Szmer listów miłosnych

Tadeusz Pawlikowski - Krakowski Salon Poezji w setną rocznicę śmierci

Pierwszy dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, urodził się 9 listopada 1861 roku w Medyce. Zmarł 28 września 1915 roku w Krakowie. Jest pochowany na cmentarzu Rakowickim - kwatera X.

Odbył studia muzyczne w Lipsku, Wiedniu, Weimarze oraz Meiningen. Franciszek Liszt poradził mu, by zajął się reżyserią teatralną. Po powrocie do Krakowa parał się krytyką teatralną i muzyczną. W roku 1893 wygrał konkurs na dyrektora nowo wybudowanego Teatru Miejskiego w Krakowie. Stanowisko to piastował przez lat sześć. Ożenił się z Idalią z domu Kotarbińską.

Pewnego dnia zawrotnego cudownie go zabolało w samym środku serca... Że co? Zabolało? Cudownie? Skąd ten ból? A serce? Przecież pisało mi się jak po maśle recenzenckiego obiektywizmu, piórem maczanym w maśle dziennikarskiej rzetelności - a tu naraz ból wyskoczył? Owszem, o pierwszym powakacyjnym Salonie Poezji, w setną rocznicę śmierci Tadeusza Pawlikowskiego jego osobie dedykowanym, świetnie mi się pisało, łatwo. Tak świetnie i łatwo, że aż mnie przy pisaniu nie było!

Tak, kawę z mlekiem sobie w kuchni popijałem, a tam, na biurku, wszystko samo się pisało, czyli z Wikipedii się przepisywało - a tu nagle ból wyskoczył i nie daje się zmazać. I z punktu przypomina się stara powieść. W prologu autor ironicznie bredzi o bohaterze, los jego streszcza w kilku krągłych banałach, jak autorki romansów dla kucharek, po czym układa ten piękny kawałek.

Ten salon był godziną szczegółów i właśnie przez to nie był akademią ku czci, recytatorskim koturnem, laurką lukrowaną. Halina Jarczyk na skrzypcach i Jacek Bylica na fortepianie grali łagodne melodie, lecz nie w tym tkwiło sedno. I nawet nie w wierszach o teatrze Antoniego Słonimskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Jana Lechonia i Jana Sztaudyngera, przez Karolinę Kamińską i Rafała Sadowskiego czytanych.

Sedno tkwiło w listach. Tamtego zawrotnego dnia Tadeusz Pawlikowski po raz pierwszy zobaczył Konstancję Bednarzewską, młodą aktorkę. Zostały po tym intymne akapity, co je Pawlikowski do owej aktorki słał bez ustanku.

Krzysztof Orzechowski, na wysokim barowym krześle siedząc, czytał wyimki tych intymnych śladów czarnych na białym tle, w których do dziś błąka się wszystko. Czytał doskonale. Tak, wszystko. Wzloty i dna. Wściekłość zmieszana z bezradnością. Błaganie i czułość. Intonacja intymności skruszyła koturn akademii. Intonacja intymności mówi o teatrze więcej niż intonacje oficjalne. Trzeba słuchać listów miłosnych. Bez tego zostaje nędza Wikipedii.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski online
9 października 2015

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia