Straszna śmierć

13. Wałbrzyskie Fanaberie Teatralne - Straszny teatr. Odsłona druga

O tym, że horror nie musi wcale obfitować w efekty specjalne i ociekać krwią, przekonaliśmy się podczas tegorocznych Fanaberii teatralnych u Szaniawskiego. Makabra wydarza się także w życiu pozornie normalnych ludzi, w przyzwoicie funkcjonujących społecznościach. Tak jak w wiejskiej osadzie w spektaklu legnickiego teatru. Jej autochtonom na początku nic nie można zarzucić oprócz prostactwa i drobnych przywar, ale Diabeł zapowiadający kolejne wydarzenia już zaciera ręce, gdyż bez wielkiego wysiłku znajduje w ludziach doskonałych uczniów.

Choć akcja zaczyna się w wigilijnej porze czynienia dobra bliźnim, to mieszkańcy wsi udowadniają, że zło leży immanentnie w ludzkiej naturze. Znajdują się ofiary, na których mogą wyładować złość i frustrację : świadkowie Jehowy. Do wioski przybywa niczym zwiastun Zła, Bogdan, pijak i kat wyżywający się na swojej rodzinie, rzekomo przeżywający katharsis. Postacie są przedstawione karykaturalnie, jak z obrazów Dudy – Gracza. Scena weselna, w czasie której podrygują w konwulsyjnych ruchach przypomina raczej dance – macabre. Grzech rodzi grzech, jedno morderstwo natychmiast implikuje kolejne. Ofiarą, nawróconego na drogę Diabła Bogdana, staje się przypadkowy Świadek Jehowy, a następnie wraz z maltretowaną żoną mordują w bestialski sposób niewinnego i uczciwego Jaśka. Ofiara staje się katem, sceny przemocy przypominają kadry z filmów o polskiej wsi. Wyświetlane na ekranie jako tło grafiki sielankowej wsi, tylko potęgują kontrast z mrocznymi wydarzeniami. Dokonany samosąd ostatecznie przesądza wygraną księcia ciemności, który przewrotnie składa podziękowanie za tak doskonałych wykonawców swej woli, do niczego przecież nie zmuszanych.

Ten współczesny moralitet ubrzydza i upraszcza świat i ludzi, kierujących się atawistycznymi popędami. Być może nie bez związku jest tu też bliskość natury, w której słaba jednostka nie ma prawa przetrwać.

Inaczej powinno być wśród kulturalnych, wykształconych, takich jak profesor z „Lekcji" Ionesco. Tytułowa lekcja, metafora życia, rozpoczynająca się fałszywymi, uprzejmymi konwenansami , coraz bardziej odkrywająca jednak karty nienawiści i agresji. Gombrowiczowskie drwienie z form i układnej komunikacji oraz wywlekanie na wierzch bebechów podświadomości czyniło ten spektakl chyba najtrudniejszym i najbardziej niedocenionym spektaklem „Fanaberii". Zadanie śmierci drugiej osobie jest czymś niezmiernie łatwym, niepostrzeżonym, powód też zawsze się znajdzie, gdyż w naturze ludzkiej dominuje agresja i gniew, choćby wobec głupoty. Czy profesora z „Lekcji" ( mroczny i nieprzewidywalny Wojciech Kalarus) i jego dziwną gospodynię ( groteskowa Jadwiga Jankowska – Cieślak) możemy określić psychopatami, czy przeciwnie to my widzowie świetnie potrafimy się maskować. Sztuka porusza w nas warstwy lęku i niepewności wobec samego siebie.

Pelcia, barykadująca się w kuchni Marty Morskiej ( Joanna Szczepkowska) świadomie odcina się od współczesnego świata, nie godząc się na jego zasady, a raczej ich brak. Czy może popełnia symboliczny akt samobójstwa jako sprzeciw wobec konieczności szybkiej kariery i lansu w postaci cwanego agenta ubezpieczeniowego ( Jan Jurkowski) . Dla niego śmierć ma sporą wartość, wręcz namacalną, potrafi na niej zarobić i namówić innych do swoistego hazardu : „ kto pierwszy, my czy oni". Żyć trzeba szybko i na sprzedaż, trawestując Wajdę, inaczej nie ma to sensu. Wietrzy interes życia w zdziwaczałej kobiecie, rezygnującej z bywania na „ściankach" i na salonach, chce „wkręcić" ją w reality show. Tekst tego spektaklu to także oznajmienie śmierci archaicznego języka i wyparcie go przez slang młodych yuppie. Zostajemy jednak z tajemnicą, gdyż w kuchni, azylu żyjącej wojną Pelci, zapala się światło. Czyżby ofiarą dwóch starszych kobiet ma zostać wyrachowany młodzieniec , zwabiony w ich zmyślenia jak w sieć pajęczą?
Śmierć zbiorowa, holocaust, o której tak bardzo chciał donieść światu Karski ze spektaklu „ Karskiego historia nieprawdziwa" została wyśmiana, zbagatelizowana. Ważniejsze były konie, o które zapytał Karskiego zatroskany Winston Churchill. Aktorzy i twórcy, ratunek od tragedii absurdu niezrozumienia Karskiego znaleźli w konwencji surrealistycznego komizmu. Przenieśli widzów w idealny świat, świat cukru pudru, jak oznajmia na wejściu przebrany za kosmitę Robert Mania. Nie ma w nim miejsca na śmierć, chorobę, strach i wojnę. Wszyscy doskonale się bawią w nieustannej rewii, w której postacie polityki mieszają się z gwiazdami estrady. Michale Jackson, Freddie Mercury, Goebbels, Hitler, wszyscy odeszli z różnych powodów niezrozumieni . Karski również.

Na pewno zrozumieć poezję Mickiewicza pomogli współczesnej, młodej publiczności artyści z grupy „Wieszcze niespokojne" (Jan Czapliński, Justyna Chaberek, Jan Burzyński, Jakub Borczyk, Bartek Borowiec) . W swym szalonym, transowym koncercie „Mickiewicz live" ma się poczucie jakby rzeczywiście podnosił się on z grobu niezrozumienia i patriotycznego patetyzmu. Wersy jego poematów w hip – hopowej aranżacji nabierają ekspresji i współczesnego oddziaływania. Może to ostatnia deska ratunku, by wieszcze nie umarli na wieki, strasząc młodzież pustymi oczodołami liter.

I wreszcie horror przez duże „H", opowiadanie Gogola na podstawie ukraińskiej legendy w interpretacji Teatru Zagłębie z Sosnowca. Ciemność, błyski ognia, opowieści mrożące krew w żyłach. Gdzieś na pograniczu jawy i snu błąkają się młodzi studenci, w przepięknej scenografii wschodniej wsi, w starej cerkwi próbuje zbadać prawdę o „żywym trupie". Czy ich filozoficzny racjonalizm przegra ze zjawiskami paranormalnymi jak lewitujące czarownice i ożywionymi potworami rodem z ukraińskiego folkloru. I nawet widzowie o mocnych nerwach w scenie zasuwania nad widownią czarnej kotary, mającej jakby odgrodzić nas od realności, osiągali granice wytrzymałości.

Na pewno nie każdemu odpowiada taki rodzaj teatru, werystyczny, oddający poprzez scenografię klimat i atmosferę grozy, od której współczesny człowiek tak daleko odszedł. Jednak to już temat na oddzielny artykuł, o tym, czy na tyle odeszliśmy już od teatralnej dosłowności, długiej narracji na rzecz metafory i symboliki, że nawet próba reanimacji tego zombie raczej drażni i śmieszy niż przeraża.

Justyna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wałbrzych
10 grudnia 2015

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia