Stół niezbyt okrągły

czyli o 1. Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie

Każdy przedstawiony w Rzeszowie spektakl to dla publiczności wielkie przeżycie, od uniesienia czy znudzenia do nieustannie towarzyszącej widzom swoistej, radosnej udręki, dręczącego uczucia niepokoju. W festiwalowych przedstawieniach odbijała się bowiem kondycja tyleż współczesnego polskiego teatru co naszego świata. Oglądaliśmy zatem siebie samych. Doznając przy tym nieraz artystycznych objawień.


Projekt W samo południe reżyserowany przez Wojciecha Ziemilskiego został zrealizowany w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, miejscu, które specjalnie nie skorzystało na zmianie ustroju. Największy odsetek ludzi przekonanych, że demokracja nie jest dobrym systemem politycznym, zanotowano właśnie w Wałbrzychu, mieście dotkniętym do żywego przez skutki uboczne transformacji: bezrobocie i wszystkie jego konsekwencje. Ale wyjątkowość projektu objawia się także w metodzie wykonania: to, co widzimy na scenie, jest konsekwencją konkretnych akcji podjętych w celu realizacji zadanego tematu, czyli wpływu przemian, jakie zaszły w Polsce po wyborach roku 1989 na życie ludzi. Szczególny jest także dialog podejmowany z publicznością, którą Ziemilski po raz kolejny zachęca do mówienia o problemach inaczej niż dotychczas. Widzowie zostają poproszeni o oddanie swego głosu przez ujęcie w słowa skojarzeń, jakie przywodzi im na myśl słowo "transformacja". Materiały pochodzące z tego wstępu, wraz z hasłami z wcześniejszych przedstawień, wykorzystane zostają na scenie, gdzie aktorzy ukazują je w całej okazałości na tle budzącego niemały śmiech Dziennika Telewizyjnego z okresu wspomnianych wyborów. Dystans między siedzącymi jakby w szkolnej ławie wykonawcami a oglądającą ich z bliskiej odległości publicznością, jest minimalny dosłownie i w przenośni, bo ważki temat dotyczy przecież nas wszystkich, zarówno tych, którzy doskonale pamiętają PRL, jak i tych, którzy znają go wyłącznie z opowiadań i lekcji historii.

Autorami tego misternie utkanego dialogu z historią osobistą i narodową są także aktorzy, reprezentujący odmienne wiekowo grupy. Elementy ich prywatnych opowieści widzowie mogą odnaleźć we własnych historiach: pierwsza praca, emigracja, przedmioty z zagranicy, Policjanci z Miami, nauka rosyjskiego zamieniona na angielszczyznę, szturmem wchodzącą w nasze życie w latach dziewięćdziesiątych, zażenowanie obywatela PRL-u za granicą i wszystko inne, co składa się na życie w demoludzie lub poza nim. Prywatne doświadczenia splatają się z oczekiwaniami wobec skonkretyzowanej przemiany, jaka nastąpiła w Polsce po Okrągłym Stole lub z komentarzem przedstawicieli pokoleń, które zastały Polskę już odmienioną. Co otrzymaliśmy po transformacji? Czy McDonaldy i Levisy dla każdego dały nam wolność? Twórcy spektaklu stawiają publiczności i sobie takie właśnie pytania, próbując uniknąć banalnej i jednoznacznej odpowiedzi.

Jednak najodważniejszym posunięciem ekipy realizującej W samo południe jest opowiedzenie historii osób, które startowały w 1989 roku w wyborach (okręgu wałbrzyskiego), poprzedzone wnikliwymi badaniami oraz spotkaniami – jeśli były możliwe – z tymi, w których 25 lat temu pokładano nadzieje. Ich historie są bardzo różne, ale podkreślona przez twórców niemożność znalezienia z nimi wspólnego języka sugeruje, że wina za sytuację w Wałbrzychu stoi w dużej mierze po stronie nieporadnych polityków i politykierów. Ten stół wcale nie był okrągły – słyszymy ze sceny, by po chwili słuchać o źródle inspiracji do słynnego plakatu Solidarności. Aktorzy przypominają film High Noon, z którego wypożyczyliśmy amerykańskiego kowboja, pasując go następnie na rycerza naszej wolności. Niestety jego szlachetna walka twarzą w twarz to mit, który łatwo zweryfikować, oglądając hollywoodzki przebój. Miało być pięknie – wyszło jak zawsze. Chociaż może nasz Gary Cooper wcale nie był tamtym Garym Cooperem z Hollywood? Tylko czy to dla niego i dla nas lepiej, czy gorzej?

Oryginalna realizacja wałbrzyskiego teatru została na Festiwalu nagrodzona za twórcze wychodzenie poza granice teatru – słusznie, to wyjątkowe przedstawienie. Ale tak, jak nie udało się uniknąć w tym spektaklu oceniania, tak nie sposób uciec smutnej puencie rozczarowania niegdysiejszym entuzjazmem i „nową Polską", która pogłębia poczucie beznadziei w niejednym Wałbrzychu, niejednego kraju obozu socjalistycznego. I choć nasz barak, jak pokazuje W samo południe, nadal jest najweselszy w całym obozie, to jest to wesołość zakropiona łzami.(cdn)
__

Autorka jest absolwentką filologii norweskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i doktorantką w Zakładzie Historii i Teorii Teatru Instytutu Sztuki PAN w Warszawie. Zajmuje się głównie obecnością dramatu skandynawskiego i anglosaskiego w Polsce oraz rolą przekładu w teatrze.

Katarzyna Maćkała
dla Dzienika Teatralnego
18 grudnia 2014

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...