Stypa, wesele oraz chrzciny

"Pieszo" - reż: Anna Augustynowicz - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Stacyjka kolejowa w szczerym polu, żadnych budynków, tylko przestrzeń po horyzont. Wojna ma się ku końcowi, choć w dali słychać jeszcze strzały.

Godzina "zero" - lękliwe nasłuchiwanie między frontami. Niemcy uciekają, Ruscy są już blisko. Kręci się, wiruje obrotowa scena... lecz czas stanął. Świat po kataklizmie wstrzymał oddech. 

Bohaterowie sztuki Sławomira Mrożka "Pieszo" przybywają na stacyjkę parami. Najpierw Ojciec z Synem, wracający do domu. Ojciec marzy, że po wojnie "zajmie się nami Ameryka, po ulicach można będzie chodzić jakby nigdy nic, bez żadnej kontroli, i mówić wszystko co się chce". Syn marzy o tym, żeby iść do gimnazjum. - Pójdziesz, i to do najlepszego - zapewnia Ojciec. 

Po nich zjawia się Baba (znakomita Monika Chomicka) handlującą bimbrem i słoniną, z brzuchatą Córką. Nie wiadomo, kto jest ojcem mającego się narodzić wojennego dziecka? Wpadają Drab i "szemrany" porucznik Zieliński, wkrótce szabrownik Obywatel Zieliński (w tej roli świetny Hubert Zduniak). Pojawia się egocentryczny arystokrata Superiusz z Panią... I dwie samotne postacie: Nauczyciel oraz Grajek. Grajek jak z Wyspiańskiego, ślepy niczym Los, grający niczym Chochoł ,,co się komu w duszy gra", ot choćby zmysłowe tango "La Paloma". Sławomir Mrożek wprost odwołuje się w tej sztuce do "Wesela". Poloniści będą mieli więc niezłą zabawę, porównując Radczynię z Babą, szukając, kto jest Chochołem, kto Gospodarzem itd., ale nie o porównania tu chodzi. Mrożek maluje obraz społeczeństwa w czasach "przepoczwarzania się" - transformacji. Maluje po swojemu... 

W tej sztuce wszystko jest w słowach. Ale w tym właśnie tkwi piekielna trudność. W konieczności wyłuskania teatru ze słów. Teatru, któremu jak słusznie uznała reżyser Anna Augustynowicz, żadnego, poza dialogowym, poza aktorskim, nie trzeba opakowania. Scenografia Marka Brauna jest więc niezwykle oszczędna, co nie przeszkadza jej w odgrywaniu ważnej roli w przedstawieniu. 

Czy jest to aktorski samograj? Ładny mi samograj - kiedy bohaterowie tylko gadają. Choćby gadali o sprawach najistotniejszych, niczego się nie oszuka błyskotkami pomysłów i efektów. To trzeba po prostu powiedzieć. Po prostu, dobre sobie... 

Ale zanim "Pieszo" się rozkręci, obojętnie słucham rozmów, śledząc niespieszną akcję. Nie ma fabularnego ciągu zdarzeń, są scenki, które łączy stacyjka w szczerym polu i bohaterowie nadsłuchujący, czy nie nadjeżdża ich pociąg. Wolno kręci się obrotówka, lecz nagle, nie wiadomo kiedy akcja zdaje się biec szybko, za szybko. "Pieszo" porywa nas! 

Choć niby nic wielkiego nadal się nie dzieje... Porucznik Zieliński próbuje odebrać wszystkim pieniądze i kosztowności "na fundusz wyzwolenia ojczyzny". Superiusz blefuje, ratując wszystkich: "A ja jestem generał Rozpór-Rumba-Trzepiszewski" i konfiskuje wódkę Baby, wołając: "Wódki dla wszystkich! Ogłaszam stypę, wesele i chrzciny". Pani tańczy tango z Nauczycielem. Pijany Ojciec dobiera się do Baby. Rano jest kac, jak w "Weselu" "po nie dośnionych snach". Kiedy nadchodzi nowa epoka, bohaterowie wskakują w nowe role. Porucznik Zieliński jest już obywatelem Zielińskim, Pani - agitatorką, głoszącą program "edukacji, reedukacji, kolaboracji". W finale Ojciec mówi do Syna: "Człowiek ma być uczciwy. I tyle". I tyle, czy aż tyle. 

Mrożek jak zwykle bawi się słowem i historią, czerpiąc perwersyjną przyjemność z tej zabawy. Bawi się, zacierając tropy, zmuszając do myślenia. Dawno nie widziałam tak ciekawego spektaklu. 

Wszyscy grają tu znakomicie! Jako Superiusz intrygujący Mirosław Baka, zabawny, gdy na jednym oddechu sypie piętrowe przekleństwo. Dorota Kolak przyzwyczaiła nas, że co rola to perełka. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Syn - Piotr Domalewski, śpiewający piosenki, które budują odrealniony nastrój przedstawienia.

Grażyna Antoniewicz
POLSKA Dziennik Bałtycki
8 czerwca 2009

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia