Smutne dwie godziny

"Jakiś i Pupcze (Smutna komedia)" - reż. Piotr Szczerski - Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

Najpopularniejszy dramaturg Izraela często grywany w Polsce doczekał się sztuki także w Kielcach. Dyrektor kieleckiego teatru Piotr Szczerski wziął się za adaptację sztuki Hanocha Levina, która w Polsce jeszcze pokazywana nie była - "Jakiś i Pupcze".

Testował ją w czasie Białej Nocy podczas Święta Kielc a publiczność jak zaczarowana siedziała do końca głośnego czytania reagując śmiechem na kwestie padające ze sceny. Spektakl jednak różni się od audycji - czar prysł gdzieś w zbyt dosłownych dopowiedzeniach i łopatologii.

"Jakiś i Pupcze" nosi podtytuł: "smutna komedia" jednak prawdziwe jest tylko pierwsze słowo, z komedią ta sztuka nie ma nic wspólnego. To kolejna, typowa dla Levina opowieść o samotności i szukaniu szczęścia. Tytułowi bohaterowie to dwójka najbrzydszych ludzi, którzy z powodu urody nie mogą znaleźć partnerów, a kiedy wreszcie dzięki swatowi udaje się im ożenić, nie mogą skonsumować małżeństwa. Przez niemal dwie godziny jesteśmy świadkami walki z niestającym przyrodzeniem Jakisia (nazywanym bardzo dosadnie i na wiele sposobów) oraz zabiegami by stanął, najlepiej na godzinie 12. Młodej parze towarzyszą w tym intymnym boju rodziny oraz osoby postronne. Język, jak na Levina przystało, jest bardzo dosadny, szokująco brutalny, a pokazany w sposób groteskowy świat jest ohydny i beznadziejny.

"Jakiś i Pupcze" jest także opowieścią o niezgodzie na bylejakość i powtarzalność beznadziejnych wzorców pokazaną w krzywym zwierciadle małżeńskiej niemocy. Jakiś nie chce, tak jak ojciec i teść, wsadzać w szkaradną i skwaszoną żonę, chociaż teściowa i matka takie właśnie były i są. Poziom agresji i słownego chamstwa lejącego się ze sceny jest jednak porażający. Momentami przypomina kabaretowe skecze na żenującym poziomie, dosadne i mało dowcipne.

Na pochwałę zasługują aktorzy: wzruszający, ale i odpychający Dawid Żłobiński w roli Jakisia, który musi porzucić nadzieję i zaakceptować świat bez piękna, przerysowana i sprowadzona do roli samicy Zuzanna Wierzbińska jako Pupcze. Świetnie partnerują im rodzice: Teresa Bielińska, Ewa Józefczyk, Marcin Brykczyński i Janusz Głogowski. Rewelacyjnie szwagra gra Krzysztof Grabowski, a Edward Janaszek Trompelaza, jak zwykle klasą samą dla siebie jest Joanna Kasperek w roli dziwki. Każda z postaci jest wyrazista i ze swobodą przeskakuje z jednej konwencji teatralnej do drugiej. Blado na ich tle wypada tylko Jerzy Sitarz, kiedy ożywa schodząc z inwalidzkiego wózka. Dowcipny monolog mógł lepiej wybrzmieć w ustach zawodowego aktora niż w amatorskim wykonaniu.

Zaletą kieleckiej adaptacji jest muzyka Zygmunta Koniecznego ładnie budująca nastrój, chociaż ballada śpiewana przez Joannę Kasperek jako żywo przypomina tę tak dobrze znaną "Oczy tej małej", którą Konieczny napisał lata temu.

Brawa dla niezwykle oszczędnej scenografii Hanny Szymczak, która tylko przy pomocy przesuwanych drzwi przenosi widzów w różne światy. Zdumiewające natomiast było wykorzystanie w ostatnim ujęciu pryszniców, które zamieniły scenę w komorę gazową pochłaniającą beznadziejny świat Jakisia i Pupcze. Było to jak przywalenie między oczy tym wszystkim, którzy jeszcze się nie domyślili, że mówiono o miłości w obliczu zagłady i było to o cios za dużo.

Lidia Cichocka
Echo Dnia
21 stycznia 2014

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski