Syrenka i Piraci

"Rekiny w basenie" - reż. R. Kasiukiewicz, R. Skolmowski - WTL, Aquapark

O tym, że teatr to przede wszystkim spotkanie aktora z widzem, które może zdarzyć się poza deskami scenicznymi najmłodsza wrocławska publiczność przekonała się po raz pierwszy przed dwoma laty, przyglądając się pierwszym ulicznym spektaklom kolorowego Bajkobusu. Kiedy pod koniec ubiegłego roku przestrzenią teatralną stały się podziemia jednego z centrów handlowych miasta wydawało się, że Wrocławski Teatr Lalek już niczym nie zaskoczy swoich widzów. Nic bardziej mylnego. Dyrektor WTL Robert Skolmowski zainicjował powstanie kolejnej sceny poza gmachem teatru na placu Teatralnym - jego najnowsza premiera "Rekiny w basenie" na podstawie sztuki Radosława Kasiukiewicza oczarowuje... z głębin Wrocławskiego Parku Wodnego

„Ostatnią granicę, między tym, co w teatrze możliwe, a tym, co niemożliwe, Wrocławski Teatr Lalek przekroczył jakiś czas temu” - mówił w jednym z wywiadów Dyrektor Wrocławskiego Teatru Lalek Robert Skolmowski przed premierą „Rekinów w basenie” Początkowo całkiem nierzeczywiste wydawało się, by spektakle Bajkobusu - grane pod gołym niebem w najróżniejszych punktach miasta od czerwca 2008 roku - mogły przyciągnąć tak ogromną liczbę widzów. Pod koniec zeszłego roku równie niespodziewanie okazało się, że koniecznością jest utworzenie najnowszej sceny w podziemiach Centrum Handlowego „Renoma”, gdyż dla wciąż powiększającej się liczby publiczności WTL brakowało w teatrze miejsc. Szósta z kolei, inaugurowana pod koniec lutego 2010 roku scena Wrocławskiego Teatru Lalek wybrała dla siebie przestrzeń niecodzienną i – co najciekawsze – przestrzeń dotąd całkowicie niewykorzystywaną przez teatr. Stanie się nią bajkowa-wodna sceneria Wrocławskiego Aquaparku.

W „Rekinach w basenie” zaskakuje wyobraźnia inscenizacyjna reżyserów i pietystyczna dbałość o każdy, nawet najdrobniejszy element znakomitej scenerii. Realizatorom udało się wydobyć teatralny potencjał przestrzeni basenu. Podporządkowując przestrzeń widowiska przestrzeni Aquaparku stworzyli coś na kształt sceny environmentalnej, wykorzystującej wszystkie jej możliwości. Naturalnym układem przestrzeni widowiska są różne zakątki kąpieliska wraz z ich atrakcjami. Raz jest to chociażby, znajdujący się po lewej stronie, basen o niedużej głębokości, raz sam środek najgłębszego z basenów. Każdy z elementów tropikalnego wystroju przestrzeni wraz z palmami, czy z pasmami podłogi sugerującej plażowy piasek wydaje się być naturalny. Wystarczy wspomnieć, że do stworzenia imponującej scenografii wykorzystano trzy tysiące morskich muszli i niemal pół tysiąca sztucznych roślin.

Zrealizowane we współpracy z zarządem Wrocławskiego Aquaparku widowisko „Rekiny w basenie” wyreżyserował Robert Skolmowski i Radosław Kasiukiewicz, będący jednocześnie autorem scenariusza. Historia wokół której opleciono elementy zabawy zdaje się być zaczerpnięta z jednej z wielu znanych nam opowieści o morskich rabusiach. Na specjalnie przygotowanym z tej okazji plakacie czytamy: „Akcja sztuki rozgrywa się na pełnym morzu, normalną scenę zastępuje tu przestrzeń Parku Wodnego: baseny, rzeka, wysepki i fontanny”. Ten rajski krajobraz  zostaje niespodziewanie opanowany przez „piracką kompanię” (Marek Koziarczyk, Konrad Kujawski, Grzegorz Mazoń).

Piraci rozpoczynają zabawę w trzech różnych miejscach przestrzeni, komunikując się za pośrednictwem tub. Rozbrzmiewające z daleka sygnały zwracają uwagę wszystkich, nawet tych, którzy początkowo nie byli zainteresowani widowiskiem. Dzieci przypatrują się im na razie z daleka. Każdy z piratów będzie pełnił od tej pory rolę wodzireja zabawy, gromadząc pod swoim bokiem grupę małych widzów. Swoista narada piratów odbywa się w środkowej części obiektu, już między zbiegającą się zewsząd publicznością.  Piraci zarysowują pokrótce plan działania i zapraszają wszystkich do zabawy. Ci, którzy chcą w niej wziąć udział wkładają na głowę piracką czapkę.

W historii opowiedzianej przez Radosława Kasiukiewicza Piraci nie pragną wejść w posiadanie wspaniałego skarbu, lecz – dość nietypowo – planują uratować piękną Syrenę (Aleksandra Mazoń), porwaną uprzednio przez strasznego Potwora (w tej roli sam Radosław Kasiukiewicz). Fabuła nabiera dynamiki porównywalnej z wartko napisaną powieścią przygodową w chwili pojawienia się Kapitana rozkochanego w syreniej księżniczce. Zabawa dla dzieci zaczyna się właśnie teraz. Pojawia się bowiem pytanie - jak można pomóc w uratowaniu Syrenki?

Sposób na ocalenie uwięzionej jest tylko jeden – konieczna jest w tej akcji pomoc widzów. Zamierzony przez reżyserów interaktywny wymiar przedsięwzięcia objawia się właśnie tutaj i obowiązuje już do samego końca zabawy. Dzieci otrzymują od bohaterów polecenia, są pobudzane do spontanicznych działań. Jest wśród nich: próba odszukania liter hasła do wywołania Potwora, jest akcja odzyskania klucza, jest pomoc Mamie-Żabie (Edyta Skarżyńska) w uratowaniu malutkich kijanek. Wszystko to upodabnia zabawę do happeningu, którego zwieńczeniem ma być akcja udzielenia pierwszej pomocy Syrence.

Aktorzy wedle zamysłu reżyserów opanowują niemal całą przestrzeń basenu. Przemierzają z dziećmi wody mórz, pokonują kilkadziesiąt metrów drogi wzdłuż wzniesionych dookoła galerii obserwacyjnych. Tak naprawdę przestrzeń rozrasta się w „Rekinach…” dzięki widzom, a nie – jak w tradycyjnym spektaklu – dzięki aktorom. Tradycyjne podziały zostają tu zarzucone. Granica między tym, co jest i co nie jest teatrem, granica między aktorami a widownią. Widzowie mają do dyspozycji także kolorowe akcesoria, takie jak armatki i pistolety wodne, dzięki którym możliwe staje się okiełznanie potwora.

Podszyte teatralnością zdarzenie zyskuje wreszcie charakter edukacyjny. Według prezesa Wrocławskiego Parku Wodnego: „Pracy nad spektaklem przyświecało nie tylko marzenie o zapewnieniu gościom Aquaparku nietypowej rozrywki. Zależało mi również na tym, aby zwrócić uwagę – szczególnie młodzieży – na to, jak ważna jest umiejętność niesienia pierwszej pomocy”. Włączenie kursu pierwszej pomocy w przebieg akcji okazało  się dla uczestników zabawy całkiem naturalne. Próba ratowania morskiej piękności po tym, jak zakrztusiła się wodą i nie daje znaku życia jest dla uczestników zabawy jedną z atrakcji, ale i motywuje całe zdarzenie, nadaje „Rekinom w basenie” istotny sens odwołując się do jednej z prawd, nauczania właśnie poprzez zabawę.  

Teatralność zdarzenia podsycona zostaje bogato zdobionymi, kolorowymi kostiumami aktorów. Przykuwające wzrok nawet z daleka pirackie kapelusze, bujne fryzury udekorowane wodorostami, okazałe koszule, szerokie, sięgające za kolana spodnie, przepaski na oko, wysokie buty, miecze pirackie wykonane zostały według szczegółowego projektu Małgorzaty Szostakowskiej, scenografa przedstawienia. Dzięki pracochłonnym zabiegom pracowni lalkarskiej w zabawie biorą także udział animowane przez aktorów: Żaba, Rekin i Foka (Magdalena Morawiak).
„Rekinów w basenie” nie powinno się oglądać z oddali - uczestnictwo ma tu znaczenie podstawowe. Aktywność widzów konieczna do pobudzania kolejnych elementów interaktywnej zabawy, zaskakuje w równym stopniu, jak zaangażowanie aktorów. Kilkuosobowy zespół WTL biorący udział w „Rekinach…” został przygotowany do wykonywania podwodnych akrobacji przez płetwonurków Wrocławskiego Klubu Zorba, z wykorzystaniem profesjonalnego sprzętu. Dzięki niemu, to, co wydawało się do tej porty nierealne olśniewa nie tylko najmłodszych widzów. Kreatywność twórców, ich otwartość i gotowość na zmiany w przebiegu zabawy należą do najcenniejszych walorów „Rekinów w basenie”. Ustalone zostały tu jedynie kluczowe dla rozwoju fabuły elementy, istnieje jednak bardzo szeroki zakres możliwych do zrealizowania wariantów. Dzięki odważnym rozwiązaniom organizatorów możliwe stało się przeniesienie w dzisiejsze i europejskie warunki ponad tysiącletniej tradycji wodnego teatru, który narodził się na zalanych polach ryżowych Wietnamu.

Ponadto ”Rekiny w basenie” są jeszcze jedną udaną próbą uatrakcyjnienia teatru skierowanego w stronę widzów młodych. Są także okazją do połączenia sztuki i rekreacyjnej funkcji teatru. Interesujące jest również zjawisko ekspansji Wrocławskiego Teatru Lalek na obszary dotąd rzadko lub, jak w przypadku tego przedstawienia, w ogóle do tej pory przez teatr nie odwiedzane. Obserwując dotychczasowe efekty inscenizacyjne tego Teatru, jego artystyczne i frekwencyjne sukcesy nasuwa się refleksja - dokąd jeszcze wyobraźnia, inwencja i odwaga Roberta Skolmowskiego oraz zgromadzonych wokół niego twórców zawiedzie dużych i małych widzów?

Joanna Gdowska
Dziennik Teatralny Wrocław
6 marca 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia