Story Loves Gay

"Gay Love Story" - reż. A. Ilczuk - Teatr Ad Spectatores we Wrocławiu

Postawienie geja na scenie jest jak tworzenie najnowszej mitologii. Ta gejowska, w przeciwieństwie do antycznej rezygnuje z bohaterów dostojnych, obrzędowych na rzecz kampowych, przegiętych cieleśnie i pogiętych psychicznie.

Bo gej to właściwie chodzący władca kampu [fr. se camper – ‘przybierać pozy’, ‘popisywać się’; kamp zakłada świadomą celebrację wyalienowania, dystansu i nieprzystawalności], król własnego pokoju z komputerem i internetem, przeginający się do lusterka, ciotujacy przed koleżkami z czata, ale tak naprawdę zagubiony w heteronormatywnej przestrzeni publicznej. 

W jakim świece żyją geje? Podobno w Rosji wcale ich nie ma, a jeśli już są, to jest ich niewielu. Większość ukrywa się gdzieś w wielkiej Moskwie. Ich świat to sieć- rozumiana zarówno jako uwikłanie bohatera we własnej nieakceptowanej społecznie seksualności, a także jako internet, czyli bezpieczna przestrzeń, po której mogą poruszać się bez skrępowania, bez strachu i bez twarzy. Wirtualna rzeczywistość jest dla nich współczesną szafą, do której zostają wtłoczeni geje, nie mający szans na swój życiowy coming out.  

„Teatr Ad spectatores” na warsztat bierze sztukę Aleksandra Wartanowa i Siergieja Kałużanowa poskładaną z fragmentów rozmów z rosyjskich czatów dla homoseksualistów. W państwie, w którym kultura gejowska nie kwitnie, teoria queer jeszcze nie istnieje, pozostaje wybór- albo ciepły dom, żona, dzieci i cały ładunek heteronormatywnych obowiązków lub samotność plus myszka i klawiatura. Tak czy inaczej szczęście nie jest im przeznaczone. Złe fatum, nieodwracalna wola bogów sprawiła, że bohaterowie zostają naznaczeni seksualnym piętnem orientacji homo. Niezależnie od wyboru jakiego dokonają, skutek i tak zaprowadzi ich w zgubnym kierunku.  

Gej na czacie to idea, to myśl, która może przybrać jakąkolwiek bądź formę, istny kameleon. Dziś jest młodym, wysportowanym, jurnym jebaką, by za parę chwil w szczerej rozmowie ujawnić, że jednak na karku 45 lat, na ciele duży brzuch, a w głowie pełno nazw roślin, które hoduje w ramach hobby. Jednym słowem z jego życia wieje nudą, pustką i emocjonalnym brakiem. Brakiem, który stara się wypełnić kolejnymi numerami telefonów, zdjęciami sylwetek internetowych gayfriends.  

Samotność to gejowskie brzemię, z którym tuła się po świecie, zwiedzając go, podziwiając i dostosowując się do reguł rasy panów heteroseksualnych. W teatrze i literaturze bohater samotny wygląda wyjątkowo atrakcyjnie, zwłaszcza wtedy, gdy widz dostrzega swoją własną alienację, tak niepożądaną i niepopularną poza gmachem teatru. I wtedy do głowy wpada pytanie: może jednak nie jestem sam w swojej samotności? 

Co tak naprawdę znajdziemy na przegiętym tęczowym Olimpie? W tym micie Olimp jest osiągalny dla śmiertelnych, gdyż mogą sami przekonać się, co się na nim znajduje. Wystarczy wejść na czat internetowy, klikając na zakładkę „Gay”. Z pozoru zwyczajna rozmowa: 

- Cze :-) Samotny wieczór? Acha, uhm, okej. Podobasz mi się :-) Wyślesz mi zdjęcie? Super!

- Chcesz, żebym zadzwonił? Proszę, podaj mi twój numer, chcę Cię usłyszeć. Hmm… Co teraz robisz? Uhm. Cześć chłopaki, dawno mnie tu nie było! 

Ale tak naprawdę pod tekstem, kryje się cała kultura pedalska. Między słowami leci Madonna „Give it to me”, czuć zapach perfum „Dolce & Gabbana”, widać nowy sweterek z H&M, a wszystko okraszone jest świetlistymi cekinami na spodniach i opalenizną z solarium.  

To właśnie tym żyje pięciu bohaterów „Gay love story”. Ci młodsi ubierają się w szokująco obcisłe ubrania, dłubią pilniczkiem w paznokciach, przyczesują gładkie od prostownicy włosy. Ci starsi wiekiem nie muszą już się stroić, są bardziej zrezygnowani od młodych, ale, mimo to, do końca szukają miłości. Czat jest medium, za pomocą którego wyrażają stan zakochania wobec innego użytkownika. Wydawać się to może płytkie, ale w przypadku, kiedy ich miłość jest zakazana i niewskazana, jest to jedyny sposób na wyrażenie takiego uczucia.  

Oto i cała mitologia – prosta, ale z drugiej strony pokomplikowana i ciężka do przebrnięcia jej bohaterom. Współczesny rosyjski gej to zrezygnowany Syzyf, już nie dźwigający kamienia pod górę, to Don Kichote, nie imający się jednak walki z wiatrakami. On jakby jest i jakby go nie ma. Stoi na pewnej granicy, której przekroczenie w jedną stronę skazuje go na potępienie, w drugą natomiast na nieobecność.

Paweł Bukowski
Dziennik Teatralny Wrocław
28 maja 2009

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Proces
Pia Partum
19 stycznia 2019 roku na scenie pojaw...