Spowiedź artystów

"Mewa" - reż. Wojciech Faruga - Teatr Powszechny w Warszawie

W Teatrze Powszechnym odbyła się pierwsza premiera od czasu głośnej „Klątwy" Olivera Frljicia, dlatego zapewne nikogo nie zdziwiło odwołanie się do jednej, wszystkim doskonale znanej, sceny z tego przedstawienia. Czyżby Powszechny chciał przy okazji kolejnych premier, dalej płynąć na fali popularności „Klątwy"?

Teatr po raz kolejny w swoim spektaklu stara się ukazać jakąś życiową prawdę. Tym razem aktorzy przeprowadzają analizę postaw, tak doskonale sobie znanych postaci, artystów. Bohaterowie zaczynając swoją przygodę z aktorstwem mieli jakieś cele, idee, aż w pewnym momencie zaprzedali je by móc się dorobić sławy i pieniędzy. Ile prawdy z dramatu Czechowa znajduje się również w dzisiejszym świecie artystów? Czy „Mewa" w reżyserii Wojciecha Farugi jest pewnego rodzaju spowiedzią artystów?

„Mewa" Antona Czechowa to dramat, którego akcja osadzona jest na rosyjskiej wsi na przełomie XIX i XX wieku. I już widz, wchodząc na małą scenę Powszechnego, chciałby poczuć klimat tamtych czasów, ale coś mu nie daje, a konkretnie ktoś – Grzegorz Artman trzymający w rękach kamerę bardzo dokładnie rejestruje wszystko co dzieje się, tuż przed rozpoczęciem spektaklu, na widowni. Mamy okazję widzieć samych siebie na dwóch wielkich ekranach zawieszonych nad sceną. Później kamera zostaje skierowana na konkretnych bohaterów i spektakl się zaczyna na dobre.

Arkadina (Maria Robaszkiewicz) jest wybitną i znaną aktorką, grała wiele ról, osiągnęła bardzo dużo, na pieniądze nie narzeka, stać ją nawet na młodszego kochanka Trigorina (Jacek Beler), zdolnego pisarza, niepotrafiącego poradzić sobie ze swoim talentem. Między nimi jest syn Arkadiny, Konstanty (Grzegorz Artman) chcący zostać pisarzem. Na swoim koncie ma niewielką sztukę teatralną, która zostaje później zaprezentowana przed zaproszonymi gośćmi, a w jedną z głównych ról wciela się jego dziewczyna Nina (Julia Wyszyńska). Młoda kobieta chce być taka jak Arkadina i w przyszłości zostać aktorką, tak bardzo znaną jak te aktorki, których zdjęcia, wycięte z gazet, przyczepia do ściany w domu. Te dwie postaci, Arkadiny i Niny, zostały doskonale ze sobą skontrastowane. Z jednej strony dojrzała aktorka, która przeżywał zawodowe wzloty i upadki, a z drugiej młodziutka dziewczyna, nieskalana tym zawodem, marząca o wielkiej karierze, chcąca wyrwać się ze wsi do wielkiego miasta.

Każda z tych postaci dąży do czegoś innego. Siostra Arkadiny, Sorin (Aleksandra Bożek) jest nieuleczanie chora, a jedyne czego w swoim życiu żałuje to tego, że nie została choćby pisarką. Jest również wiejski lekarz, podobający się Sorin, Dorn (Mateusz Łasowski) duszący się w tym miejscu, pragnie czegoś więcej. Do tych niespełnionych życiorysów dochodzą skomplikowane relacje międzyludzkie. Masza (Karolina Adamczyk) jest zauroczona Konstantym przez co nie zauważa zakochanego w niej, bardzo skromnego i cichego Miedwiedienka (Oskar Stoczyński).

Dramat Czechowa jest paletą ludzkich osobowości, a do tego porusza ważne i wciąż aktualne problemy, jak ukazanie trudności w pracy aktora, poczucie wypalenia zawodowego, wolności artystycznej. Jednak „Mewie" Farugi czegoś zabrakło. Po raz kolejny w Powszechnym do spektaklu o czymś istotnym zostały użyte złe środki przekazu. Pomimo użycia kamery, nie najgorszej gry aktorskiej i bardzo intymnego charakteru małej sceny, pozostają w pamięci przedłużające się momenty, przeplatane wątki o charakterze patetycznym z tymi płytszymi. Oczywiście nie zabrakło dość śmiałych scen, których w murach Powszechnego jest ostatnio pod dostatkiem. Tym razem jej autorem jest postać, grana przez Mateusza Łasowskiego, kopulująca z krzesłem.

Najnowsza premiera w „teatrze, który się wtrąca" daje sporo do myślenia, najprościej mówiąc, o życiu. Można sobie zadać pytanie, czy żyjemy zgodnie z naszą naturą, czy coś nam nie umyka. Patrząc na bohaterów, dramatu Czechowa, bardzo łatwo zatracić się w swoim życiu i zapomnieć o tym, co jest najważniejsze. Aktorzy Powszechnego mówią ze sceny o swoim środowisku i choć słowa czerpią z dramatu autora „Trzech sióstr" to okazuje się, że to wszystko jest przerażająco aktualne.

Małgorzata Kociubowska
Dziennik Teatralny Warszawa
22 maja 2017
Portrety
Wojciech Faruga

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia