Słowacki na pustyni

"Książę Niezłomny" - reż. Paweł Świątek - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Sztandarowy utwór epoki romantyzmu, post-apokaliptyczna scenografia i dźwięki głośniejsze niż słowa - taki pomysł na pierwszą premierę sezonu zrealizował Paweł Świątek w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi.

Słowacki, tłumacząc Calderona de La Barca, na tyle ingerował w oryginał tekstu, że polską wersję hiszpańskiego dramatu traktuje się jako osobne dzieło. Historia opowiedziana w "Księciu Niezłomnym" jest prosta, cały wydźwięk tego tekstu koncentruje się na tytułowym bohaterze. Nie chcąc oddać chrześcijańskiej Ceuty Maurom, portugalski infant dostaje się do niewoli. Kiedy z ratunkiem przybywa mu brat, niosąc od króla rozkazy wymiany więźnia na święte miasto, Don Fernand odmawia. Pragnie pozostać w niewoli i umrzeć jako niezłomny książę, który do ostatniego tchnienia postępować będzie zgodnie ze swoją wiarą. Romantyczny męczennik, osamotniony w swojej honorowej walce, jest sztandarową postacią epoki.

Przywołanie właściwej treści utworu jest w tym miejscu jak najbardziej uzasadnione, gdyż trudno wynieść ją ze spektaklu Pawła Świątka. Słowa rozmywają się w natłoku dźwiękowych ozdobników i nie zawsze zrozumiałych zabiegów formalnych. Najbardziej atrakcyjnie przedstawia się scenografia (Marcin Chlanda). Zakopane w pustynnym piasku samochody przywołują post-apokaliptyczne wizje rodem z filmu "Mad Max". Aktorzy w hełmach, poruszający się trochę jak roboty, trochę jak kosmici, zdają się pochodzić z zupełnie odmiennej od znanej nam rzeczywistości. Nowatorsko przedstawiona została męczeńska śmierć Don Fernanda (Paweł Paczesny). Zostaje on przywiązany do dachu samochodu. Kona w towarzystwie najwierniejszego przyjaciela Don Żuana (Radosław Osypiuk). Jednak w przeciwieństwie do oryginału nie doświadczymy tutaj ostatecznego triumfu infanta, który śmiercią przypieczętował swoje duchowe zwycięstwo.

Nie można pozbyć się wrażenia, że momentami język Słowackiego traktowany jest prześmiewczo. Monologi Don Fernanda kierowane do publiczności brzmią jakby wypowiadał je od niechcenia. Słowa pozbawione emocji zagłuszane są przez efekty dźwiękowe (Dominik Strycharski), dopasowane do każdej minuty spektaklu. Dialogi bohaterów przerywa od czasu do czasu Brytasz (Iwona Karlicka), urządzając rockowy koncert. Pośród wielu interesujących brzmień nie zabrakło serii wysokich tonów, które zgotowały widzom prawdziwy test wytrzymałości.

Całość od strony formalnej prezentuje się bardzo ciekawie. Widzowie spragnieni niekonwencjonalnego podejścia do klasyki literatury bez wątpienia będą usatysfakcjonowani. Spektakl dopracowany wizualnie i dźwiękowo traci, kiedy próbujemy doszukać się w nim treści. Pustynia króluje nie tylko na scenie, ale i w wymowie. Oryginalna inscenizacja być może przyciągnie do Teatru im. Stefana Jaracza nowych widzów, chociażby fanów science fiction. Niestety stałych bywalców, przyzwyczajonych do spektakli na najwyższym artystycznym poziomie, może zniechęcić.

Agata Wlazło
Teatralia
2 grudnia 2015
Portrety
Paweł Świątek

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia