którego scenografię stworzył Zbigniew Libera, grany jest w otwartej przestrzeni, podzielonej na dwie sale.

Przez większość czasu w jednej z nich transmitowany jest film, który pozwala śledzić akcję rozgrywającą się symultanicznie w drugiej sali. Widzowie mogą poruszać się swobodnie - nic, oprócz przyzwyczajeń, ich nie ogranicza. Tak, jak decydują o tym, co słyszą, mogą też decydować o tym, co widzą i gdzie aktualnie się znajdują. Mogą też wybierać, jaki dystans będzie dzielił ich od aktorów - czy zachowają bezpieczną, dobrze im znaną odległość, zazwyczaj dzielącą scenę i widownię, czy zdecydują się ją zmienić, przekroczyć, naruszyć - wejść do książęcej sypialni, usiąść przy królewskim stole, przysiąść się do bohaterów.

PRZEKROCZENIE GRANIC

Co ciekawe, niewielu widzów korzysta z możliwości przekroczenia teatralnych granic. Wokół kolejnych pól gry ustawia się zazwyczaj w bezpiecznej odległości krąg odbiorców. Wyłamują się z niego tylko nieliczni, zafascynowani bliskością aktorów, korzystający z rzadko nadarzającej się okazji zmiany teatralnych przyzwyczajeń.

Wydaje się, że najbardziej w tej konwencji nieskrępowanego odbioru odnajdują się najmłodsi widzowie swobodnie podążający za bohaterami, poruszający się między nimi, przyglądający się im z bliska, śmiało wkraczający w scenografię. Jest też wiele momentów, kiedy działania aktorów rozgrywają się wśród publiczności, wykorzystując naturalnie formujący się tłum. Przez cały czas trwania spektaklu obserwowanie reakcji innych widzów, ich emocji, zdziwień, zachwytów, obaw jest tak samo fascynujące jak przyglądanie się aktorom.

Ciekawe jest również to, jak na odbiór spektaklu wpływa, zazwyczaj zakazana w teatrze, możliwość używania telefonów komórkowych. Część widzów z zapałem filmuje kolejne sceny, robi zdjęcia, włącznie z selfie. Niektórzy przemieszczają się w przestrzeni, fotografując rekwizyty. Po kilku dniach od premiery można było zobaczyć, jak spektakl żyje własnym życiem w social mediach - na Facebooku czy Instagramie.

WIELOJĘZYCZNOŚĆ

W spektaklu Kleczewskiej występują osoby różnych ras i narodowości. Decyzja, by w tytułowej roli obsadzić, wyłonionego podczas castingu ukraińskiego aktora Romana Lutskiy'ego powoduje, że mocno zostaje zarysowana opozycja między księciem a resztą dworu. Hamlet staje się obcym, innym, co podkreśla jego mowa.

Ciekawym zabiegiem jest również wprowadzenie w przestrzeń spektaklu językowej ułomności - postać Horacja wzorowana jest na Stephenie Hawkingu, któremu choroba ograniczyła możliwości komunikacyjne.

Przyjaciel Hamleta mówi niewyraźnie, jego przekaz balansuje na granicy zrozumienia.

Przy całej wizualnej i audialnej niezwykłości spektaklu, na którą oprócz rozwiązań technologicznych składają się również muzyka skomponowana przez Cezarego Duchnowskiego i ruch opracowany przez Kaję Kołodziejczyk, mocno wybrzmiewa pytanie o jego współczesne znaczenie, o tekst.

Co niosą ze sobą dzisiaj słowa wypowiadane przez aktorów? W inscenizacji słyszymy język Szekspirowskiego oryginału w przekładzie Stanisława Barańczaka i zdecydowanie odmienny, szorstki, mechaniczny język "HamletaMaszyny" Heinera Müllera w tłumaczeniu Jacka Stanisława Burasa.

Nietrudno oprzeć się wrażeniu, że pojawiająca się kilka razy podczas spektaklu fraza: "Moje słowa nie mają już nic do powiedzenia, mój dramat już się nie odbędzie" najlepiej oddaje pytanie o znaczenie dramatu Szekspira dzisiaj. Być może nie warto już pytać o słowa, być może nie warto się ich kurczowo trzymać i nie trzeba ich rozumieć. Być może dialog z przestrzeni tekstu dramatu przeniósł się w przestrzeń spektaklu - bezpośredniego, namacalnego spotkania widza z aktorem, widza z widzem, Polaka z Ukraińcem. Szkoda tylko, że ten niezwykle mocny gest zostaje przekreślony przez niefortunne zakończenie, stawiające autentyczność międzykulturowego dialogu pod znakiem zapytania.

WYTRZYMAŁOŚĆ

Premierowe spektakle "Hamleta" grane były w ponad trzydziestostopniowym upale. W repertuarze każdego dnia widniały dwie godziny spektaklu: 18 i 20.30. Można jednak powiedzieć, że tak naprawdę odbywał się jeden spektakl rozpoczynający się o 18, pozwalający widzom eksplorować teatralną rzeczywistość przez prawie 6 godzin - aktorzy i realizatorzy grają spektakl dwa razy pod rząd, płynnie przechodząc z pierwszego w drugi, za co należy im się podziw i szacunek.

Wytrwałym widzom takie rozwiązanie umożliwia obejrzenie kolejnych scen z innej perspektywy, odtwarzanie historii "Hamleta" niemalże bez końca. W bogactwie doświadczeń, które oferuje "Hamlet" Mai Kleczewskiej, zdecydowanie warto doświadczyć również i tego niecodziennego, teatralnego zapętlenia.

Agata Wittchen-Barełkowska
www.kulturaupodstaw.pl
4 lipca 2019
Portrety
Maja Kleczewska

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia