Spektakl (nie)realny

"Szewcy" - reż. Paweł Świątek - Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

„Karnawału się nie ogląda – w nim się żyje. Żyją w nim wszyscy, ponieważ już z założenia jest on powszechny" – słowa Bachtina zdają się stawiać celną diagnozę także bohaterom spektaklu.

Przedstawienie w reżyserii Pawła Świątka oscyluje na granicy realizmu, przywodząc na myśl świat Alicji w Krainie Czarów. Chociaż całościowy wyraz niewątpliwie odsyła do Szewców Witkacego, to jednak od pierwszej sceny mocno odczuwalna pozostaje gra symboli i różnorodnych odniesień kulturowych, którymi reżyser żongluje. Ukazując jednocześnie aktualność dramatu, którego premiera teatralna miała miejsce w Sopocie (Teatr Wybrzeże, reż. Zygmunt Hübner) w 1957 roku.

Na uwagę zasługuje scenografia, a także kostiumy aktorów. Stroje w przeważającej mierze współczesne, z elementami nawiązującymi do poprzedniej epoki, kontrastują z perukami noszonymi przez szewców (Olgierd Łukaszewicz, Wojciech Czerwiński, Marcin Jędrzejewski) oraz Księżną (Katarzyna Stanisławska). Treski odsyłają odbiorcę do czasów Króla Słońce, co staje w opozycji do zdarzeń fabularnych – zmian ustrojowych, charakterystycznych dla XX wieku (kapitalizm, nacjonalizm, rząd proletariatu).

Ponadto rekwizyty scenograficzne czytelnie odwołują się do obecnej, polskiej sytuacji (pandemia – ptasie maski charakterystyczne dla czasów paryskiej zarazy, strajki kobiet – flaga). Ciekawy jest również dobór kolorów, które dominują na scenie – biały, czerwony oraz niebieski. Jednakże niewątpliwie najciekawsza pozostaje charakterystyka postaci: Księżna ma tatuaż w kształcie serduszka na policzku, Scurvy (Tomasz Borkowski) nosi kapelusz do złudzenia przypominający ten, który zwykle przypisuje się Kapelusznikowi. W połączeniu z mocnym makijażem, silnym światłem i dominacją uprzednio wspomnianych barw wszystkie składniki kreują psychodeliczny nastrój prezentowanej fabuły.

Warto również wspomnieć o polemice wprost z Weselem Wyspiańskiego, której dokonuje błazen (dziwka bosa – Joanna Voss) z czarno – białą fryzurą. Postać epizodyczna, która pojawia się na scenie jedynie po to, by wygłosić monolog. Aczkolwiek nie tylko ten fragment foniczny przedstawienia zasługuje na uwagę. Jest nim także język całego spektaklu, a zwłaszcza mocno akcentowany spolszczony zapis form angielskich – „na ten spicz". Postawione zostaje również pytanie od formy żeńskie w języku polskim i choć przywołany wyraz (marionetki) jest rodzaju żeńskiego, to po położeniu akcentu na jego pierwszą część, mimowolnie ów rodzajnik poddaje się w wątpliwość.

A skoro „społeczeństwo jest kobietą", to jak należy czytać fakt, że role męskie odgrywane są przez kobiety (czeladnicy), prokurator wykreowany został na transwestytę, a do władzy dochodzą jedynie mężczyźni? Natomiast Księżna zaledwie dostosowuje się do zaistniałych okoliczności. Na te i inne wątpliwości (których spektakl nakreśla więcej niż daje odpowiedzi) każdy powinien udzielić indywidulanej odpowiedzi. Jednakże niezbity pozostaje fakt, iż przedstawienie to umiejętnie balansuje pomiędzy śmiechem, a powagą.

Agnieszka Jurec
Dziennik Teatralny Kraków
16 stycznia 2021
Portrety
Paweł Świątek

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...