Striptiz tylko dla dorosłych

"Goło i wesoło" - reż. Arkadiusz Jakubik - Teatr Bajka w Warszawie

Nie ma co ukrywać, że wabikiem na ten spektakl były plakaty z męskimi pośladkami. Stąd nie dziwiło, że większość publiczności stanowiły panie, choć i męskie salwy śmiechu co chwilę dało się słyszeć. Bo też i o to chodziło

Ten spektakl to sukces gwarantowany. Już sam tytuł zapowiadał jak będzie: "goło i wesoło" i tu na pewno nikt z widzów, który w czwartkowy wieczór zasiadł w słupskim teatrze, się nie zawiódł. Choć, po przedstawieniu, dało się słyszeć nieco zawiedzione głosy pań, że jedna męska pupa Bugie\'go - rockmana, to jednak oszustwo. Na plakatach golizny było więcej niż w rzeczywistości na scenie. Bo panowie, choć kusili, wabili, zachęcali, niewiele pokazali. Jeśli chodzi o ciało oczywiście, a nie o grę aktorską. Bo tu wielkie brawa! Bezsprzecznie, furorę zrobił Radosław Pazura, który w roli konferansjerki, w obcisłej damskiej sukience z gołymi plecami, peruką na głowie i na obcasach, nie dość, że okazał się naprawdę seksowną laską - mówiąc slangiem młodzieżowym, to do tego naprawdę świetnym aktorem komediowym.

Wesoło było niezaprzeczalnie (aż tusz do rzęs mi się rozmazał od łez ze śmiechu), ale czy goło? Nie aż tak bardzo, ale w końcu to nie występ chippendalesów, a profesjonalny spektakl teatralny. Moim zdaniem - po stokroć lepszy niż występ najlepszych striptizerów.

Prosta fabuła nie zmuszająca specjalnie do wysiłku intelektualnego, dużo erotycznych podtekstów oraz nazwiska gwiazd takich jak Radosław Pazura, Jacek Lenartowicz, Henryk Gołębiewski czy Mirosław Zbrojewicz (znany bardziej jako Grucha z filmu "Chłopaki nie płaczą") to sukces gwarantowany. Bo nie ma co ukrywać, że po całym tygodniu ciężkiej pracy, nie mamy ochoty na egzystencjalne przemyślenia i rozterki. Ten spektakl to porządny zastrzyk humoru i rozrywki, czyli tego, czego najbardziej nam potrzeba, gdy za oknem jesień, w pracy stres, a do tego wszechobecny kryzys.

Fabuła oczywiście ma swój głębszy sens, bo opowiada o grupie bezrobotnych mężczyzn, którzy wpadają na pomysł, aby założyć grupę stripizerów. A do bosko obdarzonych przez naturę nie należą. Jeden gruby, drugi z zapadniętą klatą, trzeci z krzywymi nogami. Wszyscy walczą ze swoimi kompleksami - jak w codziennym życiu każdy z nas. Każdy z nich boryka się ze swoimi problemami - od jednego odeszła żona i zostawiła go z synkiem, drugi mieszka z mamą, z którą biega na roraty, a trzeci jest tak zakompleksiony, że boi się porozmawiać z kobietą.

Nie ukrywajmy jednak, że ta gorzka strona życia schodzi tu na drugi plan, a widownia czeka na finałowy pokaz "Napalonych nosorożców". Panowie prezentują się w nim profesjonalnie, a panie na widowni entuzjastycznymi brawami zachęcają, aby panowie pokazali więcej.

W najlepszych momentach światła jednak gasną bądź błyskają i stąd niektóre panie wychodziły z małym niedosytem. W szatni dało się jednak słyszeć "Heniu, szykuj stringi. Cekiny ci doszyję". Spektakl gorąco polecam, ale wstęp od lat 18!

Magdalena Olechnowicz
Głos Pomorza
15 listopada 2011

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia