Śmieszne słownictwo miłosne

"Z docieków nad życiem płciowem" - reż. Paweł Aigner - Wrocławski Teatr Lalek

Dociekanie, czym jest życie płciowe, może być bardzo poważne, frustrujące, a także po prostu zabawne. I właśnie zabawne jest w wydaniu Wrocławskiego Teatru Lalek, który na Scenie dla Dorosłych wystawił "Z docieków nad życiem płciowem" na podstawie dzieła pod tym samym tytułem autorstwa Stanisława Kurkiewicza i pracy Elzy Croner "Psychika młodzieży żeńskiej"

Stanisław Teofil Kurkiewicz żył naprawdę, był pionierem polskiej seksuologii. Ze spektaklu Pawła Aignera i Macieja Wojtyszki wynika, że doktor Kurkiewicz był postacią niezrozumianą przez sobie współczesnych, a nawet wręcz tragiczną.

Kurkiewicz - słowotwórca, w medycznym sensie próbował określić nieokreślone sfery intymnego życia. Wymyślił karkołomne neologizmy. Warto przytoczyć choć kilka padających ze sceny: samieństwo, oznaczające onanizm, słuchowina, czyli podniecające wyrazy, zdania lub muzyka, wstrzymaństwo - abstynencja płciowa, gmeranka - uprawia ją onanizująca się kobieta, chwalca zwisakowy - mężczyzna chwalący się osiągnięciami erotycznymi.

Zabawne słowa nie przeniknęły do polszczyzny, co tej ostatniej chyba jednak wyszło na dobre. Ten spektakl nie nauczy widzów posługiwania się językiem intymnym, raczej skłoni ich wyłącznie do śmiechu.

Śmiech będzie oczyszczający, bo spektakl - dzięki występującym w nim aktorom - był pełen wdzięku. Prześmieszny był Krzysztof Grębski w roli Kurkiewicza, przed którym z dużym zawstydzeniem siadają pacjentki, a który sam czuje respekt wyłącznie przed Dragonem Kuchennym (znakomita Edyta Skarżyńska). Dragon jest jedyną osobą, która potrafi ustawić pana doktora.

Kurkiewicz pozwala się ponieść gorącym uczuciom do Elzy Croner (Jolanta Góralczyk), stanowiącej dla niego pewną naukową konkurencję.

Widzowie zapewne odczują też lekkie współczucie dla doktora Kurkiewicza, zapaleńca językowego, opętanego misją niesienia kaganka słownej oświaty. Opętanego misją tak bardzo, że zdawał się zapominać o zwyczajnym życiu.

Aktorzy pięknie i ze swadą śpiewali kuplety przyjaciela Adolfa Kitschmana ze Lwowa, z muzyką Piotra Klimka, dzięki czemu spektakl chwilami graniczył z musicalem.

Jedna z ostatnich scen przypomina nieco słynne "Wesele" Wyspiańskiego - wszyscy bohaterowie łączą się w chocholim tańcu. Nic dziwnego, zdaje się, że na próżno zgłębiają dziwaczne nazewnictwo, bo nazwanie intymności niespecjalnie pomaga otwierać się bohaterom.

Dobrym zabiegiem było odsłonięcie okna, za którym widniał pobliski dom handlowy, zupełnie współczesny i przypominający, że także dziś Polacy miewają kłopoty z życiem seksualnym i mówieniem o nim.

Ci wrocławianie, którzy jeszcze przed premierą słali e-maile do Teatru Lalek i protestowali przeciwko plakatowi reklamującemu spektakl, na którym widnieje fotografia czeskiego artysty Františka Drtikola, gdyby obejrzeli "Z docieków..." chyba poczuliby się zawiedzeni. Bo żadnego skandalu nie ma, a jest tylko nieszkodliwa sceniczna zabawa.

Małgorzata Matuszewska
Polska Gazeta Wroclawska
27 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia