Stylistyka moich przedstawień nie musi interesować wszystkich

Jubileusz pracy artystycznej Marka Mokrowieckiego

Marek Mokrowiecki przez lata budował teatr środka. Taki, dla każdego widza, ale nie stroniący od dobrej literatury. Repertuar układa tak, żeby w każdym sezonie był spektakl dla honoru domu, oprócz fars tak chętnie oglądanych przez publiczność i propozycji dla najmłodszego widza, które cieszą się dużą popularnością. - Uważam, że to, co robimy, ma sens, że w jakiś sposób dopełniamy misję, że mamy swoich wiernych widzów - mówi dyrektor Teatru im. Szaniawskiego w Płocku.

Z cięć budżetowych, zmniejszonych dotacji, "janosikowego" - wyszedł obronną ręką. Sceny nie zadłużył, aktorzy zostali, zespół nawet wzbogacił się o absolwentów akademii teatralnych. Ale w repertuarze na ten sezon nie znalazła się z braku środków zapowiadana, głośna sztuka o Broniewskim, który w Płocku spędził ważne lata.

- Jestem przesądny teatralnie: na scenie nie można gwizdać, bo sztuka będzie wygwizdana, gdy egzemplarz roli upadnie na podłogę, trzeba go przydeptać. W czarnego kota nie wierzę, bo mam go już tyle lat, a w domu nam się drogi krzyżują bez przerwy - powiedział podczas jednej z naszych rozmów.

Pierwszym teatrem Marka Mokrowieckiego był Teatr Pantomimy we Wrocławiu. Potem była Scena Polska w Cieszynie. W publikacji wydanej z okazji 55-lecia TD napisał: Sprowadził mnie na Zaolzie Karol Suszka, Z którym spędziłem cztery lata w PWST w Warszawie. 30 października 1965 wysiadłem na dworcu w Czeskim Cieszynie i zacząłem szukać teatru. Divadlo? Cóż wiedzą... pójdę do prawa... O Boże, nic nie rozumiem. .. Portiernia, obce twarze, Karol i Janka Buława (też koleżanka z roku) przedstawiają mnie: "to jest Mokry". I nagle krzyk portiera, pana Janka: "Polsky soubor odjazd". Jedziemy do Nowego Bogumina, Scena Polska gra Lumpaci-Vagabundus. Pamiętam barwne, rozśpiewane przedstawienie i "sześćset sześćdziesiąt sześć". Nazajutrz podpisałem umowę. Szefem Polskiej Sceny był wówczas Alojzy Nowak, a dyrektorem teatru Frantisek Kordula - nazywaliśmy go Vrta-Prta. (...) To była wielka lekcja aktorstwa. I zespół, jakiego już nigdy więcej nie spotkałem. Był to czas, kiedy do "starych " aktorów Sceny doszła młodzież ze szkół teatralnych w Warszawie i Krakowie (...) Mówiono o nas "młodzież Sceny Polskiej". I tak zostało do dzisiaj. W Cieszynie grał w sztukach: "Lisie gniazdo", "Wesołe kumoszki z Windsoru", "Krwawy sąd albo Kutnogórscy hawerze", "Kopernik". Jedną z realizacji - sztukę "Ktoś nowy" Domańskiego, zapamiętał szczególnie barwnie. Aktorzy często robili sobie grepsy, czyli kawały podczas trwania spektakli, za co dostawali "pokutę". Podczas przedstawienia sztuki "Ktoś nowy" Marek Mokrowiecki wyszedł na scenę i w finale (a było to zebranie partyjne) wygłosił następującą kwestię: "Chciałbym przeprowadzić samokrytykę", po czym wyciągnął z kieszeni pół litra wódki. Inni koledzy uciekli ze sceny, krztusząc się ze śmiechu. A była to rola chuligana Zawadko, którą Mokrowiecki grał na zmianę z Karolem Suszką. O to, kto będzie grał Zawadkę, który schodził ze sceny po pięciu minutach i więcej się nie pojawiał, toczyliśmy codziennie boje w tenisa, które oczywiście przegrywałem. Raz udało mi się wygrać. Za swoją "samokrytykę" dostał oczywiście pokutę.

Szekspir w dżinsach

Z Cieszyna Mokrowiecki udał się znów na studia - do Pragi, gdzie w 1977 roku ukończył Wydział Reżyserii. Dyplom zrobił na Scenie Polskiej. Była to realizacja "Wieczoru Trzech Króli". (...) jako młody, awangardowy reżyser wymyśliłem podest wchodzący w widownię. Pan Cejnar pięknie go zaprojektował i zaczęły się problemy. Przecież każdy widz miał swoje ulubione miejsce, a tu stoi jakiś podest i trzeba wszystkich poprzesadzać. Uparłem się też, Że przynajmniej dwoje aktorów będzie nosiło prawdziwe dżinsy. W rezultacie Rysi Spince i Rudkowi Molińskiemu za całe czterdzieści dolarów (ile to było wówczas pieniędzy!) kupiłem w Pewexie w Żylinie prawdziwe Levisy. Na premierze dostałem od kolegów rakietę tenisową, a Kaziu Siedlaczek - Maholio, wziął mnie pod rękę, wyprowadził na feralny podest i spytał widownię: "No i co? Zdał?". I obrzucono mnie pomidorami, które pozbierałem i zjadłem... bez soli. Wracałem potem do Sceny parokrotnie jako reżyser.

Nasze miasto

W latach 1977-83 Mokrowiecki był reżyserem w Teatrze Polskim w Bielsku Białej. Zrobił tam m.in. "Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem" Johna Reeda, "Skoczka" Andrzeja Niedoby (1978 rok), "Szczęśliwych we troje", "Świadkowie albo nasza mała stabilizacja" Różewicza, "Łyżki i księżyc" Zegadłowicza, "Czarowną noc" i "Na pełnym morzu" Mrożka. Za rolę Hamleta, którą zagrał w 1980 roku otrzymał Złotą Maskę. Chwilę przed ogłoszeniem stanu wojennego zrealizował "Jeremiasza" Karola Wojtyły (muzyka Tadeusz Kocyba, scenografia Wiesław Lange). Prapremiera odbyła się 11 grudnia 1981 roku. Przedstawienie odbiło się szerokim echem.

Od 1983 roku zaczął pracę w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Tu zrobił m.in. "Jeremiasza" Karola Wojtyły, "Wieczór trzech króli" i "Burzę" Szekspira, "Palacza zwłok" Ladislava Fuksa. Potem był Teatr Studyjny im. Juliana Tuwima w Łodzi, gdzie reżyserował m.in. "Draculę", "Mój wiek" i "Rycerzyki".

W roku 1989 objął dyrekcję Teatru im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, a we wrześniu roku następnego został dyrektorem naczelnym i artystycznym w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku. Sezon rozpoczął od "Boga" Woody'ego Allena, za który to spektakl dostał dobre recenzje. W 1991 roku, z okazji pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, znowu przygotował "Jeremiasza" w niezwykłej scenerii Drzwi płockich. W kolejnym sezonie sukces odniósł "Sen nocy letniej". 29 marca 1992 roku, na Międzynarodowy Dzień Teatru, odbyła się premiera spektaklu "Nasze miasto" Wildera, który do dzisiaj uważa za jeden z najważniejszych w swoim dorobku. W programie Marek Mokrowiecki napisał: Do dziś na ulicy Żelaznej w Warszawie - 200 metrów od Dworca Centralnego w podwórku w suterynie stoi magiel, i od kiedy sięgam pamięcią zawsze urzęduje w nim ta sama - wieczna stara pani, która zna wszystkich w okolicy. Może to przedstawienie robię dla tej kobiety, a może dla bliskich mi ludzi i krajobrazów, dla małego miasteczka Skarżyska-Kamiennej, dla otoczenia wśród którego żyłem i którego już nie ma.

Potem reżyserował m. in.: "Dziady", "Stachuriadę", "Kartotekę", "Ubu Króla", "Dzienniki gwiazdowe" Ijona Tichego, "Wizytę starszej pani", "Wesołe kumoszki z Windsoru", "Pana Tadeusza", "Draculę", "Antygonę w Nowym Jorku", "Rewizora", "Operetkę".

20 października 2012 roku odbyła się premiera "Hamleta" w reżyserii Mokrowieckiego. Od czasu do czasu powracał i powraca do literatury czeskiej ("Historia partii umiarkowanego postępu...", "Święto przebiśniegu"), a niedawno - niezła adaptacja "Procesu" Franza Kafki. Nie zapominał także o patronie teatru - Jerzym Szaniawskim. W 2001 roku powstał spektakl "Zaszczepiłem mu tego motylka, panowie" według opowiadań Jerzego Szaniawskiego, a w 2012 roku - "Żeglarz" (ten drugi w reżyserii Macieja Kowalewskiego).

Mokrowiecki zaprasza do Płocka różnych reżyserów, tych uznanych i tych dopiero debiutujących. Uznanie zyskały m. in.: "Rozmowy z Piotrem" w reżyserii Jana Nowickiego, "Wydmuszka" w reżyserii Zbigniewa Lesienia, "Być jak Kazimierz Deyna" w reżyserii Michała Kotańskiego. Zauważone zostały spektakle dyplomowe Akademii Teatralnej.

Scena mała, scena duża

Ważnym momentem dla Teatru w Płocku był koniec roku 2006, gdy rozpoczynał się pierwszy po 30 latach, generalny remont. Dzięki funduszom przyznanym z Samorządu Województwa Mazowieckiego, zamiast remontu, nastąpiła ogromna przebudowa. Zasługą dyrektora Mokrowieckiego było to, że nie przestał grać, nie zerwał kontaktu z publicznością. W gościnnych salach płockich instytucji kultury teatr przetrwał. Zapytałam go w jednym z wywiadów jak ocenia swoje 20-lecie na stanowisku dyrektora teatru płockiego. Odpowiedział: Bardzo różnie. Pierwsze lata miałem bardzo dobre, potem były etapy. Prowadziłem dobry teatr, robiłem go w poetyce odbiegającej od realizmu, ale to było współczesne myślenie o teatrze. (...) Stylistyka moich przedstawień niekoniecznie musi interesować wszystkich widzów. Potem nastąpił II etap - znużenie materiałem. Gdy zaczęła się przebudowa teatru, daliśmy sobie radę - teatr nie przestał grać. A potem znużony remontem i innymi rzeczami naokolnymi, zgodziłem się na dyrektora artystycznego, co było idiotyzmem. Nie może być w teatrze dwóch dyrektorów. (...) Mam do siebie duże pretensje za ten rok. Wszyscy panowie reżyserzy i scenografowie chcą dużą scenę zabudowywać od góry do dołu. To podnosi koszty, a przecież teatr jest sprawą umowną, to system znaków, teatr można robić na pustej scenie. Mam nadzieję, że w tym roku będzie lepiej.

Historia i monodramy

Od 1990 roku Marek Mokrowiecki wystawił w płockim Teatrze 184 premiery. Jest autorem scenariuszy widowisk historycznych wystawianych na Dni Historii Płocka i wielu adaptacji scenicznych. Od 1997 r. organizuje w rocznicę urodzin Władysława Broniewskiego cykliczne wieczory poetyckie i happeningi. Przez 5 lat prowadził charytatywnie Teatr Integracyjny, w którym uczestniczyły osoby niepełnosprawne z Domu Pomocy Społecznej w Brwilnie oraz uczniowie LO im. St. Małachowskiego w Płocku. Za tę działalność otrzymał odznaczenie "Jesteś przyjacielem". W roku 2010 założył Scenę Dramatu Współczesnego, na której odbywa się inscenizowane czytanie sztuk. Przez 4 lata, co miesiąc widzowie mieli okazję wysłuchać niewystawianych wcześniej sztuk, czytanych przez aktorów z płockiego zespołu, a potem wziąć udział w dyskusji. Mokrowiecki reżyseruje teraz rzadziej. W 2005 roku zrobił Hrabala (Bambini di Praga) na Scenie Polskiej w Cieszynie oraz Osiem kobiet w Teatrze Polskim im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy.

Dyrekcja Marka Mokrowieckiego w płockim Teatrze trwa już 25 lat. Funkcję objął w najtrudniejszym okresie transformacji ekonomicznej. Udało mu się doprowadzić do konsolidacji zespołu, za jego kadencji dokonuje się wymiana spektakli, grane są sztuki współczesnych autorów ("Beauty 3.0" Iwony Kusiak, "Trzech mężczyzn w różnym wieku" Szymona Bogacza, "Boże mój!" Anat Gov, "Dzisiaj ani Hamleta" Rainera Lewandowskiego). Prowadzona jest działalność parateatralna, teatr jest interdyscyplinarny i otwarty na każdego widza (robione ze Stowarzyszeniem De Facto spektakle z audiodeskrypcją dla osób niewidomych i niedowidzących). W sezonie wystawia się średnio 8 premier. Aktorzy uczestniczą w około 240 spektaklach rocznie.

W pięćdziesięcioletnim dorobku artystycznym Zygmunt Marek Mokrowiecki ma ponad 60 zagranych ról i 100 wyreżyserowanych przedstawień, za które był wielokrotnie nagradzany, m. in.: na Festiwalu Teatrów Małych Form w Szczecinie za spektakl Wesele raz jeszcze wg Marka Nowakowskiego (Grand Prix i Nagroda Publiczności); na Ogólnopolskim Festiwalu Teatru Jednego Aktora w Toruniu za "Trans-Atlantyk-Zaproszenie" wg Witolda Gombrowicza i Marka Nowakowskiego (Grand Prix i Nagroda Publiczności); "Dzienniki gwiazdowe" Ijona Tichego wg St. Lema; na Festiwalu Teatrów Polski Północnej w Toruniu (nagroda za adaptację "Palacza zwłok" wg L. Fuchsa). Był trzykrotnie uhonorowany "Srebrną Maską" - nagrodą co roku przyznawaną przez Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru. Za działalność społeczną na Zaolziu został odznaczony brązową i srebrną odznaką Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Czechosłowacji. W 2012 roku otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.

- Czy Teatr jest płocczanom potrzebny? Ja uważam, że tak, że to, co robimy, ma sens, że w jakiś sposób dopełniamy misję, że mamy swoich wiernych widzów, którzy są z nami na dobre i na złe. I to jest piękne - powiedział Morkowiecki.

Lena Szatkowska
Tygodnik Płocki
9 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia