Szklany fortepian absurdu

"W małym dworku" - reż. Linas Marijus Zaikauskas - Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

Wejherowska premiera "Małego dworku" to już drugi spektakl ( po "Boeing, Boeing") w krótkim czasie pokazany w odsłonie premierowej, który dzięki współpracy Wejherowskiego Centrum Kultury i Nowego Teatru w Słupsku mógł być pokazany szerszej publiczności. To przykład kreatywności lokalnych animatorów kultury, wychodzących poza obszar własnych komitetów wyborczych. Spektakl wyreżyserowany przez Litwina Linasa Zaikauskasa był przykładem poprawnego spojrzenia na tekst Witkacego przede wszystkim dzięki kreacjom młodych aktorów. Premiery słupska i wejherowska odbyły się w ramach tegorocznego Festiwalu Twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza.

Reżyser nie polemizował z założeniami Witkacego, nie zaproponował nowych, prowokacyjnych tez, skupił się na dokładnym wyczuciu formy i treści dramatu, który podważa założenia dramatu realistycznego. Było więc onirycznie, na pograniczu prawdy czasu i prawdy obrazu. Widmo Anastazji Nibek wprowadzało deziluzję temporum i przestrzeni, nie wzbudzając przy tym niepokojów postaci scenicznych, poza Kozdroniem, czującym brzemię grzechu. Pojęcie grzechu wymykało się zresztą kryteriom ze względu na specyfikę bohaterów, obcujących z własnymi lękami i wyobrażeniami. Nikt nie był w stanie udowodnić istnienia różnych zjawisk i faktów, choć czynione były starania w tym względzie. Poczucie wpisania w reguły absurdu nie opuszczało nikogo. Największym spokojem, w tym metafizycznym, wykazały się siostry Zosia i Amelka, stojące na straży własnej konstytucji cielesno-duchowej, łączące świat żywych z istotami nieziemskimi. Obie deprawowały to wszystko, co namacalnie dało się określić, ze szczególnym zamiłowaniem rozprawiając się z domniemanymi sprawcami zmian w ich życiu. Nie tolerowały granic, obciążeń, tabu, obłudy i przyzwoitości. Były wyznawczyniami czystego absurdu, opartego na założeniach wymykających się rozumowym analizom. Prawdą stawała się ulotna poezja i nieukonstytuowane piękno wpisane w diagram interakcji. Prawdą stała się wolność do życia i do śmierci, jak również metafizyczna struktura rzeczywistości.

Spektakl przyciągał uwagę przede wszystkim dzięki ciekawej scenografii autorstwa Margarity Misiukowej oraz grze młodych aktorów. Scena udekorowana została w szczytowym momencie sześcioma fortepianami, z obudowami wykonanymi z transparentnej pleksi. Fortepiany wypełnione zostały: piaskiem, wodą, słoikami z przetworami, sztucznymi roślinami. Tylko jednak woda była wykorzystana przez aktorów do głębszych rozwinięć sensów. Ciekawym zabiegiem bylo wprowadzenie na scenę grającego akordeonisty, ktory zarówno swą obecnością, jak tonami instrumentu wpisaywał się ciekawie w absurdalny chrakter dramatu. Na ogromne wyróżnienie zasługują dwie aktorki grające Amelkę i Zosię. Justyna Jary i Kinga Rybarczyk, znakomicie dobrane do odgrywanych postaci, idealnie pokazały charakter bohaterek dramatu Witkacego. Były jednocześnie dziewczęce, niewinne, co lubieżne i diaboliczne. Umiały zadziwić się czymś na moment, by przejść następnie do stanu absolutnej pewności rzeczy. Mimo ogromnego fizycznego podobieństwa, każda z aktorek nadała specyficzny ryt swojej postaci. Scena z prezerwatywami na długo pozostanie mi w pamięci ze względu na ogromną energię, jaka udało się stworzyć aktorkom. Bardzo interesująco wypadła również Kornelia Maraszek jako Widmo matki dziewczynek. Intrygująca była uroda aktorki, wydobywająca tajemnice innego świata, z jakiego przybywa jej postać. Anastazja, którą zagrała, była senna, często nieobecna, umiała rozbudzić zainteresowanie mężczyzn, nawet po śmierci. Igor Chmielnik w roli poety, Jęzorego Pasiukowskiego, zagrał sprawnie, z dużym wyczuciem sceny. Aleksandra Derda jako nauczycielka, Aneta Wasiewiczówna, nadała swojej postaci charakter skandaliczny, choć miałam wrażenie, że były jeszcze rezerwy interpretacyjne.

"W małym dworku" to spektakl poprawnie domyślany, zagrany bezpiecznie, choć z ambicjami. Cieszy stały, dobry poziom przedstawień Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku, ale wciąż czekam na przekroczenia tego zespołu. Dlaczego? IV Festiwal Twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, jaki odbył się w tym roku, zobowiązuje, w moim mniemaniu, do podwyższania co roku poprzeczki, do poszukiwań formy i wyrazu, do kumulowania absurdu artystycznego.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
14 października 2014

Książka tygodnia

Teatr plastycznej metafory. Scenografie Jadwigi Mydlarskiej-Kowal
Muzeum Śląskie
Redakcja: Sylwia Ryś, Elżbieta Spadzińska-Żak

Trailer tygodnia