Spotkanie w święto teatru

Rozmowa z prof. Jackiem Popielem

Fakt, że wszystkie krakowskie teatry, również nieinstytucjonalne zgłosiły swoje przedstawienia, świadczy, że wszystkim na tej nagrodzie zależy. Istotne jest to, że to nie ktoś z zewnątrz, a przedstawiciele samego środowiska wybierają to, co, ich zdaniem, jest najwartościowsze. Tym samym muszą przed dokonaniem wyboru ustalić własną hierarchię wartości, odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla nich w teatrze ważne.

Fakt, że wszystkie krakowskie teatry zgłosiły swoje spektakle, świadczy, że wszystkim na tej nagrodzie zależy - mówi prof. Jacek Popiel, przewodniczący kapituły nagrody Ludwików

Wacław Krupiński: - Krzysztof Głuchowski, jeden z trzech inicjatorów krakowskich Rautów Aktorów, a obecnie dyrektor Teatru im. J. Słowackiego, przy okazji ich wznowienia oraz powrotu środowiskowej nagrody Ludwików oraz plebiscytu Złotych Masek mówił, że to najważniejsza impreza integrująca środowisko ludzi teatru. A ja mam wrażenie, że ono jest już tak mocno podzielone i sobą wzajemnie nie zainteresowane - jak i środowiska inne - że ta integracja łatwa nie będzie.

Jacek Popiel: - To naprawdę wielka niewiadoma... 13-letnia przerwa w przyznawaniu tych nagród na pewno zrobiła swoje. Zobaczymy, jak odniesie się do tej idei samo środowisko. Zarazem, o czym rozmawialiśmy nieraz w ciągu lat minionych, potrzeba przywrócenia tych nagród była i to wyrażana przez wiele osób. Ma ona bowiem wymiar nie tylko czysto towarzyski, ale też jest okazją do głębszej refleksji na temat roli teatru, jego znaczenia dla widzów, a zarazem pozwala zastanowić się, czy jest jakiś cel wspólny dla całego środowiska teatralnego. Rodzi też zainteresowanie tym, co robią inni, chęć przyglądnięcia się dokonaniom kolegów z innych scen...

- Przynajmniej 68 osób należących do kapituły Ludwików powinno śledzić to, co dzieje się w teatrach, by móc świadomie głosować...

- I powiem ci, że wiele osób, wiedząc o tym, „wzmocniło" swą aktywność w roli widzów, choć niemożliwe jest, by wszyscy oglądnęli wszystko. Dlatego dobrze, że do nominacji do nagrody Ludwików trzeba uzyskać co najmniej 10 proc. głosów, to obiektywizuje te wskazania. Istotne jest także to, że poza panią notariusz, która czuwa nad całością głosowania, zarządem krakowskiego ZASP-u oraz mną nikt nie zna całego składu kapituły, zatem nie ma mowy o jakimś umawianiu się czy o forsowaniu danej osoby, czy spektaklu. To daje szansę, że wynik głosowania w pełni oddaje opinię środowiska.

- Ludwiki wnosiły pewien rodzaj twórczego fermentu, a może nawet mobilizacji.

- Fakt, że wszystkie krakowskie teatry, również nieinstytucjonalne zgłosiły swoje przedstawienia, świadczy, że wszystkim na tej nagrodzie zależy. Istotne jest to, że to nie ktoś z zewnątrz, a przedstawiciele samego środowiska wybierają to, co, ich zdaniem, jest najwartościowsze. Tym samym muszą przed dokonaniem wyboru ustalić własną hierarchię wartości, odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla nich w teatrze ważne. I co z około 50 przedstawień pokazanych danego roku ma szanse pozostać w naszej pamięci na dłużej.

- Jako teatrolog, były rektor PWST należysz do grona stałych bywalców premier. Co zatem Tobie zostało w pamięci?

- Mieliśmy parę dobrych przedstawień i to zarówno w teatrach o wielkiej tradycji, jak i tych nieinstytucjonalnych czy w Szkole Teatralnej...

- ...gdzie furorę zrobił spektakl „Do dna" w reżyserii Ewy Kaim; jak niegdyś „Rajski ogródek" w reżyserii Pawła Miśkiewicza.

- I to jest właśnie jedno z tych przedstawień, które typowałem: „Do dna", „Wieloryb The Globe" w reżyserii Evy Rysovej w Łaźni Nowej, „Triumf woli" Moniki Strzępki w Narodowym Starym Teatrze oraz „Wszystko o mojej matce" w reżyserii Michała Borczucha w Łaźni Nowej. To spektakle jakże odmienne, ale po obejrzeniu każdego z nich ma się poczucie, że są to propozycje, które w jakimś wymiarze zachwycają. Czy to absolutną precyzją wykonania - jak w spektaklu „Do dna", czy poruszeniem istotnych problemów teraźniejszości, i to za pomocą interesujących środków teatralnych. W przypadku „Wieloryba" doszedł jeszcze inny aspekt - zaproszenia przez młodych twórców Krzysztofa Globisza, który w swej roli dowiódł, że posługiwanie się środkami wyrazu innymi niż samo słowo może być równie wstrząsające i przekonujące.

- Te spektakle aspirują też do Krakowskich Złotych Masek. Weźmiesz udział?

- Oczywiście.

- A czy w samych nominacjach do Ludwików coś Cię zaskoczyło? Czegoś Ci zabrakło?

- Zabrakło mi spektaklu Krakowskiej Opery - „Don Pasquale", który, moim zdaniem, powinien zaistnieć w trzech kategoriach: zasłużyli na to Mariusz Kwiecień, który stworzył wybitną kreację, Jerzy Stuhr jako reżyser, a przecież był to jego debiut na scenie operowej - to fascynujące, że mający tyle osiągnięć aktor i reżyser nie boi się ryzyka, po czym osiąga tak wspaniały efekt. Nominację powinien otrzymać również sam spektakl.

- Tyle że znaczna część środowiska teatralnego w Operze nie bywa... Trochę a propos; przed 15 laty mówiłeś mi: - Sugerowałbym jeszcze dodanie kategorii „najciekawszy debiut"...

- Myślałem wówczas o młodych aktorach, którzy mają za sobą pierwszy sezon na scenie - i nawet nie grając głównych ról, pokazują swój duży potencjał. Dziś jednak sądzę, że taka kategoria nie jest celowa, bo jak na przykład rozpatrywać studentów PWST, grających w spektaklu dyplomowym? Tam mamy do czynienia z samymi debiutami. Dziś bardziej zastanawiam się, czy nie należy wprowadzić kategorii poświęconej dramaturgom teatru, których rola jest coraz bardziej znacząca, rzadko już bowiem teatr posługuje się oryginalnym tekstem...

- Za to z lubością go deformuje - nieważne Mickiewicz czy Wyspiański, robi się z nimi, co się owemu dramaturgowi i reżyserowi wymyśli...

- Ale są i bardzo ciekawe przykłady, choćby Włodzimierza Szturca, którego wkład w spektakl „Do dna" został określony jako dramaturgia, bo też z pieśni ludowych ułożył całą dramaturgię spektaklu. Ale może mają rację ci, którzy przekonują, by więcej kategorii nagród Ludwików nie tworzyć. Z drugiej strony może być coraz trudniej z kategorią - najlepsza muzyka teatralna, ilość oryginalnej muzyki pisanej do teatru z roku na rok wyraźnie maleje.

- Na razie pozostało osiem kategorii oraz ustanowiona później Nagroda Ludwika Honorowego.

- Niesłychanie ważna, bo jest rodzajem ukłonu i uznania środowiska dla jego wyjątkowych przedstawicieli, dla tych artystów, którzy odegrali szczególną rolę w historii nie tylko teatru krakowskiego. Przypomnę, że w latach minionych laureatami byli: Jerzy Trela, Jerzy Jarocki, Jerzy Skarżyński i Izabella Olszewska. Teraz środowisko uhonorowało Mariana Cebulskiego, aktora, który całe życie spędził na scenie Teatru im. J. Słowackiego, a grał w nim już w sezonie 1947/48. Debiutował natomiast jako 18-latek w Teatrze Konspiracyjnym w czerwcu roku 1942. A zatem niemal 75 lat temu. To jedna z legendarnych postaci krakowskiego teatru, to Marian wprowadzał kolejnych młodych artystów na scenę przy placu św. Ducha.

- To na niej Ludwik Solski wcielał się w Starego Wiarusa w „Warszawiance" Wyspiańskiego i właśnie tę postać, graną przez Solskiego, upamiętnia statuetka Ludwika...

- To bardzo dobry wybór. Ludwik Solski to postać, która zaciążyła na myśleniu o teatrze w Krakowie. Dobrze też, że uroczysty raut, organizowany z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, powraca do Teatru im. Słowackiego, którego Solski był aktorem, dyrektorem i w którym, powróciwszy do Krakowa po II wojnie, występował niemal do śmierci.

- Szczęśliwie powrócił i wspomniany już plebiscyt o Krakowskie Złote Maski, teraz współorganizowany przez redakcję „Dziennika Polskiego"; wszak niegdyś, w latach 60., zainicjowała go red. Krystyna Zbijewska, która powołała do życia również bardzo wówczas popularny Klub Miłośników Teatru...

- Zobaczymy, jakich aktorskich ulubieńców oraz spektakle wybiorą teatromani...

- Teatromani, ale i działy marketingu teatrów.

- Cóż, w latach 60., gdy red. Zbijewska powołała do życia te nagrody, o marketingu się w ogóle nie mówiło, wystarczyły urny na głosy ustawione w teatrach... Ale wierzę, że to jednak będzie głos miłośników teatru. I dlatego cieszę się, że ów plebiscyt również powrócił.

- Dodajmy, że przez ostatnie 13 lat był Kraków jedynym dużym ośrodkiem teatralnym bez tego rodzaju nagród.

- Dlatego wspaniale, że obecnie krakowski ZASP pod wodzą Bolesława Brzozowskiego przywrócił tradycję Ludwików i Masek. I że święto teatru będzie znów okazją do środowiskowego spotkania.

___

Jacek Popiel – polski teatrolog i literaturoznawca, profesor nauk humanistycznych, były rektor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie.

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
1 kwietnia 2017
Portrety
Jacek Popiel

Książka tygodnia

Banialuka Bielsko-Biała 70 lat
Teatr Lalek Banialuka, Bielsko-Biała 2017
Lucyna Kozień - koncepcja i redakcja

Trailer tygodnia