Spokojnie jak na wojnie

"Manewry Weselne" - reż. Jakub Przebindowski - Teatr Powszechny w Łodzi

Jak przebiega proces wyboru spektaklu przez widza? Chodzimy na nowości, do konkretnego teatru, na „gwiazdę", żeby dobrze się bawić, żeby przeżyć katharsis, żeby „coś" przeżyć? Tak naprawdę każda z tych odpowiedzi jest prawidłowa.

To właściwie żadna zbrodnia pójść do teatru i nic nie robić... Manewry Weselne, czyli jak się przemieszczać w temacie ślubu, by nie wejść na minę. Poligon weselny na scenie, a na publiczności... bezczyn.

Alarm! Będzie się działo! Manewry rozpoczęte, grozi wybuchem! Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem... i nic! Akcja, reakcja, akcja i... reakcja. Schemat komedii amerykańskiej podany na tacy. Zawiązanie akcji i wprowadzenie problemu. Człowiek się pojawia, wraz z nim chaos. A gdy pojawia się Nadia (grana przez Arkadiusza Wójcika) - ,,podróżniczka" Teatru Powszechnego przez spektakle nawet chaos zostaje rozstawiony po kątach. Nadia podpala ląd, a sama jest „bombą", która wielokrotnie doprowadza do wybuchu – śmiechu! Kobieta kameleon, złota rączka. Była wszędzie, przeżyła wszystko, a potrafi jeszcze więcej! Ona naciąga strunę i w odpowiednim momencie puszcza ją, by mogła wystrzelić i zabrzmieć ze zdwojoną siłą. Obcas wbity w punkt, „łezki" w porę zakręcone w kaloszkach i Irkuck w każdej postaci. Gdyby nie Nadia, niewiele by wypaliło...

Szereg niefortunnych strzałów losu sprawia, że panna młoda, która miała zaplanowane wszystko, co do najmniejszego szczegółu, zostaje bez namiotu weselnego, kelnerów i tortu. w tym samym czasie przyszła panna młoda organizuje imprezę, na której ma zebrać pieniądze na swój ślub. Okazuje się również, że druhna przyszłej panny młodej to dziewczyna porzucona przed ołtarzem. Robi się skomplikowane? Nic bardziej mylnego! Niedoszła, obecna i przyszła panna młoda muszą się porozumieć by mógł wypalić plan „B". Do tego dochodzą perypetie damsko-męskie. Finalnie - pieniądze nie są w życiu najważniejsze, a wszyscy będą najprawdopodobniej żyli długo i szczęśliwie.

Spektakl „Manewry weselne" Marka Crawfroda, w reżyserii Jakuba Przebindowskiego to czas spędzony w... teatrze i ciężko tu napisać coś więcej. Bo to komedia jak każda inna. To tak jakby dostać prezent i opakowanie osobno. Wszystko jest jasne od początku, nie ma momentu zaskoczenia, nikt od obdarowanego nie wymaga by wysilił się i sam zapukał w pudełeczko, potrząsnął nim aby sprawdzić, czy grzechocze. Nikt nie wymaga. Nie ma też przyjemności z wyczekiwania na otwarcie. Wszystko wiemy od samego początku. Cała przyjemność i dreszczyk emocji zostają odebrane na starcie.

Warto czasem pójść do teatru i odpocząć, ale nicnierobieniem też można się zmęczyć...

Maria Krawczyk
Dziennik Teatralny Łódź
27 grudnia 2019

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia