Spektakl po spektaklu

relacja z premiery studenckiej "Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami"

7 stycznia 2010 na Małej Scenie bielskiego teatru miało miejsce dość szczególne wydarzenie, które można nazwać "podwójnym spektaklem" - spektaklem, w którym rolę główną zagrało tajemnicze balansowanie między fikcją a realnością.

"Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami” grane jest od 29 listopada 2009 roku. Przedstawienie to bywa nieraz nazywane projektem, ze względu na to, że obok profesjonalnych aktorów na scenie możemy oglądać amatorów wyłonionych na drodze castingu. Inspirację spektaklu stanowiły wakacyjne warsztaty teatralne zorganizowane przez Bielski Ośrodek Kreatywności Obywatelskiej w 2008 roku. Piotr Ratajczak (prowadzący warsztaty i reżyser „Tak wiele przeszliśmy…”) mówi: Prosiłem na tych warsztatach, by uczestnicy zaczęli opowiadać o sobie, o swoich doświadczeniach, nawet tych najbardziej osobistych. I tak wyglądała praca nad finałowym przedstawieniem.. Z jednej strony ćwiczyliśmy różne etiudy, prowadziłem fizyczne i aktorskie ćwiczenia, a z drugiej strony – towarzyszyły nam ciągle te właśnie opowieści. I na ich podstawie udało się nam zrobić dwu godzinny pokaz etiud. W przypadku pracy nad obecnym spektaklem jest bardzo podobnie. Są nowi ludzie, a tym samym, nowe historie. Praca była i jest trudna, choćby z tego względu, że nie ma żadnej podstawy tekstowej, nie ma gotowego materiału. Tekst często rodzi się w bólach. Jest opowieść, a ja z tej opowieści próbuje stworzyć konkretne zdarzenie teatralne, nadać temu sceniczną formę.

Wspomniane zdarzenie teatralne przybrało ostatecznie formę swoistego klipu o młodości i dojrzewaniu w czasach PRL-u. Pokolenie współczesnych 30-latków wraca do swych wspomnień, odgrzebuje to, co się wydarzyło wtedy, gdy mieli po kilkanaście lat, zaznaczając na końcu, że wcale nie musiało to być prawdą. Pewne wspomnienia są idealizowane, a inne wręcz kreowane wedle własnych potrzeb. Pamiętamy to, co chcemy pamiętać, nadając temu dodatkowe znaczenie. Są więc pierwsze randki, dyskoteki, lekcje przysposobienia obronnego, ale także rozczarowania i smutki. Ostatnia scena przedstawienia jest wyjęta z zupełnie innej estetyki. Na scenę wychodzi 60-letnia kobieta i wygłasza monolog – wedle słów Drewniaka - będący nobilitacją zwykłych ludzi z Peerelu, nieświadomych swej roli utrwalaczy systemu.

Spektakl jest dzieckiem wspomnianego wcześniej reżysera – Piotra Ratajczaka i dramaturga – Artura Pałygi. Zresztą nie tylko ich. Również występujący w nim aktorzy nie byli biernymi odtwórcami swoich ról. To z ich historii – prawdziwych lub nie (sprawa drugorzędna) – powstał wyjątkowy spektakl o pamięci, młodości, marzeniach…

7 stycznia, po przedstawieniu, które było jednocześnie tak zwaną premierą studencką, zainicjowane zostało spotkanie z artystami, połączone z dyskusją. Zostali wszyscy aktorzy, co zwykle się nie zdarza. Siadają na krzesłach na środku sceny, prawie dokładnie tak, jak przed godziną siedzieli grani przez nich bohaterowie – Foka, Pisuar, Drabina, Sawa, Przepióra , Łysa, ,Zabawa. Na widowni natomiast obecni są między innymi dr Marek Bernacki z Akademii Techniczno-Humanistycznej, Sławomir Miska (aktor bielskiego teatru), Malgorzata Rijnvis (właścicielka kawiarni Vagina) i Jacek Proszyk (historyk, znany gościom teatru z prowadzonego przez siebie cyklu –„Fabryka Sensacji -Proszyk i Spółka”). Rozmowę prowadzi Janusz Legoń – kierownik literacki Teatru Polskiego.

W spektaklu - młodych, dorastających w latach 80. grali – Agnieszka Przepiórska, Anna Zabawa, Magdalena Krauze, Tomasz Pisarek, Rafał Sawicki, Dariusz Fodczuk i Tomasz Drabek. Końcowy monolog wygłosiła weteranka bielskiej sceny – Jadwiga Grygierczyk. Jej postać wzbudza wśród widzów najwięcej kontrowersji. Niektórzy (w tym dr Marek Bernacki) twierdzą, że ostatnia scena zupełnie niepotrzebnie zabija spektakl. Obrońcy, w tym Dariusz Fodczuk uważają, że monolog Grygierczykowej przenosi całą historie opowiedzianą na scenie w nieco inny wymiar, że pokazuje druga stronę medalu, inną część lat 80. Trudno rozstrzygnąć ten spór, trudno w ogóle orzec, czy dwa odmienne zdania na jeden temat można sporem już nazwać. Jedno jest pewne – Jadwiga Grygierczyk stoi na drugiej szali, prezentuje nie tylko inny punkt widzenia, ale także zupełnie inny styl gry aktorskiej i diametralnie inne podejście do całego spektaklu. Mówi: dla mnie początkowe próby były okropne. Wycofałam się, stwierdzając, ze nie podejmę się takiego ryzyka. Nie jestem z tych, którzy mówią o swoim życiu. Tekst od Pałygi otrzymałam dzień przed pierwszą próbą generalną. Na trzeciej generalnej dowiedziałam się, w czym gram, bo zobaczyłam cały spektakl. Podziwiam tych, którzy w nim grają. Podziwiam, że to udźwignęli i zgodzili się na taki eksperyment. Tylko, czy to na pewno jest eksperyment? Na skalę bielskiego teatru na pewno tak, ale w kontekście całego teatralnego świata to żadna nowość. A dla aktora (według Agnieszki Przepiórskiej) – to po prostu kolejne zadanie do wykonania. Owszem trudniejsze, niż w przypadku Szekspira, bo bez gotowego tekstu, ale jednak to po prostu praca jak każda inna. Fodczuk też stwierdza, ze nie ma w tym nic nieteatralnego: nie byłby to teatr, gdyby jakość tego była kiepska. A jakość jest bez zastrzeżeń. Studenci Z ATH-u zachwyceni, a dziewczyna z zagranicy goszcząca w Bielsku w ramach Erasmusa mówi: Wzruszyłam się, choć zupełnie nie znałam historii Polski. Bo historia PRL-u jest w spektaklu tylko tłem. Intuicyjnie istota tkwi (jak to wyraził Legoń) – w „opowieści o pamięci, jej wybiórczości i tendencji do zapominania”.

Pewna pani z publiczności (jak się okazało internowana w czasie stanu wojennego) obok zachwytu nad tym spektaklem, zarzuciła, że nie ma w nim nic o walce, o odwadze, o trudnościach związanych z funkcjonowaniem w podziemnych stowarzyszeniach. Drabek na to : Trudno było działać w konspiracji, mając 10 lat. Bo też nie o tym jest spektakl. Niepotrzebnie wkłada się go w pseudo-ideologiczne dyskursy o polityce i latach 80. Proszyk, który widział ten spektakl już sześć razy stwierdza, że to spotkanie zburzyło istotę piękna tego spektaklu , która polega na oglądaniu go bez dorabiania zbędnej ideologii. Spotkanie, które w zamierzeniu miało być przyjemną pogawędką przekształciło się w debatę socjologiczno-polityczna. Poruszony został nawet problem do kogo ta sztuka ma być kierowana. A jakie to ma w ogóle znaczenie? Sztuka zawsze jest czymś osobistym. Jeśli widz jest zainteresowany, to dobrze, jak nie – trudno. Do powyższej wypowiedzi Drabka, Fodczuk dodaje: To, że młodzi tych czasów nie pamiętają, nie oznacza, ze my mamy o nich nie opowiadać. Bo spektakl porusza sprawy ponadczasowe – tak samo wyglądają pierwsze szkolne dyskoteki i randki, tak samo traumatyczne bywają lekcje w-fu. Na pytanie Legonia, czy naprawdę po 1989 roku nic się nie zmieniło, Przepiórska odpowiada: Nic z tych egzystencjalnych rzeczy. Tak samo wtedy jak i dziś ludziom trudno się porozumieć i jeszcze trudniej rozstać.

Na koniec wieczoru głos zabrała Jadwiga Grygierczyk, stwierdzając, ze ten spektakl to pociąg, z którego nikt nie wysiada. Wśród wykonawców zatarły się granice dotyczące amatorstwa i profesjonalizmu. Wspólnie odpowiadają za to, co się dzieje na scenie, nadając temu dodatkowe znaczenia.

„Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami” inspiruje do dyskusji i pozwala na różne interpretacje. Jednych zachwyca, innych odpycha. Jedno jest pewne – że nie pozostawia widzów obojętnymi. Budzi emocje, by chwilę potem sprowokować refleksje. Nad sobą, nad życiem, nad wspomnieniami i własną młodością. A wtedy sami w swoich głowach tworzymy spektakle ze sobą w roli głównej…

Anna Hazuka
Dziennik Teatralny Bielsko-Biała
2 lutego 2010

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia