Smętna stypa po Remusie

"Remus" - reż. Remigiusz Brzyk - Miejski Teatr "Miniatura" w Gdańsku

Teatr Miniatura zmierzył się z powieścią "Życie i przygody Remusa" Aleksandra Majkowskiego. Przedstawienie, wyreżyserowane przez Remigiusza Brzyka, jest niestety nieczytelne.

Teatr Miejski Miniatura zaprosił widzów na spektakl zrealizowany na podstawie powieści Aleksandra Majkowskiego "Życie i przygody Remusa". Tymczasem okazało się, że przybyliśmy na stypę.

Za stołem zasiadło jedenaście białych zjaw (wcielili się w nich aktorzy Miniatury), które opowiadając o losach Remusa, smętnie i maniakalnie namawiały nas, byśmy włączyli wyobraźnię. Duchy powtarzały "Wyobraź sobie, wyobraź sobie", więc wyobrażamy sobie, jak Remus pasie krowy, chodzi do szkoły i wędruje przez Kaszuby, napotykając kolejne postacie wywodzące się ze świata powieści Majkowskiego. Jak spotyka Pana Józefa, żandarmów, adwokata i Trąbę, który staje się jego towarzyszem do czasu, aż śmierć nie zbierze swojego żniwa. Jak walczy ze złym duchem Kaszub Stolemem - strzelając do niego z procy. Jak staje się Skrą Ormuzową. Jak musi pokonać trzy zjawy: Strach, Trud i Niewarto.

I niby są to postacie i historie z powieści Majkowskiego, a jednak... zginęła magia. Nie ma ani Kaszubów i kaszubszczyzny, ani baśniowości. To, że śpiewają "Kaszubski alfabet", nic jeszcze nie znaczy. Aż trudno uwierzyć, że adaptacja Romualda Wicza-Pokojskiego powstała na podstawie tak pięknej powieści, w której świat realny miesza się ze światem kaszubskich legend i baśni, gdzie zmarli ingerują w świat żywych. W której bohater, tajemniczy Remus, Kaszub, jako dziecko zostaje poproszony o pomoc przez uwięzioną królewnę; jako dorosły toczy walkę ze Smętkiem, kaszubskim diabłem. Tak naprawdę jest to jednak opowieść o tożsamości, o przywiązaniu do ziemi i tradycji.

Zastanawiam się, do kogo reżyser Remigiusz Brzyk adresował swojej przedstawienie? Do dzieci na pewno nie, bo nic z niego nie zrozumieją, do młodzieży - szczerze wątpię (to nie jest ich język), ewentualnie mogą je obejrzeć dorośli, ale oni raczej wybiorą się do Teatru Wybrzeże.

Spektakl nawet dla dorosłych jest nieczytelny. Owszem, zobaczymy kilka scen ciekawie pomyślanych - Remus w szkole czy wizyta w dworze. Interesujący jest pomysł, gdy zamiast portretów oglądamy twarze w ramkach. Druga część (znacznie ciekawsza) została ożywiona przez pielgrzymkę, ciekawy był też pomysł z kajdanami. Kiedy aktorzy wstawali z krzeseł, grali z pasją. Uwięzienie ich za stołem sprawiło, że spektakl jest statyczny. Zapewne trudne to zadanie, przez prawie dwie godziny siedzieć za stołem, wygłaszając swoje kwestie...

Nie zobaczymy tu lalek; są co prawda figurki z drutu, ale raczej jako rekwizyt. Cóż, lalki konsekwentnie znikają z przedstawień Miniatury. Nie rozumiem - dlaczego Miniatura próbuje stać się jeszcze jednym trójmiejskim teatrem dramatycznym?

Aktorzy starali się, jak mogli. Niestety, zauważalne były kłopoty z dykcją, czasami ważne kwestie nie docierały do widzów, ginęły w zgiełku muzyki i ogólnym rozgardiaszu. Sama muzyka debiutanta Adriana Jerzego Amrugiewicza zasługuje jednak na uwagę.

Przed spektaklem podobno ma być wygłaszane wprowadzenie do sztuki, ale teatr który trzeba tłumaczyć chyba wielką sztuką nie jest. Choć doceniam, że realizatorzy próbowali zmierzyć się z tekstem Majkowskiego, klasycznym dla regionalnej literatury.

Grażyna Antoniewicz
POLSKA Dziennik Bałtycki
28 października 2014

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia