Stary Teatr przed Klatą

czyli sylwetki byłych dyrektorów

To oni nadawali charakter Staremu Teatrowi. Dyrektura Gawlika, Radwana, Bradeckiego, Koeniga czy Grabowskiego to krańcowo różne sposoby myślenia na temat modelu teatru w Polsce. Ciekawe jaką drogę obierze ich następca, Jan Klata? Czy wydźwignie teatr z zapaści? Oczekiwania są ogromne.

JAN PAWEŁ GAWLIK 1970-1980 

Ztota era Starego Teatru. Dekada rządów Gawlika, zwłaszcza pierwsza połowa lat 70., to najlepsze lata krakowskiej sceny, uznawanej za najlepszy teatr w kraju, ale także jeden z najważniejszych teatralnych adresów w Europie.

Rządy dusz sprawowało trzech wybitnych reżyserów: Konrad Swinarski, Jerzy Jarocki i Andrzej Wajda.

W 1971 roku Wajda wyreżyserował genialne "Biesy" i opierającą się na aktorskiej improwizacji "Nastasję Filipownę" Dostojewskiego; Jarocki "Szewców" i "Matkę" Witkacego, "Garbusa" Mrożka oraz "Wiśniowy sad" Czechowa. Swinarski inscenizuje "Dziady" Mickiewicza i "Wyzwolenie" Wyspiańskiego.

Gawlik kierował Starym z wyczuciem. Reżyserowali u niego także Jerzy Grzegorzewski i Maciej Prus, oraz związani z kinem Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Zanussi i Agnieszka Holland.

W zespole aktorskim pojawili się Anna Dymna, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Tadeusz Huk, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Stuhr i Jerzy Trela.

STANISŁAW RADWAN 1980-1990

Dla wybitnego kompozytora i niekwestionowanego autorytetu wśród artystów Krakowa, dyrekcja Starego Teatru nie była życiowym marzeniem, zdecydował się jednak na podjęcie tej misji na życzenie zespołu.

Jest do dziś dobrze wspominany. Radwanowi udało się niemal bez szwanku przeprowadzić Stary Teatr przez stan wojenny i smutę drugiej połowy lat 80.

Za jego dyrekcji odbyły się głośne premiery: "Życie jest snem" Calderona, "Portretu" Mrożka i "Mordu w katedrze" Eliota w reżyserii Jarockiego, "Zbrodni i kary" Dostojewskiego i "Hamleta" Szekspira w inscenizacji Wajdy.

Zajaśniała na dobre gwiazda Krystiana Lupy, który wystawił w Starym "Powrót Odysa" Wyspiańskiego, "Marzycieli" Musila i legendarnych "Braci Karamazow" według Dostojewskiego.

Tadeusz Malak wyreżyserował pamiętny "Powrót Pana Cogito" według wierszy Zbigniewa Herberta, a Jerzy Stuhr - w 1985 roku przebojowego "Kontrabasistę" Suskinda, kultowy monodram grany z przerwami aż do dzisiaj. Za dyrekcji Radwana repertuar był ciekawy i urozmaicony, wyraźnie dał się jednak odczuć brak artystycznego lidera. Po śmierci Swinarskiego, żadnemu twórcy nie udało się go zastąpić.

Niemniej jednak okres dyrektury Radwana powszechnie uznaje się za ostatni świetny czas w najnowszych dziejach Starego.

TADEUSZ BRADECKI 1990-1996

Dyrektura Bradeckiego, wówczas obiecującego reżysera, kojarzonego także ze świetnych ról w filmach Krzysztofa Zanussiego, oceniana jest dzisiaj rozmaicie. Z jednej strony Stary Teatr działał pełną parą. Na Dużej Scenie, w Sali Modrzejewskiej, na Scenie Kameralnej oraz w Piwnicy "Przy ul. Sławkowskiej 14, codziennie pokazywane były udane przedstawienia. Brakowało jednak wielkich wydarzeń artystycznych. Najważniejszym był "Ślub" Gombrowicza w reżyserii Jarockiego z wybitną kreacją Jerzego Radziwiłowicza. Wajda wystawił "Wesele", Grzegorzewski "Śmierć Iwana Iljicza" oraz "Dziady - dwanaście improwizacji", a Jarocki "Grzebanie". Nowym liderem zespołu stał się Krystian Lupa, zwłaszcza po "Maltem", "Lunatykach" oraz przede wszystkim po "Kalkwerku". W 1991 roku Stary zyskał status sceny narodowej, a w 1994 roku został włączony do Unii Teatrów Europy. Pod koniec dyrektury Bradeckiego coraz częściej zaczynało się mówić o artystycznym impasie. W teatrze, który słynął z wyrównanego, wysokiego poziomu, pojawiły się spektakle zawstydzająco nieudane. Teatr rozwinął się organizacyjnie, ale pod względem artystycznym rozpoczął się trwający właściwie aż do dzisiaj czas zdecydowanej obniżki formy.

KRYSTYNA MEISSNER 1997- VI 1998

Jedna z najkrótszych dyrekcji w Starym, jednocześnie najbardziej burzliwych. Ceniona reżyserka przeniosła się do Krakowa opromieniona sukcesami w prowadzeniu Teatru im. W. Horzycy w Toruniu oraz w organizacji festiwalu "Kontakt". Od początku nie ukrywała, że nie odpowiada jej zarówno dotychczasowa linia repertuarowa, jak i stan, w którym zastała zespół aktorski.

Nowa dyrektorka weszła w otwarty konflikt z aktorskimi tuzami Starego, po jej stronie stanęła natomiast większość reżyserów. Tamten spór ma z dzisiejszej perspektywy znaczenie symboliczne. Teatr, który zawsze był monolitem jeśli chodzi o pojęcie zespołowości, lojalności i partnerstwa, po raz pierwszy ujawnił głęboko idące podziały. "Stanęliśmy po dwóch stronach barykady. Byłam wówczas w Radzie Artystycznej "Starego" i nie mogłam udawać, że nic się nie stało. Nasi ukochani reżyserzy postąpili okrutnie wobec aktorów" - mówiła Anna Polony. Za krótkiej dyrekcji Krystyny Meissner powstały dwa wybitne spektakle: "Faust" Goethego w inscenizacji Jarockiego, oraz "Iwona, księżniczka Burgunda" Gombrowicza w reżyserii Grzegorza Jarzyny, otwarto również Nową Scenę przy Jagiellońskiej. 

JERZY BIŃCZYCKI lipiec - październik 1998

 O ile dyrektura Krystyny Meissner był krótka, o tyle okres rządów Jerzego Bińczyckiego należy uznać za migawkowy. Podobnie jak w przypadku Stanisława Radwana, Bińczycki zgodził się na poprowadzenie Starego Teatru na prośbę zespołu. Chodziło przede wszystkim o oczyszczenie niezdrowej atmosfery oraz zaproszenie do współpracy urażonych reżyserów i opracowanie nowego planu repertuarowego. Bińczycki, kochany przez publiczność, cieszył się nieposzlakowaną opinią. Problemy, z którymi musiał się zmierzyć, oraz narosłe konflikty zaczęły go przerastać. Okres rządów Bińczyckiego w kilka miesięcy po objęciu stanowiska przerwała jego nagła śmierć. "Patrzyłem, jak z tygodnia na tydzień marnieje. Widok był rozdzierający. Binio traktował to wszystko bardzo poważnie, czuł, że wziął na swoje barki zadanie ponad miarę. Mam wrażenie, że gdyby nie został wtedy dyrektorem, żyłby może do dzisiaj" - wspomina Jan Nowicki. 

JERZY KOENIG 1998-2002

W 1998 roku zmieniała się formuła administracyjna dyrekcji teatru. Na dyrektora naczelnego powołano Ryszarda Skrzypczaka, na dyrektora artystycznego Jerzego Koeniga.

Wybitny teatrolog i krytyk, postawił sobie za cel uspokojenie panujących w teatrze nerwowych nastrojów, co w znacznym stopniu się powiodło. Zdecydowanie gorzej wypadł jednak artystyczny bilans jego dyrektury. Profil teatru był magmowaty i nieokreślony.

Koenigowi udało się namówić reżyserów do powrotu (Jarocki, Wajda, Lupa), niemniej powstałe wówczas spektakle trudno nazwać ważnymi w ich dorobku.

Najciekawszym pomysłem Koeniga okazało się zaproszenie do ścisłej współpracy Kazimierza Kutza. Wybitny filmowiec zrealizował w Starym serię bestsellerowych przedstawień na podstawie dramatów Aleksandra Fredry ("Damy i huzary"). Tadeusza Różewicza ("Spaghetti i miecz") oraz P.O. Enquista ("Twórcy obrazów").

Niestety, w Starym coraz częściej zaczęły powstawać przedstawienia nijakie, kiepsko grane i reżyserowane. Mit legendy Starego Teatru odchodził do lamusa.

MIKOŁAJ GRABOWSKI 2002-2012

Rzadko który dyrektor na starcie kadencji zostaje obdarzony tak wielkim kredytem zaufania.

Na Grabowskiego liczyli wszyscy: zespół, krytycy, środowisko. Po Grabowskim oczekiwano wielkiej reformy i powrotu teatru do ścisłej czołówki.

Doświadczony reżyser i pedagog, autor kultowego "Opisu obyczajów", postawił na młodość i eksperyment. Pomysł wydawał się ciekawy, zabrakło jednak, bagatela, udanych przedstawień.

Za dyrekcji Grabowskiego kompromitowali się nawet mistrzowie w rodzaju Lupy, również sam dyrektor znalazł się w zaskakującym impasie twórczym. Długa, dziesięcioletnia dyrekcja przyniosła kilka udanych projektów (festiwale Bazart, re_wizje), parę interesujących spektakli, oraz zaledwie dwa wydarzenia rangi międzynarodowej - zrealizowany w koprodukcji z Teatrem Rozmaitości "Krum" Levina w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, oraz "Factory 2" w reżyserii Krystiana Lupy. Sukcesów było niewiele, pogłębiły się natomiast wewnętrzne podziały w zespole. 

Niektórzy wybitni aktorzy - wymowny jest przykład Jana Frycza - zmuszeni byli do przeprowadzki do Warszawy, poważna część zespołu właściwie przestała występować. Dyrekcja Mikołaja Grabowskiego okazała się smutnym okresem bez większego znaczenia.

JAN KLATA 2013-?

Podobno tylko groźnie wygląda. Charakterystyczny irokez ukrywa wrażliwą, ale i niepokorną duszę.

O tym, że Jan Klata jest zdeterminowany, żeby objąć schedę po Mikołaju Grabowskim, było wiadomo mniej więcej od momentu, kiedy dotychczasowy dyrektor w kuluarowych rozmowach z zespołem oświadczył, że wkrótce planuje przejść na emeryturę. To było dobrych kilka lat temu...

Dyrekcja Mikołaja Grabowskiego niepokojąco się jednak przeciągała, w tym czasie Jan Klata realizował kolejne, niestety nie najlepsze przedstawienia w Starym, do udziału w których zapraszał aktorów z różnych pokoleń, co przez złośliwców zostało odczytane jako chęć przypodobania się zespołowi.

Klata nie potrzebuje się jednak nikomu podlizywać.

Za jego kandydaturą przemawiają ewidentne sukcesy. W ciągu ostatnich lat, to właśnie jego nazwisko, obok Kleczewskiej, Wyrypajewa oraz duetu Demirski-Strzępka, było najczęściej wymieniane jako przykład nowego, niepodległego głosu w polskim teatrze.

Jednak przed młodym dyrektorem stoi trudne zadanie. Obejmując Narodowy Stary Teatr powinien różnicować własną, prowokacyjną wizję teatru, z tradycją wpisaną w charakter sceny.

Znane już artystyczne plany Jana Klaty, w których zapowiada cykle odwołujące się wprost do czołowych osiągnięć najwybitniejszych reżyserów pracujących niegdyś w teatrze, wydają siędobrą wróżbą.

Startuje z dobrej pozycji. Otrzymał świetnie naoliwioną teatralną maszynę - bezsprzecznym osiągnięciem dyrektury Grabowskiego była modernizacja wszystkich scen - oraz wciąż jeden z najlepszych zespołów aktorskich w kraju.

Szansa nie powinna zostać zmarnowana.

Łukasz Maciejewski
Polska Gazeta Krakowska
7 lipca 2012

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia