Śnij, Kordianie

"Kordian" - 34. Opolskie Konfrontacje Teatralne

Czy sztuki twórców romantycznych są nadal aktualne? Czy potrafimy odnaleźć w nich treści nieprzebrzmiałe, uniwersalne?

Z pewnością, o ile reżyser umiejętnie dokonuje ich reinterpretacji i wie, do jakiego widza chce skierować przekaz.

W opolskim Teatrze im. Jana Kochanowskiego tłumy - głównie młodzież licealna. W rękach niektórych paczki z czipsami, napoje, parę dziewcząt ostentacyjnie żuje gumę.

W końcu oficjalnie rozpoczynają się 34. Opolskie Konfrontacje Teatralne. Za chwilę oczom widzów ukaże się kolejna „niespodzianka”. Scena wygląda tak samo, jak podczas spektaklu „Panny z Wilka” w reżyserii Tomasza Koniny. Na pierwszym planie dostrzegamy tę samą metalową konstrukcję, która stanowiła dworek w Wilku, tym razem jest to sam szkielet. Gdy zapada ciemność na scenie pojawiają się diabelskie postaci (Andrzej Czernik, Mirosław Bednarek, Bogdan Zieliński, Grzegorz Minkiewicz, Waldemar Kotas), eleganccy szydercy. Cień ogromnego zegara rzucanego na ścianę za ich plecami odmierza czas obrad nad przyszłymi losami narodu. 

Jak się okazało twórcy spektaklu postanowili być niezwykle ekonomiczni. W dalszych scenach okazuje się, że foliowe podłoże, rodzaj oświetlenia, nawet muzyka, której w sztuce jest niewiele - wszystko zapożyczone zostało z „Panien z Wilka”. Na myśl nasuwa się zjawisko kryzysu, jednak nie można nim tłumaczyć wszystkiego. Sam dyrektor Konina zapewniał, że nie podda się temu i zrobi Konfrontacje na miarę Konfrontacji. Jednak taki „recycling” scenograficzny nie wzbudza pozytywnych skojarzeń. W przypływie pobłażliwości można jedynie pochwalić twórców za gospodarność. 

Po zejściu postaci do podziemi zapoznajemy się z Kordianem (Krzysztof Wrona). W zamkniętej, przytłaczającej i mrocznej przestrzeni wyjawia swoje bolączki, pragnienia i żale. Ciężko jest unieść psychicznie tak wymowny tekst, jakim uraczył nas Słowacki. Krzysztof Wrona stworzył postać człowieka uwikłanego, nie potrafiącego pogodzić się z sytuacją Polski i z samym sobą. Wyczuł Kordiana mentalnie, psychologicznie - wątpi, miota się, lecz jego szaleństwo objawia się jedynie w warstwie słownej. Brakuje ruchu, zamaszystości gestów, dynamizmu, porywów. Ciało momentami wydaje się sztywne, zastałe w jednej pozie. 

Tekst Słowackiego został okrojony, pocięty. Brak wielu scen, które odwołują się do ówczesnej sytuacji narodu polskiego, a umiejętnie ukazane i przekształcone mogłyby nawiązywać do dzisiejszej sytuacji politycznej naszego kraju. Kordian nie boleje nad odtrąceniem Laury, nie wspomina nawet jej imienia. To dramat człowieka uwikłanego w siebie. To dramat samobójcy. Bo sztuka nie kończy się tak, jak tekst dramatu. Owszem, Kordian zostaje skazany na śmierć, lecz skazuje siebie samego pociągając za spust pistoletu. Stał się swoim własnym oprawcą, katem dla myśli i ciała. Sen samobójcy ziszcza się w innej rzeczywistości, Kordian leży samotnie w ogrodzie - gdyby nie sługa-Grzegorz (Jacek Dzisiewicz), zostałby sam. Umiera w zamkniętej przestrzeni ogrodu, nigdy nie był wolny. 

Do realizacji wybitnych sztuk nie trzeba wielkich środków. Takie spektakle powinny być wyzwaniem, zarówno dla zespołu teatralnego, jak i dla widza. Słowo broni się samo, klasyka jest przecież wiecznie żywa. Jednak nie tym razem.

Karolina Kaczmar
Dziennik Teatralny Opole
18 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia