Szekspir w czasach kwarantanny

„Romeo i Julia" - reż. Dominic Dromgoole - The Globe Theatre w Londynie

Słysząc klasyczne zdanie: „Być albo nie być? Oto jest pytanie!", nikt nie ma wątpliwości, kto jest jego autorem. Tego samego oczekuje widz, oglądając klasyczną sztukę wystawianą w teatrze. Patrząc na samych aktorów, powinno być już wiadomo, kto gra kogo. Dromgoole bardzo odważnie podszedł do sztuki „Romea i Julii", wprowadzając dość istotne zmiany w kanonie wykreowanym przez Szekspira.

„Romeo i Julia" to klasyk napisany przez Shakespeare pod koniec XVI wieku. Dla tych, którzy mają słabą pamięć, to dramat, który opowiada o odwiecznym konflikcie między dwoma potężnymi rodzinami. Grupa zamaskowanych Montekich wkrada się na imprezę do Capuletów za sprawą Romea, który za wszelką cenę chce zobaczyć swoją wybrankę, która nie odwzajemnia jego miłości. Młody Romeo natychmiast zapomina o Rozalinie, gdy widzi Julię z domu Capuletów - od razu się w niej zakochuje. Pocałunek utwierdza ich w przekonaniu, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Julia jednak ma poślubić Parisa, który został wybrany na jej męża przez rodziców. Z pomocą opiekunki dziewczyny udaje się zorganizować potajemny ślub kochanków. W wątkach pobocznych dochodzi do tragicznych w skutkach wydarzeń - Romeo w próbie powstrzymania ulicznej walki przyczynia się do śmierci kuzyna Julii - Tybalta, po czym zostaje wygnany z Verony. W desperackiej próbie ponownego połączenia się z mężem, Julia z pomocą zakonnika pozoruje własną śmierć. Wiadomość ta nie dociera do Romea, a ten wierząc, że Julia nie żyje, odbiera sobie życie. Julia po wybudzeniu uświadamia sobie, że ich plan zawiódł, a jej ukochany jest martwy. Z rozpaczy Julia postanawia odebrać sobie życie, by na zawsze być przy swoim wybranku. Rozpaczająca rodzina po utracie najbliższych postanawia zażegnać spór.

Motyw dramatu jest wszystkim bardzo dobrze znany. Dzięki swojej uniwersalnej tematyce był wykorzystywany w wielu współczesnych produkcjach. Stąd często historia jest rozpoznawalna, ale mało kto tak naprawdę sięgnął po książkę i przeczytał ją od „A" do „Z". Jednym z głównych powodów, jest archaiczny styl pisania, który uniemożliwia swobodne przyswojenie tekstu. Produkcja „Romeo i Julia" w reżyserii Dominica Dromgoole w "The Globe Theatre in London" z 2009 roku umożliwia widzom przenieść się w czasie i przeżyć tę niezwykłą historię raz jeszcze. Wielkim atutem spektaklu jest sam budynek, z długą i bogatą historią, który tworzy klimat i minimalistyczną scenografię. Sam Szekspir był udziałowcem w działaniach tego teatru. Jeśli chodzi o spektakl, można w nim dostrzec koncepcję Jerzego Grotowskiego. Mowa tu o Ubogim Teatrze, który odrzuca scenografię, rekwizyty i podział na przestrzeń sceniczną a widownię. Budynek, w którym był wystawiany spektakl ma charakter wiktoriański, co pozwoliło na pominięcie elementu budowy scenografii, specjalnie pod spektakl. Aktorzy nie używali wielu rekwizytów. Wiele scen było symbolicznych, co pozwalało skupić się na słowie. Przestrzeń sceniczna została podzielona na dwa typy, sektory, wręcz bym powiedziała loże, które tworzyły dystans pomiędzy aktorem a widownią, zaś większość publiczności stało przez całe 3 h spektaklu dookoła sceny, co spowodowało, że byli częścią opowiadanej historii, ponieważ aktorzy mogli wejść w interakcję z widownią.

Całokształt spektaklu Dromgoole wiernie oddaje moje wyobrażenia okoliczności w jakiej dramat powstawał, lecz zaskoczona byłam doborem obsady. Niewątpliwie aktorzy dali z siebie wszystko. Pot, łzy i śmiech nie odstępowały ich na krok. Lecz mówiąc o Szekspirze i o jego klasyku mamy pewne wyobrażenia, kanony wykreowanych postaci, które są wręcz symbolem pewnych postaw społecznych. Już na samym początku spektaklu poznajemy głównego bohatera – Romea, granego przez Adetomiwa Eduna przystojnego, rozmarzonego, romantycznego. Ale uwaga, aktor grający Romea jest czarnoskóry. Rozumiem, że żyjemy w XXI wieku i granice oraz stereotypy się zacierają, ale wystawiając klasyk, zgodnie z koncepcją autora jest to bardzo kontrowersyjny wybór. Ponadto jest on jedynym wyróżniającym się wyglądem aktorem ze swojego rodu. Idąc w kierunku odróżnienia rodzin, byłam pewna, ze przynajmniej rodzice lub kuzyni Romea będą tego samego pochodzenia etnicznego, lecz Romeo był jedyny, który wyróżnia się z tłumu i niestety burzyło to pewną logikę. Pomimo to, aktor oddał w 100% charakter Romea i spisał się świetnie jeśli chodzi o grę. Najbardziej jednak dziwi mnie dobór aktorki. W rolę Julii wcieliła się gwiazda z serialu „Gry o Tron", Ellie Kendick, która poza filigranową budową ciała, nie miała nic wspólnego pierwotną charakterystyką Julii. Wyglądem nie przypominała delikatnej i subtelnej 14 latki, ponadto śmiem stwierdzić, że nie przygotowała się pod względem charakterystyki osobowości głównej postaci. Jej wersja Julii była pretensjonalna, a sposób wypowiedzi przypominał przekupę na targowisku. Kendrick jest niewątpliwie dobrą aktorką, co udowodniła grając w niejednej produkcji, lecz uważam że nie wykorzystała dobrze swojego potencjału i straciła w oczach wielu widzów. Wcielając się w kanon postaci, wszystkim bardzo dobrze znany na tak prestiżowej scenie, postąpiła odważnie grając z zupełnie inną intencją niż autor miał na myśli. Moje serce skradł Philip Cumbus, który grał Merkucja. Jego swoboda na scenie oraz szczegółowe odzwierciedlenie postaci było wiarygodne i to jego postać wzbudzała we mnie najwięcej pozytywnych emocji - pomimo, że grał rolę drugoplanową. Żadnemu z głównych aktorów nie uwierzyłam na tyle, by wzbudzić we mnie współczucie ich tragicznego losu. Najwyraźniej oni sami nie do końca w to wierzyli.

Niewątpliwie Dominic Dromgoole zaskoczył wielu widzów doborem obsady, lecz klasyk broni się sam w sobie. „Romeo i Julia" w jego reżyserii jest dokładnym, trzygodzinnym odzwierciedleniem dramatu, który warto obejrzeć mimo kilku niedociągnięć. Nawet osoby, które nie przepadają za klasyczną sztuką, powinny dać szansę i poczuć ponadczasowość Szekspira. Ze względu na kwarantannę było mi dane obejrzeć spektakl tylko w wersji online, ale bardzo chętnie zobaczyłabym tę sztukę w rzeczywistości, choćby ze względu na to, by poczuć klimat samego budynku, który opowiada i odzwierciedla wystawianą historię.

Nikolina Holuk
Dziennik Teatralny Łódź
9 maja 2020

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...