Spotkanie z gwiazdami

"Nadzwyczajny Koncert Muzyki Operowej" w Operze Krakowskiej

Na ten koncert krakowscy miłośnicy pięknego śpiewu czekali z niecierpliwością. Po raz pierwszy w Operze Krakowskiej miały bowiem spotkać się dwie polskie gwiazdy najsłynniejszej sceny operowej świata, czyli nowojorskiej Metropolita - Aleksandra Kurzak i Mariusz Kwiecień.

Oboje artystów słyszeliśmy już w Krakowie. Aleksandra Kurzak śpiewała arie operowe na estradzie Filharmonii Krakowskiej, Mariusz Kwiecień kilkakrotnie brał udział w spektaklach naszego muzycznego teatru, m.in. w "Łucji z Lammermoor" i "Don Giovannim". 

Do poprowadzenia nadzwyczajnego koncertu z ich udziałem zaproszono Łukasza Borowicza, jednego z najciekawszych polskich dyrygentów młodego pokolenia. Wiedząc więc czego możemy się spodziewać, oczekiwaliśmy jednocześnie wspaniałego wydarzenia artystycznego, wynikającego ze spotkania się trzech wielkich osobowości. Nasze oczekiwania pokrzyżował jednak los.

Aleksandrze Kurzak wcześniej już dwukrotnie choroba uniemożliwiła występ w Operze Krakowskiej. Tym razem dosięgła Mariusza Kwietnia. Czwartkowy koncert został wiec odwołany, w sobotę chorego barytona zastąpił Artur Ruciński. Choć nie tak sławny, jak jego starszy kolega, sprawił, że ten sobotni operowy wieczór był w pełni spotkaniem z gwiazdami. Ale po kolei... 

Przyznam się, że po raz pierwszy absolutnie bez zastrzeżeń mogłam rozkoszować się sztuką wokalną i aktorską Aleksandry Kurzak. Artystka, obdarzona sopranem o pięknej barwie, jest w pełnym rozkwicie talentu. Miękkim, ciepłym, idealnie wyrównanym we wszystkich rejestrach głosem włada z lekkością i wielką świadomością, tak jak świadomie buduje ekspresję kreowanej postaci, a możliwości wyrazowe ma ogromne (wcześniej chwilami ekspresja przeważała u niej nad techniką). Nic atoli nie jest tu już żywiołem, ale wszystko prawdziwą, czystą sztuką. Jej Rozyna, Violetta, Zuzanna, Łucja, Norina i Zerlina (na bis) - każda była inna i każda prawdziwa.

Podobnie artystycznie skończone były interpretacje Artura Rucińskiego, śpiewaka również obdarzonego pięknym głosem i olbrzymią wrażliwością muzyczną. W sobotę wcielał się w Oniegina i starego Germonta, Hrabiego z "Wesela Figara" i księcia Jeleckiego, Ashtona i Malatestę, a wreszcie Don Giovanniego. Wachlarz emocji był tu więc olbrzymi.

Nie wiem, jak innym słuchaczom, mnie największą radość sprawiły duety, i te dramatyczne z II aktu "Traviaty" i II aktu "Łucji z Lammermoor", i te zabawne - z III aktu "Wesela Figara", z I aktu "Don Pasquale" i I aktu "Don Giovanniego". Artyści bowiem - oboje świetni - doskonale się rozumiejąc wspólnie potęgowali jeszcze muzyczne napięcia, z każdego z duetów czyniąc prawdziwą kreację. Aż chciałoby się przeżyć całe spektakle z ich udziałem!

Łukasz Borowicz z orkiestrą towarzyszył śpiewakom bardzo czujnie, będąc współtwórcą ich sukcesów. Interesująco zabrzmiały też uwertury i instrumentalne przerywniki z różnych oper pozwalające solistom nieco wytchnąć i wprowadzające słuchaczy w nastrój kolejnych ich prezentacji. Drobne mankamenty tym razem pomijam.

Anna Woźniakowska
Dziennik Polski
10 maja 2010

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia