Smutne siostry, wesoła piosenka

"Trzy siostry", Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze

Czechowowskie "Trzy siostry" wyreżyserowane przez Krzysztofa Minkowskiego w jeleniogórskim Teatrze Norwida to opowieść o emocjach, toksycznych związkach i frustracjach. Opowieść, niestety, mocno banalna

Młody reżyser akcję dramatu Czechowa umieścił w odrealnionej przestrzeni, a bohaterów ubrał we współczesne stroje. Sceny zaczerpnięte z tekstu rosyjskiego klasyka przeplótł piosenkami. Czasem zabawnymi, czasem pełnymi rozpaczy. 

Żyjący w błędnym kole codziennych obowiązków prowincjonalni Rosjanie nie zajmują się niczym poza snuciem marzeń o innym życiu. Siostry Prozorow marzą o Moskwie, w której kiedyś mieszkały. Każda z nich także na swój sposób spełnienia szuka w miłości - dla niej są gotowe odłożyć na bok swoją dumę i łamać przysięgę małżeńską. Ich brat Andrzej, choć miał ambicje, by zostać wykładowcą na uniwersytecie, pozostaje w miasteczku uwiązany do dominującej i chciwej żony. Wierszynin, pozornie szczęśliwy i spokojny, marzy o uwolnieniu się od żony-niedoszłej samobójczyni. Każdy jest tu trybikiem układu, który powoli, ale skutecznie niszczy innych.

Trudno zachwycić się w całości najnowszym spektaklem jeleniogórskiego teatru, jednak w "Trzech siostrach" w interpretacji Krzysztofa Minkowskiego można odnaleźć interesujące momenty. Reżyser w nieoczywisty sposób używa muzyki - nie ilustruje za jej pomocą wydarzeń, ale dopełnia poszczególne charaktery, pogłębia rysunek postaci. To jednak nie wystarczy, żeby utrzymać napięcie dramaturgiczne całego spektaklu, który bywa rozwlekły i nużący. Znajdziemy tu typowe dla nowoczesnego teatru aktorstwo - bardziej polegające na działaniu ciałem, ruchu scenicznym, symbolicznych akcjach (jak scena brutalnego seksu Maszy i Wierszynina) niż klasycznym "graniu". Dodatkowo, by podkreślić, że chodzi o emocje bohaterów, Minkowski dystansuje aktorów od ról - Masza wybucha rozdzierającym płaczem, by już za moment przybrać kamienny wyraz twarzy. Właśnie odgrywająca ją Rozalia Mierzicka kreuje najbardziej wyrazistą, magnetyzującą rolę spektaklu, ciekawie wypadają także Robert Dudzik (Andrzej Prozorow) i Jarosław Dziedzic (Fiodor Kułygin). 

Poza ciekawym zamysłem formalnym trudno powiedzieć, dlaczego Minkowski wybrał właśnie dramat Czechowa. Nie prowadzi gry z autorem, nie ironizuje. Prowincję rosyjską reżyser przyrównuje do realiów Jeleniej Góry, jednak ten wątek jest jedynie delikatnie zarysowany, właściwie - zmarnowany. A mówić, że zazdrość, złość i niespełnienie unieszczęśliwiają i niszczą nasz entuzjazm, to przecież banał.

Katarzyna Kamińska
Gazeta Wyborcza Wrocław
19 marca 2009

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...