Świat wariata na rzepy

„Pamiętnik wariata" – aut. Nikołaj Gogol – reż. Nina Dimitrova – Teatr Credo w Sofii

W swojej szarej, ciasnej i lepkiej celi Aksencjusz Popryszczyn, czterdziestodwuletni radca tytularny, majaczy do siebie coś pod nosem. Po chwili orientuje się, że głosy, które słyszy w swojej głowie nagle się materializują. Wreszcie ma swoją widownie i nie jest sam. Nareszcie może opowiedzieć swoją historię.

Teatr Credo z Sofii przywiózł z Bułgarii błyskotliwie zinterpretowany pod względem przestrzennym monodram inspirowany Nikołajem Gogolem. Cela w szpitalu psychiatrycznym, w której siedzi Popryszczyn rzeczywiście i dosłownie jest lepka. Wszystko – włącznie z kostiumem – wykonano z tkaniny Velcro (popularnie określanej jako rzep). Takie rozwiązanie pozwalało Popryszczynowi odrywać fragmenty ścian, by tworzyć z nich swoje rekwizyty, które potrzebne były mu do snucia swojej opowieści. Należy przyznać, że swoją decyzję reżyserka – Nina Dimitrova – w pospektaklowej rozmowie z Tomaszem Domagałą uzasadniła w sposób moim zdaniem poetycki. Po pierwsze, artystka zauważyła, że bohater sztuki Gogola uwikłany jest w ten zwariowany świat niby owad w klejącej się pułapce na muchy – stąd w spektaklu obserwujemu tak dużo kawałków Velcro przypominających właśnie takie pułapki. Po drugie, podający się za króla Hiszpanii Ferdynanda VIII i malarza Popryszczyn mógł na bieżąco, jak na twórcę przystało, stwarzać swój barwny świat w szarej, ograniczającej celi.

Wcielający się w Poproszczyna Stelian Radev kreował swój zwariowany, wewnętrzny świat pierwszorzędnie, i to nie tylko dzięki funkcjonalnej scenografii, ale przede wszystkim za sprawą swoich umiejętności aktorskich. Bo wariata kreuje on bardzo przekonująco, z dużą dozą humoru, ale także z powagą, kiedy i na nią przychodzi czas. Trzeba zaznaczyć, że – szczególnie w monodramach – role wariatów są wymagające, gdyż są obrośnięte licznymi kliszami i banałami, które na każdym kroku czyhają na mniej doświadczonych aktorów. Stelian Radev jednakże takich klisz unika, wykazując się przy tym sporą jak na swój wiek dojrzałością aktorską przekładającą się na jego powściągliwość w roli. Wypada jeszcze szczególnie docenić ogromny wysiłek fizyczny, jaki rola Poproszczyna od niego wymagała; sam fakt samotnego przebywania na scenie prawię godzinę i czterdzieści minut i pamiętania monstrualnej ilości tekstu jest imponujący. I z tą monstrualną ilością, zapewniam państwa, nie przesadzam, bo Poproszczyn – w końcu wariat – „nadaje" bez przerwy. Ponadto, jak zapewniali nas twórcy, operowanie tą „lepką" scenografią jest bardzo trudne, bo aktor co rusz a to jakimś pasem, a to jakimś plastrem wymachuje czy rzuca i różnie te scenograficzne rekwizyty lądują i się układają. Precyzja, zatem, była w tym spektaklu jak najbardziej wskazana i Radev takową się wykazał.

Całość Nina Dimitrova okrasiła pomysłowym i skomplikowanym jak na monodram światłem. Zmian było sporo, bo poza neutralnym oświetleniem reżyserka zawarła wiele nastrojowych, kameralnych świateł często budowanych na małych snopach światła, co nawiasem mówiąc było kolejnym wyzwaniem dla aktora, który nierzadko musiał antycypować nadchodzące przejścia i mieć twarz dokładnie tam, gdzie wkrótce pojawi się mały snop. Mając na uwadze fakt, że jest to spektakl przyjezdny, co sprawia, że twórcy często mają zaledwie parę godzin na ustawienie świateł i przećwiczenie przedstawienia, złożoność tego aspektu przedstawienia również powinna robić wrażenie.

Ciekawe bułgarskie widowisko z pewnością niejednego widza zaskoczyło swoim nowatorskim podejściem do Gogola. Chociaż znajdą się w nim jakieś bolączki – przede wszystkim przedstawienie jest zwyczajnie za długie, krótszy scenariusz by bardzo tutaj pomógł – to i tak nie będzie przesadą stwierdzenie, że „Pamiętnik Wariata" był jednym z najlepszych dotychczasowych przedstawień tej edycji rzeszowskiego festiwalu.

Jan Gruca
Dziennik Teatralny Rzeszów
31 sierpnia 2022

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia