Świat się nie wydarza

"Różnica i Powtórzenie" - chor. - Maciej Kuźmiński - Centrum Kultury w Lublinie

„Różnica" i „Powtórzenie" to dyptyk ukazujący dwa odmienne podejścia do choreografii – jednostkowe i zbiorowe. Na próżno doszukiwać się tu jednak jakiejś filozofii i odwołań do Kirkegaarda. W pierwszym przedstawieniu za tancerza opowieść odgrywa scenografia i światło. W drugim tancerki precyzyjnie wykonują choreografię, ale historii o tożsamości (zgodnie z zamiarem twórców) w ich ruchach brakuje.

W pierwszej części dyptyku długie szarfy i pasy materiałów spływały z góry na scenę, tworząc półkole. Taka uniwersalna scenografia w połączeniu ze świetną grą świateł dawała tancerzowi (a zarazem choreografowi) Maciejowi Kuźmińskiemu szeroki wachlarz możliwości. Już na tych dwóch elementach przedstawienia można było zbudować naprawdę ciekawą fabułę, wystarczyło je dobrze wykorzystać. Kuźmiński pozwolił jednak, by to scenografia i światło zagrały za niego. Na niemal pustej scenie był prawie niewidoczny. Bezcelowo wykonywał dynamiczne ruchy rękami, plątając przy tym pasy materiału. Gdy muzyka milkła, zatrzymywał się. Punktowe światło skierowane było tylko na niego, ale i tego momentu nie wykorzystał.

Dwa fragmenty zwróciły jednak uwagę. Kiedy w tle słychać piosenkę ,,Happy Times" Boba Crosby'ego Kuźmiński wyszedł bliżej publiczności, złapał rytm przedstawienia. Jego ruchy były pewne, wykonywane z powtarzalnością maszyny. Jakby szukał czegoś, co pozwoliłoby mu odnaleźć jego tożsamość. Kilkakrotnie poruszał się wzdłuż jednej linii, dotykał tych samych wstążek, ale za każdym razem niby podobne gesty i kroki okazywały się inne. Starał się pokazać, że nawet jeśli istnieje reprodukcja, to nigdy nie przebiega w  identyczny sposób, tytułowa ,,różnica" nabrała sensu. Paradoksalnie tancerz najbardziej przyciągał uwagę, kiedy na scenie panował półmrok. Widać było wtedy tylko fragmenty dłoni, ramion, tułowia. Jego ruchy stały się bardziej sugestywne, z tancerza zmienił się w aktora. Trwało to jednak krótko, po chwili znów zamknął się, jakby nie mógł wyjść poza obręb scenografii.

Na pewno nie można odmówić Kuźmińskiemu konsekwencji. Jego gesty na początku były powolne, delikatne, potem pojawiała się coraz większa dynamika. Na koniec znów poruszał się w wolnym tempie. Sekwencje spektaklu wyznaczała też muzyka, a raczej pauzy między utworami. Dobór ścieżek dźwiękowych był niekiedy zaskakujący. Z głośników można było usłyszeć zarówno klasyczny koncert fortepianowy, jak i jazz. Przedstawienie kończy się, a my wciąż nie wiemy, o czym to było. O świadomości, tożsamości? Teorię ,,co wykonawca miał na myśli" można zawsze dobudować, szkoda, że w ruchach nie było jej widać.

W drugim spektaklu obok Kuźmińskiego pojawiły się dwie tancerki: Agnieszka Bednarz i Daniela Komędera. Po zbyt długim wstępie, podczas którego występujący, skrupulatnie odliczając kroki, zbliżali się do siebie i oddalali, dynamiki przedstawieniu nadały tancerki. Ich ruchy były idealnie zsynchronizowane i precyzyjne. Dzięki temu miało się wrażenie, że przedstawienie jest lepiej skonstruowane niż ,,Różnica". Interakcje między kobietami zakłócał tylko Kuźmiński. Na scenie mężczyzna nie wykonywał żadnych ruchów, był tylko ,,figurą", przypominał reżysera, który, niezadowolony z podopiecznych, postanowił przerwać spektakl i dać popis własnych umiejętności.

Drugą część dyptyku w całości oparto na repetycji, podobne sekwencje wzbogacane o kolejne elementy tancerki wykonały w różnych częściach sceny. Kiedy Bednarz i Komędera zmieniły stroje i założyły czerwone sukienki, gdy muzyka zaczęła grać, przedstawienie ożywiło się. Tancerki każdym ruchem chciały oddać poprzedni krok, ale ,,wracały tam, gdzie nigdy nie były". Choreografia była mocno osadzona w podłodze, układ taneczny bardzo dobrze wykonany, ale niestety to tylko układ. Opowieści w tym także zabrakło.

,,Różnica" i ,,Powtórzenie" są przeniesieniem na scenę dwóch języków ruchu, w obu bardzo mocno zarysowuje się element poszukiwania. W pierwszej części dyptyku na scenie widzimy intrygującą scenografię, która w połączeniu z grą świateł dawała bardzo dobry efekt. I tylko tancerza w tym zabrakło. W ,,Powtórzeniu" tancerki precyzyjnie i umiejętnie wykonały choreografię. Był taniec, tym razem zabrakło teatru. W dyptyku świat miał się dopiero ,,wydarzać", ale w spektaklu nie wydarzyło się za wiele. Twórcy znaleźli formę, poszukiwania treści wciąż trwają.

Aleksandra Pucułek
Dziennik Teatralny Lublin
15 listopada 2014

Książka tygodnia

Czescy ekspresjoniści
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jindřich Chalupecký

Trailer tygodnia