Śmiertelne niespełnienie

"Do Damaszku" - reż. Jan Klata - Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Sens życia, jawa, sen, podróż, religia, duchowość, miłość, niespełnienie... Aby adekwatnie opisać nową premierę Teatru Starego „Do Damaszku" w reżyserii Jana Klaty powinno się pozostawić te górnolotne hasła bez głębszej refleksji i wyjaśnienia. Poddając zaś je ocenie, można stwierdzić jedno: głupstwo.

Aby bowiem udźwignąć esencjonalny ciężar Strindbergowskiej metafizycznej podróży potrzeba nadać jej wartość. Nie znajduję jej w wydłużonych do granic możliwości scenach, z figurami zamiast pełnowymiarowych postaci, błąkającymi się w scenicznym obłędnym prosektorium. Czy ten popkulturowy przesyt śmiercią może stanowić komentarz do naszych czasów? Bliżej mu do efektownego rekwizytorium znanych i podziwianych chwytów scenicznych reżysera. Mamy więc muzyczne sample stanowiące komentarz do akcji, efektowną, lecz jednolitą i nieco przytłaczającą scenografię (autorstwa Mirka Kaczmarka), będącą metaforą górującą nad całością przedstawienia (podobny chwyt został zastosowany w „Koprofagach" Klaty), a także ton stanowiący mieszankę groteski, kiczu i powagi. Niestety, w ten świat nie chce się wierzyć. Ani w jego niejednoznaczną oniryczną atmosferę, ani w jego metafizyczny wydźwięk, ani w nieprzekonujące absurdalne postaci.

Trzeba przyznać, że Klata wraz z Sebastianem Majewskim, odpowiedzialnym za dramaturgię, mają wyjątkowy słuch do języka. Strindbergowska fraza brzmi aktualnie, płynnie. Klata stara się być współczesny: niegdysiejszy poeta to performer, wielogłowe chimery to gruppies bohatera – idola. Problemem jest, że język nie ratuje samych postaci. Główny bohater Marcina Czernika, który ani na chwilę nie znika ze sceny, powinien fascynować – przyciągać i odpychać jednocześnie, hipnotyzować. Na nim w końcu opiera się całe przedstawienie. Tymczasem Idol budzi litość. Zakłada i zdejmuje przeciwsłoneczne okulary co najmniej kilkadziesiąt razy (jeśli nie kilkaset) przez dwie godziny spektaklu – jakby nie bardzo wiedział, co zrobić ze swoją obecnością na scenie. Najlepiej sprawdza się najmłodsza w obsadzie Justyna Wasilewska – silna i słaba jednocześnie, na przemian władcza i uległa. Żebrak mówiący po łacinie (Krzysztof Globisz) czy Siostra (Dorota Segda) to jednowymiarowe figury, nie mające wiele okazji do pokazania głębi swoich postaci.

„Do Damaszku" zapowiadano bardzo ambitnie: spektakl miał nie tylko mówić o naszej współczesności, lecz także wyznaczać kierunek poszukiwań twórczych Teatru Starego w nowym sezonie. Temat religii, który eksploatowano w zapowiedziach w szczególności, pojawia się mimochodem, w błahych szczegółach, draśnięty jakby na chwilę przypomniano sobie o tym możliwym torze interpretacyjnym. Przy ambitnych zamierzeniach i zapowiedziach oraz próbie pokazania głębi współczesności, „głupstwo" jest jednak okrutną obelgą.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
9 października 2013

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia