Socjoterapia i resocjalizacja z Bogiem w tle

"Nad" - reż. Waldemar Zawodziński - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Nie znamy dokładnie przeszłości Jakuba. Został oskarżony o zabójstwo staruszki, skazany na dożywocie. Do winy się przyznał. Dopiero potem zastanawiamy się, dlaczego to zrobił. Uniewinniono go po 12. latach. Nie wiemy, czy znaleziono prawdziwego mordercę, choć "rzeczywisty" zabójca staruszki pojawia się także w sztuce

Będąc na wolności, Jakub poszukuje fałszywego świadka, którego zeznania doprowadziły do niesłusznego wyroku. Znajduje (pomaga mu w tym psycholog więzienna, na której bohater dokonuje kojącego dla niego gwałtu). To ojciec. Bał się syna, dlatego to zrobił. Syn nie może takiego przeznaczenia przyjąć i skutecznie, powoli i ze zmysłową skrupulatnością dokonuje rzezi na ojcu. Ten nie broni się. Matka najpierw przychodziła do więzienia do niewinnie skazanego syna (który nie chciał się z nią widzieć przez 12 lat), potem odwiedzała słusznie zamkniętego Jakuba (zanim popełnił samobójstwo, przecinając żyły szkiełkiem od zegarka, który dostał od... ojca, odmawiał także widzeń z matką).

Historia rodem z amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości lub filmu (pamiętne Życie za życie Alana Parkera), gdzie odpowiednie organizacje pozarządowe i prawnicy non profit stają w obronie tych, co zostali niewinnie skazani. Widz nie dowie się, gdzie rozgrywa się akcja, choć rodzice zmieniają miejsca zamieszkania z powodu szykan i własnych lęków. Oczywiście nie o detale lokacyjne chodzi w poetyckiej sztuce psychologicznej, gdzie poczucie wolności i krzywdy idą w parze. Kwestia sprawiedliwości ludzkiej i boskiej rozpatrywane początkowo w kategoriach winy i kary ulegają rozmyciu. Postaci tracą wiarę w Boga, niektórzy odrzucają jego istnienie. "Nad" przestaje być rozpoznawalne.

Mariusz Bieliński podszedł do bohaterów jak psychoanalityk. Omijając sidła banału, stworzył studium przypadków ludzkich, dla których motywem przewodnim staje się poszukiwanie lub wymierzanie sprawiedliwości (dekalogowe prawa zastępowane są doraźnymi). Waldemar Zawodziński w trwającej prawie przez cały spektakl ciszy muzycznej, "nakręca" swoich bohaterów niczym w ruchomej szopce, aby doświadczyli krańcowych sytuacji, po których przychodzi sen bez koszmarów, bo już na nic się nie czeka. W klatkowym zamknięciu spacerniaka, rodzinnego domu i mieszkania Olgi bohaterowie "dorastają" do swoich zbrodni i "zjadają się" wzajemnie, jak w chorym łańcuchu pokarmowym, gdzie osobniki jednego gatunku napadają na siebie i pożerają, mając przy tym dojrzałą samoświadomość. Reżyser budował scenicznie napięcie niemego krzyku ofiar i słabych, czasami pozwalając sobie na konfrontacyjne dialogi o doznanych boleściach czy antyczne zapowiedzi zemsty za doznane cierpienia.

Asceza i konsekwencja scenograficzna zaproponowane przez Zawodzińskiego nie przeszkadzają, widz bardziej odczuwa znużenie monotonnym rytmem spektaklu, gdzie napięcie kluje się stopniowo, cierpliwie. W pogotowiu zawsze czekają rekwizyty zapowiadające zmianę sytuacji. Najbardziej przykuwa uwagę żaglowiec, budowany przez naczelnika więzienia (Stanisława Kwaśniaka), doświadczonego urzędnika, który pozwala na samobójstwo Jakuba, granego przez Mariusza Jakusa ( niezapomnianego z "Samowolki" Feliksa Falka czy "Domu złego" Wojciecha Smarzowskiego). W spektaklu "Nad" przekonał do swojej kreacji dynamiką, którą doprowadzał do interakcji z pozostałymi postaciami. Bez maniery i patosu głosił swoją historię, domagając się sprawiedliwości. Ciekawą kreację stworzyła Matka - Ewa Wichrowska, początkowo ospała i beznamiętna, choć w każdej chwili gotowa bronić dobrego imienia syna, wyzwoliła w sobie skrzywdzoną przez Boga i ludzi kobietę.

Resocjalizacja i socjoterapia legły w gruzach. Bohaterowie urzeczywistnili swój najgorszy sen. Wyjście na wolność wydaje się niemożliwe. Zaplątaliśmy się we własne sidła? Zachowaj nas, Panie...

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świetojanska1
25 listopada 2010

Książka tygodnia

Mewa. Egzemplarz reżyserski Krystiana Lupy
Akademia Sztuk Teatralnych
Krystian Lupa

Trailer tygodnia