Suplement diety

"Rewizor" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

Miał być Wyspiański, miał być kolejny Wyspiański na scenie teatru STU. Wyspiański – ukochany dramaturg Krzysztofa Jasińskiego. Podsumowanie pięćdziesięciu lat pracy artystycznej zamknięte kodą właśnie Wyspiańskiego. Ale Krzysztof Jasiński zawsze czujnie obserwował, co dzieje się na zewnątrz jego teatru. Zawsze jego praca artystyczna wychylała się w stronę aktualnych wydarzeń. Wobec ministerialnych rewizorów, którzy wyruszyli właśnie w Polskę po „cenzuralnej kolędzie" – nie mogło być inaczej, na scenie teatru STU musiał się pojawić „Rewizor".

Brakowało postaci Nikołaja Gogola w artystycznej biografii Krzysztofa Jasińskiego. Praca nad tym spektaklem była zatem, jak określił sam reżyser, suplementem diety. Jego zdaniem „Rewizor" to „arcyutwór", i nie ma w ogóle co się brać za jego wystawienie, jeżeli nie ma się Chlestakowa i Horodniczego. A tak się szczęśliwie złożyło, że reżyser-jubilat miał i Chlestakowa i Horodniczego i Annę i Marię i naczelnika szpitala i sędziego... nawet dwóch nieszczęsnych Piotrusiów.

W pamięci mając Felliniego reżyser wprowadził swój bestiariusz ludzkich charakterów na cyrkową arenę. Przedstawił trupę cyrkową, która na co dzień pchając swój tabor obowiązków i prób powiązania końca z końcem, nagle natrafia na przeszkodę, na złamaną oś, która uniemożliwia dalszą podróż, osadza ich wszystkie dotychczasowe działania w miejscu – na ich szlaku pojawił się rewizor. Ten, który zawsze się czepia, że clown upija się na smutno, a tygrysy ze względów finansowych są zmuszane do przejścia na wegetarianizm.

Jesteśmy w cyrku, jesteśmy w Rosji? (prawdopodobnie wielu by powiedziało, że w takim wypadku na jedno wychodzi). Tym bardziej chciałabym zobaczyć ten spektakl w Moskwie, w samym środku tego... no właśnie – cyrku. Bo jesteśmy oczywiście w cudzysłowie metafory. Horodniczy poskramia swoich podwładnych treserskim batem, ale jest w tym spektaklu również mnóstwo odniesień serio, do prawdziwej Rosji, do prawosławnej duchowości, nieśmiertelnych: robotnicy i kołchoźnika. Bardzo mnie ciekawi, jak na tak zagrany spektakl zareagowaliby sami Rosjanie. Choć, jak możemy się przekonać z tekstu parafrazy, to nie jest tak, że na te wszystkie machloje i przywary Rosjanie mają monopol. To jest ten moment recenzji, kiedy upierdliwy pismak wyraża swoje uwagi i wątpliwości. Właśnie „parafraza przekładowa" autorstwa Tadeusza Nyczka jest częścią, o którą potykał się mój płynny odbiór spektaklu. Jeżeli coś jest klasyką, to jest ponadczasowe – słowa samego reżysera. Więc po co parafraza? Jeszcze subtelne aluzyjki do zmian kadencji w sądzie, do wysokich dotacji – zrozumiałe. Jednak kiedy wybrzmiały, pomyślałam, że idąc takim tropem zaraz osuniemy się w żarty o gastronomicznych preferencjach polityków. Myśl została szybko wyparta. Są instytucje kultury, gdzie tak grubo ciosanymi żartami nie strzela się do widza. Są jednak pewne granice. Czy się pomyliłam w swoich osądach, czy nie – zobaczą państwo sami.

Z całą pewnością tego spektaklu by nie było bez Chlestakowa, który finezyjnie porusza się na trapezie własnego kłamstwa. Bez Horodniczego, z trudem ogarniającego otaczającą go czasoprzestrzeń. Ale w odpowiedzi na słowa reżysera, że „Rewizora" budują właśnie postaci Chlestakowa i Horodniczego, po obejrzeniu wystawienia Krzysztofa Jasińskiego nie sposób dopowiedzieć, że tych dwóch musi być doświetlonych przez postaci kobiece. Przez postać Marii i postać Anny. W tym wystawieniu to dwie komediowe, no tak... szutki – rosyjskie vis comica. Obie są pełne lekkości w ogrywaniu własnej postaci, kostiumu, przestrzeni scenicznej, komediowego cudzysłowu, który staje się naturalną formą wypowiedzi. Wszyscy obecni na scenie inteligentnie wpasowują się w mikrokosmos kolejnych cyrkowych popisów, by nie dać się przepiłować rzeczywistości, by lew nie zamknął paszczy zbyt szybko, by nie spłonąć żywcem przed końcem numeru – by na koniec przedstawienia, wyszło jednak na nasze... By nasza publiczność dała się oszukać, że my to wszystko robimy na serio.

Olga Śmiechowicz
Dziennik Teatralny
22 lutego 2016

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia