Spotkania

Felieton Leszka Mądzika

Czekamy na nie. Są planowane, ale bywają też niespodziewane. Jeżeli dotyczą osób, które znamy i znajomość z nimi sobie cenimy, to oczekiwanie nadzień, w którym dojdzie do spotkania, poprzedza szczególny rodzaj napięcia wypełniony różnymi myślami. Podróży do Wrocławia odbyłem wiele, ale kilku nie zapomnę. Aż szkoda, że tylko kilku...

Zbliżając się do ulicy o symbolicznej nazwie Promień, zastanawiałem się, kto po usłyszeniu dzwonka otworzy mi drzwi. Za każdym razem było podobnie: drobna sylwetka mężczyzny, syna gospodarza, ukazywała się na schodach - życzliwość czytałem w oczach. Ośmielony przekraczałem próg domu, oczekując na pojawienie się tego, z kim byłem umówiony. Przez otwarte drzwi dużego pokoju dostrzegłem siedzącą postać, która podniosła się, gdy nieśmiało zdążałem w jej kierunku. Światła za oknem było niewiele, dlatego intymność spotkania szybko się określiła.

Rozmowa przy stole była dla mnie bardzo inspirująca. Pan Tadeusz wiedział, że "Matka odchodzi" stała się impulsem do powstania spektaklu, który przed laty zrealizowałem w teatrze KUL. Uczucia, jakie ten utwór wyzwala poprzez zawarte w nim obrazy, sprowadziły moją pracę nad scenariuszem do lojalności wobec autora. Za ten przekaz wyraziłem podziękowanie mistrzowi słowa. Podczas spotkania nie było potrzeby odwoływania się do tekstu. Nawet nie dotykając bezpośrednio przeżyć autora, ale bliskiej mu osoby, stworzyliśmy w rozmowie treściową substancję pozwalającą wypełnić czas popołudniowej wizyty. Miałem jeszcze świeżo w pamięci obecność ze spektaklem "Matka odchodzi" w teatrze La MaMa w Nowym Jorku. Pan Tadeusz ciekaw był konfrontacji z amerykańską widownią.

Pomocne w naszej rozmowie były wiszące w tle obrazy Jerzego Nowosielskiego, z którym łączyła pana Tadeusza wielka przyjaźń. To umiłowanie malarstwa, tak sakralnego, jak i świeckiego, wyzwoliło we mnie odwagę dzielenia się fascynacją artystą, który i dla mnie był wyjątkowy. Ów ikonostas tworzył plastyczne tło, w które - dzięki wpadającemu do pokoju dyskretnemu światłu - wkomponował się mistrz Tadeusz.

Odwagi dodawały mi także obejrzane przez Mistrza spektakle, które realizowałem we Wrocławskim Teatrze Lalek. Pan Tadeusz nie przychodził na premiery, dawał się namówić jedynie na obecność podczas próby generalnej.

Już na pożegnanie, po wypiciu aromatycznej herbaty, kiedy kierowałem się do wyjścia, gospodarz zaskoczył mnie pytaniem, czy zechciałbym napisać krótki esej na temat moich wizyt w jego domu. Ciekaw byłem jego reakcji, kiedy po miesiącach - świadom swojej bezradności wobec języka - zadzwoniłem, czy tekst dotarł i spełnił jego oczekiwania. Okazało się, że zwrócił uwagę na jedno zdanie. Ze zdziwieniem zapytał, dlaczego jego pokój nazwałem "salonem".

Tajemnicą pozostała dla mnie zarówno jego ocena tamtego tekstu, jak i powód, który mu przyświecał, gdy prosił o taką impresję.

Leszek Mądzik
Akcent
19 sierpnia 2016

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...