Sposób na rzeczywistość

Orkiestra "Titanic" - reż: Rudolf Zioło - Teatr im. Bogusławskiego w Kaliszu

Z polecenia kapitana na pokładzie tonącego Titanica orkiestra miała grać do ostatniej chwili, aby powstrzymać panikę i dodać otuchy. Jak mówi jeden z bohaterów spektaklu: cały świat to "Titanic", ludzie to pasażerowie, a jedyną ucieczką jest... Właśnie, co nią jest?

Wejściem służbowym prowadzeni jesteśmy do sali teatralnej, tam zajmujemy miejsca i czekamy na spektakl - obserwując. W półcieniu spostrzegamy skromną scenografię, fragmenty torów kolejowych, perony z ławkami tkwiące w ciemnościach. Dostrzegamy ludzkie sylwetki: jeden z bohaterów śpi z przodu sceny, drugi w jej głębi, na ławce; reszta niknie w mroku. Ze zdziwieniem zauważamy także, że 1/3 sceny jest pusta. W ten sposób reżyser obnaża przed nami pozory konstruowanej sztuki.

Światło się zapala i wyraźnie widzimy całą scenę. Naszym oczom ukazuje się przestrzeń raczej nieprzyjemna: mała zaniedbana stacyjka kolejowa wszędzie pełno porozrzucanych papierów, popisane ławki, śmieci, puste butelki, kartony, w których śpią bezdomni. Obskurną scenerię dopełniają stroje czterech włóczęgów, obdarte i brudne w jaskrawych kolorach... Jeden z bohaterów jest bosy, wszyscy mają na sobie staromodne i podarte stroje, każdy posiada zniszczoną walizkę. Słowem: stanowią dokładne odzwierciedlenie bezdomnych, których możemy spotkać na dworcu PKS.

Jak przekonujemy się w trakcie spektaklu, scenografia jest ruchoma. Perony przesuwają się. Często nadjeżdża niewidzialny pociąg, którego rozpoznajemy tylko po dźwięku, buchającej parze i wylatujących z niego śmieci: butelek, czy też, jak to się dzieje w jednej ze scen, ogromnej zagranicznej paczce-skrzyni. Ławki również są ruchowymi elementami i zmieniają swoje miejsce stosownie do rozgrywających się scen. Raz zastępują siedzenia w sali kinowej, innym razem krzesła dla orkiestrowego kwartetu, a także tworzą przedział pociągu. To samo dzieje się ze skrzynią, która początkowo występuje w roli zagranicznej przesyłki, później pełni zaś funkcję, domu, łóżka, schronienia, potrafi przemienić się w barmański barek na plaży, a także w skrzynię magika, w której znikają aktorzy. Przeznaczenie każdego rekwizytu, znajdującego się na scenie może ulec zmianie, wszystko zależy bowiem od inwencji reżysera.

Na scenografię składają się również slajdy (na początek: tekst „Dziewiątej symfonii” Beethovena) projektowane wprost na aktorów Dzięki temu obserwujemy zjawisko somatyczności tekstu: widzowie odczytują słowa z scenicznych postaci, ściśle z nimi związanych. W scenie podróży pociągiem slajdy służą za tło, wprowadzając iluzję przemieszczania się bohaterów. Później przechodzą w reklamowe foldery pokazujące popularne produkty, jak coca-cola, fast-food, czy samochody... Następnie padają słowa „prawda”, „świat”, „iluzja”, i częściowo widoczne cytaty.Widzimy również zdjęcia małych dzieci, obok socjalistycznych haseł.

Ważnym elementem scenografii jest oświetlenie. Tak jak i rekwizyty, jest ono różnorodne, określa pewną przestrzeń, buduje podział na dzień i noc, ale, co najważniejsze, aktywnie się zmienia. Jego dynamika, niejednokrotnie wynika z zachowań aktorów. Co więcej, to iluzjonista Harry decyduje o zmianie światła.

Reżyser spektaklu Rudolf Zioło prezentuje w swoim przedstawieniu dwie, ściśle ze sobą związane, wizje teatru: inscenizatorską i aktorską. Ta pierwsza obejmuje wierne odtworzenie tekstu dramatu Christo Bojczewa przy jednoczesnym wzbogaceniu go o dodatkowe efekty . Reżyser wprawdzie nie zmienił tekstu utworu, urozmaicił go jednak, wprowadzając wspomniane wcześniej elementy scenografii. Największych zabiegów inscenizatorskich dokonał w sferze ruchu scenicznego, który opracował wraz z Szymonem Mysłakowskim, odtwórcą roli Harrego. Siła wyrazu wzrasta, gdy na scenie zalega cisza, a aktorzy komunikują się z nami jedynie za pomocą ciała., każdy ich gest jest bowiem przemyślany i sprecyzowany oraz czytelny. Zanim w przedstawieniu padną pierwsze słowa, aktorzy odtwarzają etiudę: poruszając się monotonnie, tworzą szereg ludzi półżywych albo ogarniętych marazmem lub snem. Jeden z nich wyrywa się z tego stanu, próbując zaczepkami i aroganckim zachowaniem, wyciągnąć z niego, swoich towarzyszy.

Takich pantomimicznych etiud w spektaklu jest mnóstwo i nie sposób ich wymieniać. Ich zadaniem jest dopełnienie tekstu utworu i stworzenie z niego autonomicznego teatralnego dzieła. Tym sposobem reżyser odpowiada na pytanie o wzajemne relacje teatru i literatury... Zioło pokazuje, jak ożywić słowo na deskach teatralnych... Akcja jego spektaklu jest doskonale rozegrana, rozciągnięta w czasie za sprawą mini etiud, dzięki temu tekst zaczyna funkcjonować, żyć, zostaje wprowadzony na scenę i jest na oczach widzów nie tyle odtwarzany, co kreowany. Ta zasadnicza różnica między odtwarzaniem a kreacją pokazuje, że mamy do czynienia z nowoczesną sztuką, w której podmiot-reżyser aktywnie zmienia rzeczywistość dramatu, wyrażając ją na scenie.

Z etiudami zwykle ściśle wiąże się muzyka. Pewne melodie towarzyszą procesowi imaginacji, podczas którego bohaterowie odchodzą w swój świat marzeń i pragnień. Często przydarza się to Meto, byłemu dyrygentowi, który przypomina sobie dźwięki utworów Bacha, Beethovena, czy Herberta von Krajana. O współgraniu etiudy ruchowej i muzyki można na pewno mówić w scenie, w której bohaterowie powracają do swoich ulubionych utworów muzycznych. Ich reakcje i emocjonalność w danej scenie pokazują, że muzyka przywołuje bolesne lub radosne wspomnienia z przeszłości. Widz słyszy fragmenty utworów, dobywające się z głowy bohaterów. Ta zbiorowa scena wymagała ogromnego kunsztu aktorskiego, bo odbiorca odgaduje marzenia poszczególnych postaci jedynie po mimice, gestach i zachowaniu aktorów . Ze względu na odmienne gusta bohaterów w spektaklu, mamy przekrój muzyki od popularnej do klasycznej.

Oprócz wykształcenia reżyserskiego, Rudolf Zioło ma za sobą także edukację aktorską, i zapewne dlatego jego zdaniem dobry reżyser to ten, który dobrze zna specyfikę aktorskiego rzemiosła, bo tylko dzięki takiej wiedzy może dobrze poprowadzić aktora. Jak widać, jego teoria jest słuszna . Występujący w spektaklu aktorzy grają na bardzo wysokim poziomie. Świadomi są swoich postaci, swojego ciała, ruchów i gestów, które wykonują. W ich zachowaniu nie ma niczego przypadkowego, wszystko jest przemyślane i tworzy spójną całość. Sam fakt rozbudowania scen niewerbalnych skupia uwagę widza na grze aktorskiej, tym samym czyniąc go, najważniejszym elementem spektaklu. Imponuje interakcja postaci podczas scen zbiorowych. Bohaterowie prowadzą autentyczne dialogi nie tylko słowne, ale przede wszystkim niewerbalne, komunikując się za pomocą drobnych, subtelnych gestów, płynnie przechodząc z jednej sceny do drugiej. Z pewnością każdy z nich zasługuje na słowa pochwały.

W świetnym zespole wyróżnia się Marcin Trzęsowski, który stworzył autentyczną, dynamiczną i pełną sprzeczności postać Mete, byłego filozofa i muzyka. Fascynują zwinność, precyzja, dynamika ruchów i gestów wykonywanych przez Trzęsowskiego. Mete to nie maszynka odtwarzająca tekst, ale żywa ruchliwa postać, intensywnie i czynnie biorąca udział w przedstawieniu. Uwagę widza przykuwa także Izabela Piątkowska, która urzeka swoją wrażliwością, emocjonalnością i zaangażowaniem w grę.

Powracając do pytania zadanego we wstępie recenzji, spektakl odpowiada nam, mówiąc, że tylko iluzja ratuje nas przed utonięciem w świecie. Jak wynika z opisywanych powyżej elementów, scenografia, muzyka, aktorzy, a wreszcie – sam teatr prezentują nam iluzję, pewne wyobrażenie o świecie. Ale owa imaginacja jest naszym jedynym ratunkiem przed zastaną rzeczywistość. Żyjąc w świecie komercjalizacji, doświadczamy nieubłaganego upływu czasu.Nieuformowana realność dotyka nas coraz mocniej, uwikłani jesteśmy w coraz bardziej zawiłe systemy kulturalne, społeczne i polityczne, jedyną ucieczką przed tym chaosem jest nasza wyobraźnia. Tekst ten prezentuje nam filozoficzne poglądy rodem z pism Hegla i Feuerbacha.

Pierwowzorem iluzjonisty Harry’ego była autentyczna postać, znanego showmana, zachwycającego publiczność magicznymi sztuczkami oraz umiejętnością uwalniania się z kajdanków i sytuacji pozornie bez wyjścia. W dramacie pełni on również rolę szamana, bożka, przewodnika, wprowadzającego bohaterów w świat iluzji i urzeczywistnionych marzeń. Pokazuje im, że wszystko, czego pragną i o czym myślą znajduje się w nich. Uczy ich, jak można uczynić pożytek z własnej wyobraźni, która potrafi zdziałać cuda. Swoimi poglądami wpisuje się w nowoczesne teorie. Zwraca uwagę bohaterom, że ludzie od lat odwoływali się do iluzji, aby przetrwać. Do tego celu wykorzystywali alkohol, religie oraz biznes. Wymienione metody to jednak mierne sposoby ucieczki od rzeczywistości. Natomiast prawdziwe możliwości tkwią w nas...

„Życie to jedynie wyobrażenie”, teatr to miejsce do przywoływania tych wyobrażeń, widz tu może odpocząć i choć na chwilę odetchnąć od chaotycznego świata. Spektakl Rudolfa Zioło to autonomiczne, perfekcyjne dzieło, które, tak jak muzyka na pokładzie Titanica, daje widzowi siłę na wyśnienie do końca swojej rzeczywistości.

Daria Kubisiak
Dziennik Teatralny Kalisz
8 lutego 2012

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia