Śmichy-chichy w Narodowym

"Dumanowski side A i B" - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Przy okazji kolejnej premiery "Dumanowski Side A i B" widzowie Narodowego Starego Teatru w Krakowie znowu zostali wystrychnięci na dudka.

Sceniczna opowieść o wymyślonym przez Wita Szostaka bohaterze - Jozafacie Dumanowskim, który ma obudzić prowincjonalny gród pod Wawelem, to wielka drwina z widzów, przychodzących do teatru, by obcować ze sztuką, przeżyć metafizyczny dreszcz czy po prostu posłuchać pięknej polszczyzny. Już przy wejściu zostajemy przyozdobieni kotylionami ze zdjęciami Dumanowskiego - pana w marynarce, który wedle Szostaka jest wielkim "bohaterem i ojcem Republiki", postacią ożywczą, niezbędną, by przetrwać w sennym Krakowie. Kotylion sugeruje, że będziemy uczestniczyć w zabawie. Może i ten dwuczęściowy spektakl jest farsą polegającą na obśmiewaniu grajdołowatości i prowincjonalności Krakowa, ale tak naprawdę wszystko, o czym tam mowa, "już było", jak śpiewa Rodowicz, i chciałoby się, żeby "nie wróciło więcej". Ani nas ziębią, ani parzą sceniczne popisy ekipy aktorskiej, która po kilkadziesiąt razy przypomina biografię Dumanowskiego, kpiąc z naszego narodowego, a w szczególności krakowskiego przyzwyczajenia do apologii narodowych bohaterów. Aktorzy starają się, ale podobnie jak widzowie zostali przez reżysera Konrada Dworakowskiego wpuszczeni w kanał. Bo choćby nie wiadomo jak się wysilali, i tak nie mają nic ciekawego do opowiedzenia. No, może z wyjątkiem kilku momentów, np. pojedynku Słowackiego z Mickiewiczem (obaj pochowani w wawelskiej krypcie). Wieszczowie siłują się na cytaty i kiedy słyszymy fragmenty ich dzieł, uświadamiamy sobie, że chcielibyśmy obejrzeć coś, co na nas zrobi wrażenie, choćby ich dramaty.

Dlaczego dyrektor Jan Klata decyduje się na prezentację na scenie, bądź co bądź noszącej zaszczytną nazwę "narodowa", mało udanych i niezrozumiałych autorskich spektakli? Czy w teatrze narodowym, który powinien dbać o repertuar najwyższej klasy, realizować przynajmniej edukacyjną misję, zapoznając z narodową klasyką, dopuszczalne jest wystawianie takich gniotów? Cóż, że niektórzy krytycy mogą je nawet pochwalić za nowatorstwo i twórczy ferment. Oczywiście wyłącznie wmyśl twierdzenia, że dzisiejsza wielowymiarowa sztuka dopuszcza wielość interpretacyjną. Kiedyś w tym teatrze Konrad Swiniarski pokazywał swoje "Dziady", a Andrzej Wajda "Wesele". Oba spektakle stały się przyczynkiem do podejmowanych przez media dyskusji o narodzie, byciu Polakiem, patriotyzmie. Przedstawienia takie jak "Dumanowski side A i B" z powodzeniem mogłyby pokazywać na własny rachunek teatry prywatne. Ale nie scena, która ma inne, rzec można - obywatelskie zobowiązania wobec widzów.

Barbara Gruszka-Zych
Gość Niedzielny
10 maja 2013

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia