Świat podwójny i niczym gejzer

„Kraksa" - reż. i chor. Marta Bury - Teatr Tańca o.de.la w Rzeszowie

Spektakl uderza dynamiką. Najważniejsza wydaje się fascynacja własnymi ciałami. Także chęć zaprezentowania i popisania się nimi. Nie tyle urodą, co możliwościami ekspansji i ekspresji. Aż do dna w ujęciu ściśle prywatnym.

Czworo aktorów ruchowo kreuje kilkanaście obrazów o zawrotnej dynamice, które sumują się w fascynujący spektakl. Scena pełna emocji przypomina gejzer grożący wybuchem. Do którego jednak nie dochodzi, aktorzy zatrzymują się zawsze gdzieś w półgeście i połowie ruchu. Na dosłownie parę sekund i w bliskich wręcz niebezpiecznych odległościach przed gestem spełnionym i ruchem ostatecznym.

Te niedomówienia podkreślają intrygująco próbę przenoszenia zastanej motoryki ciał w przestrzeń sztuki. Nie bez znaczenia jest gra świateł. Od drapieżnej czerwieni i szkarłatu po dające uspokojenie bordo i nasycony erotyką karmin. Ukazujące ciała aktorów w pędzie, starciach, upadkach, nagłych wzlotach i ostatecznej destrukcji.

Marta Bury przenośnią pokazuje właśnie taki świat, przy naszych próbach wzlotów i odnowy. Często jednak podążających w dzikim pędzie, nie wiedzieć, za kim, przed kim i po co. W świecie, który jak ludzkie ciała na scenie w grze świateł rozwala się na niezliczoną ilość mikronów. W zawirowaniu, brutalności i ekspansji. Na scenie u Marty Bury zbudowanym z ciał narkotycznie pobudzonych do gwałtowności. W zasadzie nie do zatrzymania. Udanie podkreśla to muzyka Macieja Maciaszka i oszczędna scenografia Marty Ożóg i Piotra Karpa.

Napięci i pozornie nieokiełznani na scenie Natalia Dinges, Joanna Jaworska-Maciaszek, Krystian Daniel Łysoń i Piotr Stanek mimo wszystko robią jednak wrażenie jakby działali trochę podświadomie. Chwilami wydaje się nawet, że ich gesty i ruchy są nieprzemyślane. Ale tak nie jest, w istocie czemuś służą. Może tez i temu by widownia przeanalizowała skąd i dlaczego ten taki pęd, upadki, wzloty, skoki, sploty i uderzenia? W czasie i przestrzeni. Na scenie i może poza nią, czyli w nas, w tak zwanym „normalnym" życiu. Skąd w nas tyle emocji? Nie zawsze pozytywnych. Sami je wytwarzamy kierując się tym czego doświadczamy realnie i wirtualnie, poprzez media. Co oznacza kolor czerwony? A co szkarłat i karmin? Konkretnie w każdym z nas. Po części każdy kreuje swój świat oddzielnie i samodzielnie. Choć jest on nam też narzucony.

Opowieść sceniczna Marty Bury jest właśnie o takim podwójnie skonstruowanym świecie. Przez nas i kogoś dla nas, przy naszej akceptacji, częściej wbrew. My działamy poprzez emocje, postrzeganie i doświadczenia. Decydenci nasi przez wyrachowanie i zimną kalkulację zysków. My często właśnie poprzez prognozy i symulację tego co zewnątrz i wewnątrz naszego ciała. Jak sobie z tym radzić i poradzić, jak radzić sobie z ciałem i emocjami żeby żyć mądrzej i przyjemniej? A może tylko utrzymać się przy życiu i zdrowiu?

Jako tako i czasem byle jako.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
10 września 2020
Portrety
Marta Bury

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia