Stachura dla młodych

"Stachura - Piosenki Edwarda Stachury" , Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie

Kiedy ze sceny padło "ku...", młody chłopak obok mnie zdjął słuchawki. Zamiast głośnej muzyki, zaczął nasłuchiwać spektaklu. Kiedy na koniec bił brawo, przekonał mnie: to jest spektakl dla młodzieży wyrosłej poza mitem "Steda".

Nasz teatr przygotował "Stachurę" na 30. rocznicą samobójczej śmierci poety. Jednak spektakl nie ma z akademią nic wspólnego, choć jest montażem wierszy poety i jego piosenek. Każdy, kto studiował w latach 70. i 80., musiał zetknąć się z twórczością "Steda". Wiersze śpiewane przez Wolną Grupę Bukowina czy Stare Dobre Małżeństwo przenosiły na turystyczne szlaki i do obozowych ognisk słowa niepogodzonego z rzeczywistością Edwarda Stachury: "Biała lokomotywa", "Opadły mgły, wstaje nowy dzień", "Jest już późno, nie jest za późno...". Szedłem więc z nadzieją na wtórowanie (przynajmniej w myśli) śpiewającemu te teksty Piotrowi Machalicy. Teksty były - nowe aranżacje autorstwa Marcina Lamcha odmieniły je jednak na tyle, że nucić było nie sposób. Trochę żal, ale doskonale rozumiem założenie autora całości - Roberta Dorosławskiego, żeby uniknąć łzawych nostalgii.

Zresztą spektakl adresowany jest do młodych ludzi, grup szkolnych - bez sentymentów. Dlatego też do współtworzenia piosenek zaproszony został młody skład częstochowskich muzyków: obok Lamcha - kontrabasisty, grały dwie gitary: Dariusza Bafeltowskiego oraz Krzysztofa Niedźwieckiego, wyśmienitych jak zawsze. Ich granie było energetyczne, gęste, choć może zbyt nagłośnione, czasem przysłaniało śpiewającego. Machalica do takiego "stachurowego" repertuaru warunki ma idealne - głos głęboki, matowy, kiedy trzeba chrapliwy. Potrafił też wydobyć z siebie i górne tony, i bogatą ekspresję. Niedostatki tekstowe czy wypadnięcie z rytmu złóżmy na karb przedpremierowych emocji.

Soliście-wokaliście towarzyszy solista-recytator. Robert Dorosławski występuje jako Michał Kątny - osobowość, ku której coraz bardziej przesuwał się Stachura pogrążający się w depresji. Dorosławski wykreował cały spektakl: kawiarnia gdzieś tam, w niej przechodzień i kelner. Na niebie słońca lamp i wielki ptak (czasem poruszający skrzydłami). Resztę buduje światło, łącznie z efektownie opuszczającą się rampą oświetleniową, która zawisa nad zespołem, tworząc kameralny klimat jazzowego klubu.

Spektakl poetycki nie poszedł w kierunku szkolnej lekcji. Kończy go "List do Pozostałych" - krzyk rozpaczy i bólu egzystencji. A mnie przypomniał się głos jakiejś fanki odnaleziony w internecie, że poezja Stachury wzbudziła w niej zachwyt, który sprawił, że dźwięk kubka z kawą jest dla niej poezją.

Tadeusz Piersiak
Gazeta Wyborcza Częstochowa
18 marca 2009

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia