Słowacki w rękach Peszka

rozmowa z Janem Peszkiem

Wrocław był argumentem, żeby trochę tu popracować, takim samym jak lalki, które w teatrze dla mnie są obiektami magnetycznymi

Rozmowa z Janem Peszkiem, reżyserem "Sło" we Wrocławskim Teatrze Lalek, przed piątkową premierą.

"Sło" wpadło Ci w ręce przypadkiem?


Przypadkowo w teatrze nic się nie dzieje. Do końca grudnia świętujemy w całej Polsce Rok Słowackiego i dyrektor teatru Roberto Skolmowski zamówił sztukę o tym wieszczu, by też dwusetną rocznicę jego urodzin artystycznie zaakcentować, a mnie namówił, bym tę rzecz wyreżyserował. Autora, Mateusza Pacułę, znam z krakowskiej szkoły teatralnej i czytałem kilka jego dramaturgicznych próbek.

"Sło" to oczywiście pierwsza sylaba nazwiska Juliusza Słowackiego...

Zgadza się. Pomysł tej sztuki autor wpisał w strukturę gry komputerowej. Występuje mnóstwo postaci, które duet aktorów - Tomek Maśląkowski i Sławek Przepiórka - podzielił między siebie. Są to postaci bardzo różne, bo wzięte z rzeczywistości, jak na przykład matka poety Salomea Becu, czy bohaterowie jego sztuk, m.in. Don Ferdynand z dramatu "Książę niezłomny". Są postaci zmyślone całkowicie przez autora, np. Szatan czy Gracz. Najkrócej mówiąc, jest to historia o manipulacji, która bywa istotą większości gier. W tym wypadku to manipulacja wokół wielkiej postaci, którą wszyscy znamy. To gra o Słowackim, ze Słowackim, wokół Słowackiego czy też wreszcie z mitem i oceną tego wieszcza.

Będziecie manipulowali postacią wieszcza?

Od dawna postacią wieszcza manipulują wszyscy, więc my też jesteśmy na to skazani. Pierwsi jego obrazem w naszych oczach próbowali manipulować edytorzy dzieł. Swój obraz Słowackiego na podstawie owych dzieł i dokumentów z epoki stwarzali historycy i teoretycy literatury, poloniści, autorzy biografii, ale i pisarze, i poeci, którzy się Słowackim zajmowali. Każda taka interpretacja jest, w moim przekonaniu, manipulacją, bo zyskujemy obraz daleki od prawdy, której nikt przecież nie znał.

Nie musimy we wszystko wierzyć, chyba na tym polega teatralna czy literacka zabawa.

Wystarczy zestawić dwie ważne książki, Jarosława Marka Rymkiewicza "Słowacki. Encyklopedia" i jedną z najnowszych, moim zdaniem, najbardziej interesującą książkę biograficzną "Słowacki. SzatAnioł" Jana Zielińskiego. Zwłaszcza ta druga, w której autor próbuje pokazać, co w poecie było anielskie, a co szatańskie. Powyciągał historie z życiorysu poety, które były całe lata wstydliwie ukrywane. Ponieważ w Polsce mamy niewielu tych Wielkich naprawdę przez duże "W", to lubimy zbudować im ogromny cokół, a na nim postawić wielki, nienaruszalny, spiżowy pomnik, nie oglądając się na fakty i prawdę. To jest nasza polska ułomność wynikająca z kompleksów.

Jak rozumiem, będziecie próbowali dyskutować ze zdaniem profesora Pimki z "Ferdydurke" - "Słowacki wielkim poetą był" - i odebrać temu autokratycznemu stwierdzeniu moc?

Tekst "Sło" otwiera możliwość prowadzenia bardzo wielu gier z mitami i niepodważalnymi prawdami. Pacuła, podobnie jak Zieliński w swojej książce, stawia tezy, nie mówi, że tak było. Oglądamy więc wiele scen, jakby krótkich obrazków, puzzli i z nich sami składamy sobie obraz Słowackiego. Ta sztuka ma bardzo ciekawą i nowoczesną konstrukcję.

Zastanawiam się, dlaczego dyrektor Skolmowski do tej sztuki wybrał Ciebie i co Ciebie w to wciągnęło?

Jak pamiętasz, ponad rok temu zostałem zaproszony do cyklu "Teatr papierowy - sztuka Czytania". Jednocześnie dyrektor namawiał mnie, żebym przeprowadził na kanwie przygotowywanej sztuki swego rodzaju warsztat z jego aktorami. To mnie bardzo zainteresowało, bo to trochę co innego zrobić szybko premierę, a co innego pracować razem nad warsztatem. Sam proces pracy...

... który lubisz najbardziej...

Oczywiście, najbardziej lubię i nigdy się tego nie wyrzeknę, bo daje mi wiele przyjemności i satysfakcji. Na pomysł przystałem z różnych powodów. Jednym z nich był sam Wrocław, do którego przyjeżdżam z wielką radością, bo tu się ze wszystkich miast w Polsce najlepiej czuję.

Mogę przysiąc za Ciebie, że to nie jest tylko kurtuazja, bo przez wiele lat grałeś na scenie Teatru Polskiego, a teraz jesteś w obsadzie dwóch sztuk we Wrocławskim Teatrze Współczesnym: "Kartoteki" Różewicza i "Księgi Rodzaju 2" Wyrypajewa.

Oglądałem na świecie setki teatrów lalek. Taki teatr przenosi nas często w rejony dzieciństwa. To są przeżycia innego rzędu, w których dobudowujemy sobie inne światy.

Czy w "Sło" będą lalki?

Nie powiedzieliśmy tego, a to ważne. Będą lalki, ale u nas, z natury szalenie uproszczonej gry, którą proponuje autor, część lalek będzie potraktowana niemal bestialsko. Będą doprowadzone do pewnego skrótu, ale też ich animatorowi stworzą zupełnie nowe możliwości twórcze. To nie będzie animacja, którą znamy i do której jesteśmy przyzwyczajeni. Tego wymaga materia sztuki. Wydawało mi się, że posługiwanie się technikami ogólnie znanymi w tekście, który otwiera inne drzwi wyobraźni, tutaj kompletnie nie pasuje. Będzie bardzo dużo bardzo różnych technik.

Tradycyjnie, trzymam kciuki za premierę.

A ja, tradycyjnie, nie dziękuję...

"Sło", piatek, sobota, godz. 18, bilety: 20-30 zł.

Krzysztof Kucharski
POLSKA Gazeta Wrocławska
22 października 2009
Portrety
Jan Peszek

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia