Słuchać, doświadczyć, spotkać

"Dom dźwięku" - reż. Wojtek Blecharz - Małopolski Ogród Sztuki

„Instalacja performatywna" Wojtka Blecharza jest stosunkowo prostym w formie eksperymentem teatralnym, który niespodziewanie otwiera przed nami ogromne pole do rozważań teoretycznych, nie tylko dotyczących postrzegania dźwięku, ale także tych związanych z zagadnieniami typowo teatrologicznymi. Jest to także projekt, który przypomina o współodpowiedzialności, za kształt tego, w czym akurat uczestniczymy, co w kontekście teatru jest niezwykle istotne.

Podchodzę, oglądam, uderzam, słucham, idę dalej. Podchodzę, oglądam, szarpię, słucham, idę dalej. Rozglądam się. Ci, którzy weszli wraz ze mną do „Domu dźwięku" robią podobnie. Powoli snują się między rozstawionymi w Małopolskim Ogrodzie Sztuki instrumentami. Początkowa dezorientacja i niepewność zostają szybko zwyciężone przez ciekawość. Dłonie chwytają pałeczki i zaczynają uderzać, coraz śmielej, coraz mocniej, coraz szybciej. Po chwili dostrzegamy rozstawione na pulpitach partytury – proste komendy a nie skomplikowane układy nutowe – możemy je wykonywać, ale nie musimy. I znów pojawia się wątpliwość. To już wszystko? Nic więcej nie będzie? Parę kawałków metalu, drewniane stołki i „róbta co chceta" przez pięćdziesiąt minut? Nie. To nie wszystko.

„Dom dźwięku" Wojtka Blecharza, kompozytora i muzyka, który o teatr ocierał się już kilkukrotnie, nie jest ani spektaklem, ani koncertem, ani utworem, ani rzeźbą. Trudno odnaleźć kategorię, w którą mógłby się wpisać. Przez samych twórców określany jest jako „instalacja performatywna". To faktycznie określenie bodaj najtrafniejsze, jednak oddające przede wszystkim wymiar formalny przedsięwzięcia. Istnienie „Domu" bez uczestników (których w tym przypadku trudno nazwać widzami) jest bowiem niemożliwe – to oni go tworzą, siadając przy instrumentach, wydobywając z nich dźwięki i przede wszystkim zapełniając go swoją obecnością.

Jednak, aby w pełni oddać naturę przedsięwzięcia, które od 1 kwietnia (miejmy nadzieję cyklicznie) możemy oglądać w Małopolskim Ogrodzie Sztuki, należy spojrzeć na nie w kontekście pojęć doświadczenia i spotkania. Za atrakcyjnym w odbiorze (wszak interaktywnym) projektem Blecharza chowa się bowiem poważne i szerokie zaplecze teoretyczne, które odkrywamy z każdą kolejną minutą przebywania w zaprojektowanej przez niego przestrzeni.

Reżyser skłania uczestnika „spektaklu" do refleksji nad fenomenem dźwięku, jako nieustannie obecnego w naszym życiu zjawiska, którego świadomy odbiór jest w przeważającej większości incydentalny, a gdy już nastąpi to zwykle zostaje zbagatelizowany (jak np. dźwięk syreny, na który zwracamy uwagę, bo nam przeszkadza), bądź ubrany w ramy konwencji (koncert, nagranie, impreza muzyczna, czy szerzej: relacja muzyk – słuchacz). Dokonuje tego w dwojaki sposób. W pierwszej kolejności, stawia nas w płynnej pozycji muzyka i nie-muzyka jednocześnie, który staje się w pełni odpowiedzialny za dźwięk, sam w sobie muzyką (w potocznym tego słowa znaczeniu) niebędący, ale mogący się nią stać – z jednej strony poprzez intencjonalne i w tych okolicznościach uświadomione nadanie mu takiej wartości przez jego „twórcę", a z drugiej poprzez łączenie się innymi dźwiękami, wydobywanymi z prostych instrumentów przez inne osoby. Ponadto, Blecharz (prawdopodobnie z niemała rolą dramaturga – Ashbela) tematyzuje „dźwięk i muzykę w naszym życiu" w prostej, ale dobitnej narracji, która w pewnym momencie przybiera charakter zadawania pytań, zmuszających w swej formie do zastanowienia się, w jaki sposób patrzymy na pewne nieodłączne naszemu życiu zjawiska dźwiękowo-muzyczne (nomen omen na pytania te odpowiadamy dźwiękiem). Ma to prowadzić do stworzenia specyficznej, spersonalizowanej i intymnej relacji między uczestnikiem a dźwiękiem i w konsekwencji pozwolić na jego pełne doświadczenie.

O ile jednak próba wykreowania sytuacji, w której uda się sprowokować osoby wchodzące w przestrzeń „Domu" do zbadania fenomenu dźwięku (brzmienia, muzyki), jest niezwykle ryzykowna, gdyż w dużej części przypadków może się po prostu nie udać, ze względu na stosunkowo częsty sceptycyzm wobec tego rodzaju projektów. O tyle Blecharzowi udaje się osiągnąć zupełnie niezwykły efekt spotkania, różnych, obcych sobie ludzi, którzy na odmiennych instrumentach tworzą jedną wspólną, zlewającą się w całość brzmieniową jakość. I bynajmniej nie chodzi tu o wykreowanie standardowej muzyki (jak w przypadku orkiestry, zespołu czy nawet luźnej improwizacji), a raczej poczucie wzajemnych zależności, spojrzenie na osobę, która siedzi na stołku nieopodal, zainteresowanie się jej sposobem wykonywania dźwięku a w końcu zamienienie się z nią i wykorzystanie instrumentu na swój sposób. A wszystko przy równoczesnym skupieniu uwagi na całości brzmienia, zacierającym granice i pokonującym odmienności. Daje to poczucie dużo większej i silniejszej wspólnotowości uczestników „spektaklu", niż ta, której możemy doświadczyć przy projektach teatralnych o innej formule.

„Instalacja performatywna" Wojtka Blecharza jest zatem stosunkowo prostym w formie (choć z pewnością nie tak łatwym w wykonaniu) eksperymentem teatralnym, który niespodziewanie otwiera przed nami ogromne pole do rozważań teoretycznych, nie tylko dotyczących postrzegania dźwięku, ale także związanych z zagadnieniami typowo teatrologicznymi. Jest jednak jeden warunek – do „Domu dźwięku" należy wchodzić z pozytywnym nastawieniem i otwartością na poznawanie, doświadczanie i spotkanie. To ile z niego wyniesiemy, zależy od nas samych.

Maciej Guzy
Dziennik Teatralny Kraków
11 kwietnia 2017
Portrety
Wojtek Blecharz

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...