Spektakl

"Koprofagi, czyli znienawidzeni ale niezbędni" - reż: Jan Klata - Teatr Stary w Krakowie

Wszystkie trybiki funkcjonują jak trzeba. Ewentualne zatrzymanie maszynerii właściwie dziejowej nigdy nie trwa zbyt długo. Musi poruszać się dalej. Jan Klata w swoim najnowszym spektaklu "Koprofagi, czyli znienawidzeni ale niezbędni" nad sceną zainstalował rodzaj maszynerii, niby trybikowe niebo. Poszczególne koła zębate kręcą się miarowym rytmem nad dziejącym się przedstawieniem. Prawie niewzruszone, determinują poczynania bohaterów

Tylną część sceny tworzy półokrągły ekran, na którym w biało-szarej tonacji przewijają się obrazy, zaśnieżony krajobraz, zdjęcia z przedwojennych czasów. Pusta scena połamana jest jedynie kilkoma metalowymi barierkami, przywodzącymi na myśl ławy sądowe, ponieważ postacie często wygłaszają niejako zza nich swoje kwestie. Na scenie anioł zagłady z wielkimi białymi skrzydłami, właśnie dokonał zamachu. Człowiek, do którego z tym przychodzi, nie jest wart jego zaufania: donosi na niego, w skutek czego tamten ginie. Już do końca będzie miał tym splamione ręce, o czym przypominają jego czerwone rękawiczki. Atmosfera nieufności przesiąka całą akcję. Tajnym agentem może być każdy: szef rewolucjonistów, którzy potrzebni są państwu, by mogło ich zwalczać, przykładny ojciec rodziny wysyłający na śmierć niewinnego chłopca. Rewolucja na niby to na przykład groteskowy obraz tajnego spotkania rewolucjonistów, podczas którego uczestnicy z dużą wprawą kręcą hula-hoop, wypowiadają swoje kwestie, a następnie rozchodzą się do domów.  

Utrzymany w poniekąd w konwencji teatru psychologicznego, kojarzącego się z rosyjskimi dramatami realistycznymi, "Koprofagi czyli znienawidzeni ale niezbędni" to spektakl wygrywany w dość długich dialogach postaci prowadzonych „na poważnie”. Komentarz stanowią wspomniane już obrazy w tle. Integralną częścią przedstawienia jest także muzyka, bardzo wyraźnie zabierająca głos. Tutaj też zabiegi dekonstrukcyjne twórców stają się bardzo widoczne. Znane piosenki po dość radykalnym samplowaniu przypominają właściwie karykaturę ich samych, obnażając powierzchowność i łowność w rozbiorze ich szkieletu. To jakby powycinać kawałki ich linii melodycznych i skleić w porządku mało chronologicznym.  

Jeśli postacią otwierającą przedstawienie był anioł zagłady, to postacią klamrową staje się czarna wdowa, która po zabiciu swojego męża i zdradzie niedoszłego kochanka pozostaje na scenie sama, kręcąc się w swojej rozkloszowanej czarnej sukni jak figurka w pozytywce. Dopełnia poniekąd jedną z głównych jego osi. W pewnym momencie pada bowiem zdanie: „Społeczeństwo potrzebuje trzech rzeczy: spektaklu, spektaklu i spektaklu”. Rewolucje, przewroty to nic innego jak tylko kolejne sceny-trybiki dziejowego dramatu. Happy endu nie będzie.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
18 października 2011

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia