Szlachetni mimowie

19. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu

Pisałem już w "Idziemy", że pantomima należy do najszlachetniejszych sztuk. W historii kultury europejskiej praktykowana była jako widowiska uliczne i ludyczne, pojawiała się również w wydarzeniach religijnych. Była składnikiem przedstawień z gatunku commedia dell'arte, towarzyszyła także widowiskom operowym i baletowym.

W XX w. przyczyniła się do rozkwitu niemej burleski w filmach Charlie'ego Chaplina, Bustera Keatona, Flipa i Flapa oraz innych komików. Do perfekcji doprowadzili pantomimę Marcel Marceau we Francji i Henryk Tomaszewski, dyrektor i kreator popularnego na świecie Wrocławskiego Teatru Pantomimy.

W życiu teatralnym współczesnej Polski pantomima zeszła na dalszy plan. Z osiągnięciami tej sztuki możemy obcować podczas Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu, którego 19. edycja odbyła się tradycyjnie w czerwcu na Scenie na Woli Teatru Dramatycznego.

Bartłomiej Ostapczuk, mim i reżyser, założyciel i dyrektor tej imprezy, z powodu trudności z dopięciem budżetu, zaproponował w tym roku skromniejszy program. Na otwarcie zobaczyliśmy udany spektakl "Once" [na zdjęciu], premierę Warszawskiego Centrum Pantomimy, kierowanego przez Ostapczuka. Przedstawienie reżyserował Anton Adasinsky. Szef pracującego w Niemczech rosyjskiego zespołu Derevo, goszczącego kilka razy na festiwalu, zrealizował własny tytuł z warszawskim zespołem. "Once" jest opowieścią o meandrach i poszukiwaniu miłości. Piękna dziewczyna w białym kostiumie wędruje z adorującym ją chłopcem i spotyka się z niespodziewanymi doznaniami - czystymi marzeniami, ale także z kuszeniem ku złu. Spektakl zrealizowany został z doskonałym wyczuciem rytmu i dynamiki akcji oraz zmieniających się co chwila nastrojów smutku, melancholii i nadziei. Warszawscy aktorzy na czele z Ostapczukiem doskonale wpisali się w zespołową i polifoniczną kreację Darevo.

Na zakończenie festiwalu zobaczyliśmy ostatnią premierę Wrocławskiego Teatru Pantomimy "Cafe Panique". Po śmierci Henryka Tomaszewskiego w 2001 r. współpracownicy wybitnego reżysera postanowili kontynuować pracę teatru, nie licząc się z faktem, że Tomaszewski stworzył teatr całkowicie autorski i nie zostawi! następcy. W tym czasie wybitni mimowie z zespołu odeszli i poświęcili się indywidualnym karierom. Dlatego kolejne premiery WTP nie przypominały niezwykłych spektakli Tomaszewskiego. Tak też się stało w wypadku "Cafe Panique", inspirowanym opowiadaniem Rolanda Topora. Opowieść w rytm muzyki jazzowej o losie człowieka zaplątanego w absurdalne, metaforyczne wizyty w restauracjach raziła sztucznością i w rezultacie okazała się zupełnie nieprzekonująca. Szkoda.

Mirosław Winiarczyk
Idziemy
9 lipca 2019

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia