Spójrz w lustro

"Śmierć komiwojażera" - reż. Radosław Stępień - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

W znakomitej "Śmierci komiwojażera" w Teatrze Wybrzeże Willy Loman jest bardziej ofiarą samego siebie niż bezdusznego kapitalizmu.

Spektakl Radosława Stępnia to trochę paradoks, w pewnym sensie być może również dla samego reżysera. Z jego przedpremierowych wypowiedzi wynika, że zależało mu, aby "Śmierć komiwojażera" Arthura Millera po raz kolejny zadziałała na scenie przede wszystkim jako naczelny dramat antykapitalistyczny, demaskując polski mit sukcesu, tak jak kiedyś demaskowała ten mit w rzeczywistości amerykańskiej (od czasu prapremiery na Broadwayu w 1949 r.).

Stało się nie tyle zupełnie inaczej, ile bardziej wieloznacznie. W gdańskim przedstawieniu ten społeczny kontekst zostaje zachowany, ale ostatecznie chyba bardziej liczy się to, co u Millera warto czytać między wierszami. "Śmierć komiwojażera" dotyczy też rodziny, tego co przez lata się z nią dzieje, i tego, że to ona pozostaje często najcięższym wyrzutem sumienia, z którego w pewnym momencie trzeba się rozliczyć. Mirosław Baka gra Willy'ego Lomana, który powinien spojrzeć w lustro. Bo z pewnością nie jest tylko starcem udręczonym rzeczywistością, której zawsze musiał stawiać czoła. To człowiek, który chętnie szukałby winy na zewnątrz, jak najdalej od siebie, ona jednak jakoś dziwnie przyczepiła się do niego jak rzep. Mirosław Baka prowadzi rolę konsekwentnie, z minuty na minutę stając się niewolnikiem własnej pamięci. Rodzinne chwile, relacje z synami, wspomnienia z młodości - powracają z podpowiedzią, jak wiele się nie udało. Być może w ogóle największą tajemnicą Lomana jest jego własna słabość, której świadkami muszą być synowie i żona: świetni Piotr Biedroń i Piotr Chys; choć odnoszę wrażenie, że Radosław Stępień za mało uwagi poświęcił Annie Kociarz. Za to Loman Mirosława Baki - przypomnijmy, że tylko w ostatnich dekadach tę rolę grali tak wielcy, jak Jerzy Kamas, Janusz Gajos i Bronisław Wrocławski. Baka jest kolejnym w sztafecie mistrzów.

Perspektywa tej "Śmierci komiwojażera" każe czytać ten wybitny dramat jako raport z upadku współczesnej rodziny. Tej naszej, w której dialog zaczyna się, kiedy jest już za późno. Zostawmy ekonomię, rozmowy o niespłaconych kredytach i rachunkach za prąd. To w dalszej kolejności. Żeby stworzyć nasz pejzaż codzienny, wystarczy przejrzeć rachunki, które sami sobie wystawiliśmy.

Przemysław Skrzydelski
wSieci Historii
28 marca 2019

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia