Szlachetne wzruszenia

"Oskar i Pani Róża" - reż: Ewa Piotrowska - Teatr Lalki i Aktora "Pinokio" w Łodzi

Najnowsza premiera Teatru "Pinokio" potwierdza, że scena z ulicy Kopernika dysponuje nie tylko potencjałem lalkarskim, ale też (a może przede wszystkim) aktorskim. "Oskar i pani Róża" przekonuje, że jest to kapitał pozwalający swobodnie poszukiwać nowych konwencji teatru dla dzieci.

Spektakl w reżyserii Ewy Piotrowskiej jest adaptaqą na scenę książki Erica-Emmanuela Schmitta, dramaturga, pisarza i filozofa, jednego z najchętniej czytanych współczesnych autorów francuskich. To głęboko humanistyczna opowieść o chorym na raka kilkunastoletnim chłopcu. Jego towarzyszką w chorobie jest pani Róża. Nie jest ona typową "funkcjonariuszką" szpitala, ale wolontariuszką. Wyróżnia ją nie tylko wewnętrzne ciepło i wrażliwość ale i głębsze widzenie spraw. 

Najpierw stara się ona organizować chłopcu czas, jak wielu innym, by nie myślał o śmiertelnej chorobie. Absorbuje jego myśli wymyślonymi na poczekaniu opowieściami ze swej przeszłości (w których jest słynną zapaśniczką) czy legendami.

Z czasem, gdy niepokój Oskara (gościnna rola Łukasz Batki, studenta PWST Wrocław, stworzona z dużym wyczuciem) rośnie, przestaje on być dla Róży kolejnym nieuleczalnie chorym chłopcem (etapy angażowania się w tę przyjaźń świetnie zagrała Danuta Kołaczek). Gdy zacznie stawiać coraz mądrzejsze i trudniejsze pytania, pani Róża wprowadzi go ku nowym treściom - duchowym.W szpitalnej kaplicy nauczy go różnic między cierpieniem fizycznym, a duchowym, które zaleczone, może okazać się remedium na wszelki ból życia. Zaproponuje też "grę". Ma on przeżywać każdy z kolejnych dwunastu dni życia tak, jakby mijało dziesięć lat. Diagnoza lekarzy jest bowiem bezlitosna.

Każdego dnia Oskar będzie pisać list do Boga, opisując swe doświadczenia i wątpliwości. Z obronnej postawy sceptyka przejdzie ku otwartości, zyskując spokój ducha. "Tylko Bóg może mnie obudzić" - to ostatnie słowa, jakie napisze. Trudno nie dostrzec w nich pogodzenia się z życiem i idącego za tym, szczególnego, a jednak, humoru.

Ewa Piotrowska poświęciła się ukazaniu pogłabiania się relacji i towarzyszących im emocji. Nieszczęście Oskara bierze się także zbraku dobrego kontaktu z rodzicami, którzy nie mogą odnaleźć się wobec choroby syna (oszczędna, acz skondensowana gra duetu Łukasz Bzura i Aleksandra Wojtysiak). Co niezwykle cenne, pani reżyser wtonacjach minorowych odnajduje także te

Szpitalna rzeczywistość niesie także chwile szczęścia

jaśniejsze. Szpital ma bowiem wielu mieszkańców, w tym tak komicznych jak "wszystkożerny" Popcorn (w tej roli również Łukasz Bzura). Tu w końcu Oskar przeżyje swą wielką miłość, o którą będzie musiał zawalczyć. Szpitalny świat, choć oddzielny, staje się równie pełny i złożony jak świat ludzi zdrowych.

Świat sceniczny, choć zbudowany z prostotą, dzięki dobrej reżyserii światła i harmonijnie zespolonym projekcjom w ogólnym efekcie ma znaczącą siłę oddziaływania. Dodajmy, że w scenografii domu pani Róży wykorzystane zostały prace plastyczne dzieci z oddziału onkologii, zktórymi zajęcia prowadzi Edek, czyli terapeutyczna lalka, której idea zrodziła się w "Pinokiu".

"Oskar..." to spektakl rodzinny, nie w tym jednak sensie, że dla dzieci zarezerwowano opowieść, a dla dorosłych kilka skeczy czy aluzji. Wszyscy znajdują się tu na wspólnej płaszczyźnie, która jest zaproszeniem do dialogu o niełatwych sprawach.

To spektakl bogaty myślowo, z którego wychodzi się ze ściśniętym gardłem i chusteczką przy twarzy. Spektakl, po którym świat na kilka chwil staje się inny niż jest zazwyczaj - dobry, pełnynadziei.ażycieodbierasię jako wyzwanie, którego nie sposób nie podjąć. Te kilka chwil to bardzo dużo. Tym są cenniejsze, że wzruszenie nie jest efektem żerowania na emocjach widza czy posługiwania się tanimi środkami, lecz konsekwencją logicznego imądrego przekazu.

Łukasz Kaczyński
Polska Dziennik Łodzki
27 czerwca 2012

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia